„Przebudzenie Powietrza” - Elise Kova


Dlaczego mam wrażenie, że gdzieś to już czytałam?

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz na goodreads przemknęła mi okładka tej książki, od razu wrzuciłam ją do TBRu. Miałam się zabrać za czytanie tego cyklu w oryginale, ale końcem końców wydawnictwo Galeria Książki zapowiedziało, że Elise Kova pojawi się w Polsce, zatem szybko stwierdziłam, że poczekam i wtedy przeczytam. Jak sobie wymyśliłam, tak zrobiłam.

Cesarstwo Solaris osiąga zwycięstwo za zwycięstwem. Jeden podbój dzieli Solaris od zjednoczenia całego kontynentu, a bardzo rzadki talent magiczny, który nieobudzony tkwi w siedemnastoletniej uczennicy z biblioteki Vhalli Yarl, może zmienić przebieg wojny. Yarl od dziecka uczona była, że Wieża i ludzie w niej przebywający to zło w czystej postaci. Dziewczynie dobrze było pośród książek, które nie wymagały od niej rozmów. Pewnego dnia Vhalla nieświadomie uratowała księcia Aldrika, który jednocześnie pełnił jedną z ważniejszych funkcji w świecie czarodziejów. Wtedy też, świat magii i tego, co od zawsze starała się unikać, zaczął ją do siebie przyciągać.
Vhalla ma trudną decyzję do podjęcia, a jej wynik może na zawsze zmienić jej życie.
Dziewczyna musi zadecydować, czy poddaje się magii i chce nauczyć się nią władać, czy zrywa z nią całkowicie i wraca do swojego normalnego, nieco nudnego życia.
Czasu na wybór jest mało, bo cienie, czające się wokół Vhalli tylko czekają, aby ją zaatakować w chwili słabości.

Przez sporą część książki miałam wrażenie, że czytałam coś bardzo podobnego. I w końcu ta „szuflada” w mózgu otworzyła się, a mnie olśniło! „Przebudzenie Powietrza” jest bardzo podobne do „Trylogii Czarnego Maga” od Trudi Canavan, którą kocham całym sercem.
Kiedy już trybiki poprzestawiały się w odpowiednie miejsca, książkę Elise Kovy czytało mi się o wiele lepiej, bo nie myślałam już „gdzie ja to czytałam?”.

„Przebudzenie powietrza” czyta się bardzo szybko. Krótkie rozdziały wołają o słynny tekst „jeszcze jeden rozdział”, a nie ukrywam, że z każdym kolejny historia prze do przodu i ciągle coś się dzieje. Jak nie wątek mocy Vhalli (uwielbiam jej imię!), to wątek miłosny na dwóch płaszczyznach (tak, mamy tu lekki trójkąt), po sprawy typowo polityczne i zajęcia księcia Aldrika. Autorka nie daje nam odpocząć i w zasadzie to myślę, że warto zadać pytanie wydawnictwu Galeria Książki „Kiedy drugi tom?”. Bo ja z chęcią przygarnę na już.

Historia, jaką przedstawia nam Elise Kova nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jeżeli chodzi o wątek miłosny, mimo naprawdę fajnego wyboru chłopaków, naszą bohaterkę bardziej ciągnie do zakłamanego manipulatora, który tylko przy niej zachowuje się inaczej. Dla reszty jest zwykłym chamem i cwaniakiem. I wiecie co? Okej. Nie mam z tym problemów, bo w prawie każdej książce YA fantasy jest ten sam motyw, jeżeli chodzi o miłość. Chyba się już do tego po prostu przyzwyczaiłam.

„Przebudzenie powietrza” u mnie nie przeskoczy Akkarina i Sonei z „Czarnego Maga”. Nie ma nawet siły doskoczyć, żeby sięgnąć książki Canavan. Opowieść o młodej dziewczynie, która odkrywa w sobie rzadki talent magiczny i księciu, który jest czarodziejem i postanawia pomóc jej okiełznać ten żywioł, a przy okazji ma co do niej też inne plany jest lekką pozycją, idealną na wieczór. Chce poznać kolejne tomy tej serii, bo mam wrażenie, że dopiero później zacznie się dziać coś konkretnego. Póki co jest dobrze, ale może być o wiele lepiej. Jakbyście chcieli ocenę cyfrową to myślę, że 6.5/10 jest idealne.

Za książkę do opinii dziękuję wydawnictwu Galeria Książki.

Po drugiej stronie okładki

2 komentarze:

  1. Piękna okładka, ale szkoda, że opowieść nie broni się pod względem oryginalności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam ,,czarnego maga", ale znam ,,Przebudzenie powietrza" i głupio się łudzę, że drugi tom będzie lepszy.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń