piątek, 3 lutego 2017

„Czasami lubią tylko patrzeć”- „Love in Lingerie”

Kiedy zobaczyłam zapowiedź nowej książki Alessandry Torre zapragnełam ją mieć. Kupiłam preordera na czytnik i muszę przyznać, że nie żałuję. „Love in Lingerie” to książka, którą chciałabym mieć na półce w języku polskim.

„My company needs Her.

I need Her.”



Trey Marks jest 38 letnim właścicielem firmy Mark’s Lingerie – firmy produkującej damską seksowną bieliznę. Jednak jego interes podupada, a Trey chce zrobić wszystko, aby powstał z popiołów. 
Kate Martin, która zwolniła się ze wcześniejszej pracy, niemalże spada mu z nieba. Po rozmowie rekturacyjnej zostaje przyjęta na dyrektora kreatywnego i to do niej należy obowiązek rozreklamowania, a także projektowania nowych zestawów bielizny. 
Para dogaduje się ze sobą jak najlepsi przyjaciele, którymi stają się z czasem, zaś ich znajomość pogłębia się kiedy Trey zostaje napadnięty przez rabusiów i okradziony ze wszystkiego co ma. Kate znajduje go na ulicy w szlafroku i chcąc, nie chcąc zaprasza na nocleg do siebie. Problemem na drodze tej dwójki jest Craig – narzeczony Kate, który od samego początku nie przypadł mi do gustu. Jest postacią nudną i mogę się pokusić o nazwanie go „zapychaczem ksiażki”. Sztywny, nad wyraz inteligentny, mający ambicje z choinki. Kompletnie do Kate nie pasuje i Trey oczywiście widzi to podczas ich wspólnego wyjścia, jednak nie ma zamiaru jej ze swoim zdaniem zapoznać. 
Gdy Mark i Martin pracują ze sobą, firma zaczyna przynosić zyski do tego stopnia, że otwierają nowe oddziały sprzedaży produktów. Sama znajomość tej dwójki staje się czymś jak „przyjaciele na każdą porę”. Kate doradza Treyowi, on doradza jej i w kwestii bielizny, i w kwestii facetów. Jednak każda bajka ma swoją ciemną stronę i Trey też taką posiada, ale autorka sprytnie to schowała, aż do końca książki. 

„Love in Lingerie” to pozycja śmieszna, skłaniająca do rzucenia wszystkiego i czytania cały dzień. Każdy rodział został podzielony na punkt widzenia Kate oraz Treya, przez co mamy obraz sytuacji obojga bohaterów i możemy zrozumieć, jak kto widzi daną sprawę. Mamy tutaj kłótnie, niczym małżeńskie, mamy wspólne oblewanie sukcesów i dziwne przypadki, dziejące sie w życiu współpracowników. 
Ich wzajemne przyciąganie, a jednocześnie odrzucanie się, sprawia, że czytelnik chce jak najszybciej zobaczyć co będzie dalej. Czy w końcu się zejdą, czy też nie. Pozytywnym aspektem jest też to, że wiekszość rozdziałów została przyrównana do bielizny. Na początku mnie to dziwiło, ale końcem końców stwierdziłam, że to dobry zabieg, bo w końcu tytuł zobowiązuje. Czytałam dużo romansów, ale możecie mi wierzyć, że takiej historii to jeszcze nie miałam okazji spotkać.

Przyznam, że sięgnełam po „Love in Lingerie” przez okładkę (znowu) – naprawdę mi się spodobała, ale dopiero po pierwszym rozdziale wiedziałam, że okładka to nie wszystko co w tej książce jest dobre. 
ONA cała jest dobra! 
Można się przy niej śmiać, można być zaskoczonym, można płakać (ale ze śmiechu). Jest to historia pełna pasji i pożądania, które doprowadza do destrukcji. Prawda może zaboleć, ale tylko do czasu przewrócenia książki na kolejną stronę. 
Alessandra Torre tą książką skradła moje serce i już teraz wiem, że sięgnę po jej kolejne pozycje, aby poznać innych bohaterów wykreowanych przez nią oraz wydarzeń, w które zostali wplątani.

„Love in Lingerie” jest lekką, zabawną, a jednocześnie pełną namiętności historią, która przy kieliszku dobrego wina wprawi Czytelnika w naprawdę wesoły nastrój. 

“He is my prince, my future, my everything.”
Laure

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam czytać w oryginale i muszę przyznać, że narobiłaś mi ogromnej ochoty na tę książkę :)
    Niedawno czytałam "Ten below zero" i książkę gorąco polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ja ogarniam! Będę czytać! A tą polecam serdecznie! Naprawdę jest epicka. Torre daje przykład, że nie trzeba co rozdział seksu między bohaterami, aby książka był super.

      Usuń
  2. Na razie mam dosyć tego typu książek, ale przyznam, że brzmi to intrygująco :) Nie ma kolejnego milionera, ciapowatej kobity i jakiegoś nieludzkiego układu. Tego typu książek już nie zdzierżę i cieszę się, że w końcu ktoś wymyślił coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że to właśnie książka, która jest przystępna. I zaskakująca w swojej inności. :)
      Zdecydowanie lepsza niż ci milionerzy i szare myszki :D

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że tą książkę w najbliższym tempie na pewno przeczytam.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń