Faktycznie pełna cierni.
Wydawnictwo StoryLight na polski rynek wydało zdobywcę nagrody AUREALIS, czyli „Cierniową ścieżkę” autorstwa A.G. Slatter. Czy pozycja ta warta jest przeczytania/?
Asher Todd zostaje zatrudniona w posiadłości rodziny Morwood jako guwernantka. Co prawda nie wie zbyt wiele o wychowywaniu dzieci, ale doskonale zna się na botanice i zielarstwie – a może nawet na czymś jeszcze…
Posiadłość Morwoodów to na pierwszy rzut oka zwykłe spokojne miejsce: piękny stary budynek i dumni ze swojego pochodzenia mieszkańcy o nienagannej reputacji. W pobliżu znajduje się miasteczko Morwood Tarn oraz las, z którego nocami dobiega czasem wycie wilków…
Dzieci Morwoodów szybko przywiązują się do Asher, starsza pani Leonora coraz częściej zaprasza ją do swojej komnaty, a czarnowłosy dozorca o dzikich zielonych oczach raz po raz niby przypadkiem wchodzi jej w drogę. Asher zaczyna darzyć sympatią swoich podopiecznych i podoba się jej życie w posiadłości. Teraz zaczyna wątpić, czy będzie w stanie zrealizować swój plan – i kto najbardziej ucierpi, jeśli to zrobi. Ale gdy duchy przeszłości coraz trudniej okiełznać, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że nie ma wyboru. Zresztą nie tylko ona skrywa mroczne sekrety. Dom Morwoodów też ma swoje tajemnice: sporo w nim miejsc po portretach na ścianach i drzwi zamkniętych na cztery spusty. Jak to wszystko wyjaśnić? I czy w Morwood Tarn mieszka choć jedna osoba, która nie ma nic do ukrycia?*
„Cierniowa ścieżka” to jedna z niewielu książek w tym roku, które męczyłam. Liczyłam na naprawdę ciekawie poprowadzoną historię z bohaterką, która faktycznie będzie miała wiele tajemnic. Wyszło nijako, a przede wszystkim nudno. Myślałam nawet, aby zrobić DNF, ale stwierdziłam, że jak nie skończę książki, to nie będę pisać o niej opinii, więc zmęczyłam ją, abyście Wy nie musieli.
Zaczynając od początku, główna bohaterka jest znachorką, która dostaje się do rezydencji Morwoodów jako guwernantka. Asher Todd ma zajmować się wychowaniem dzieci, ale przy okazji ulecza starszą panią, która dla reszty rodziny jest przeszkodą.
Niemniej to Leonora będzie najważniejszą deską ratunku dla Todd w tym, co dziewczyna chce zrobić w Posiadłości.
Bohaterowie w tej pozycji są bezbarwni. Żaden nie przykuł mojej uwagi na dłużej, a niektóre teksty są tak denne, albo wręcz niesmaczne (w moim odczuciu), a wierzcie mi, przerabiam dark romance nałogowo, ciężko mnie obrzydzić. Sprwdziłam zarówno polskie tłumaczenie, jak i oryginał i do polskiej wersji nie można się przyczepić. Ta książka po prostu jest słaba już w oryginale.
Nie podobało mi się i nie będę tego ukrywać. Gdyby nie to, że jestem osobą, która nie lubi odkładać niedokończonych książek, to bym nie skończyła „Ciernistej ścieżki”. Te ponad czterysta stron było dla mnie drogą przez mękę i wszystko, ale to wszystko (nawet sprzątanie) było ciekawsze, niż czytanie tej historii. Zatem jeżeli nie przepadacie znęcać się nad sobą i nie macie dużo czasu na czytanie to „Ciernistą ścieżkę” omińcie bez wyrzutów sumienia. A tak w ogóle to zauważyłam, że książki, które otrzymują jakieś nagrody według powołanej komisji, dla mnie okazują się być zwyczajnie nudne i słabe. Może to ze mną jest coś nie tak? Albo z jury powołanym do przyznania nagrody?
*opis ze strony wydawcy
