Ktoś wspominał o modlitwie?
„Lekcje grzechu” to nie pierwsza książka Pam Godwin na polskim rynku, ale za to jedna z nielicznych, które wchodzą w temat księdza, religii i gorących scen z duchownym w roli głównej.
Lata temu Magnus Falke zamknął na klucz drzwi do swojej przeszłości, pozostawiając za nimi wszystkie grzeszne czyny, których się dopuścił. Został księdzem i dyrektorem elitarnej katolickiej szkoły z internatem, wymagającym od uczniów całkowitego podporządkowania się surowym zasadom. Jest w pełni oddany nowemu życiu. Przynajmniej do chwili, gdy poznaje Tinsley Constantine.
Ta rozpuszczona księżniczka przypomina Magnusowi o mrocznej części jego natury. Rozgoryczona osiemnastolatka trafia do szkoły pod przymusem i robi wszystko, aby jak najszybciej zostać z niej wyrzucona. Wymierzanie jej kolejnych kar za łamanie regulaminu budzi w ojcu Falke uśpione pragnienia. Pragnie jej całej – w klasie, kościele, zgiętej nad ołtarzem… Każde dotknięcie Tinsley grozi odebraniem mu szansy na odkupienie i zrujnowaniem wszystkiego, co z takim trudem udało mu się zbudować.
Magnus sądził, że na dobre wyrzekł się grzechu. Okazuje się jednak, że jego kuszenia dopiero się rozpoczynają.
„Lekcje grzechu” to historia niegrzeczna, gorąca i pełna scen, które mogą zawstydzić albo zażenować. W końcu w ilu książkach w Polsce głównym bohaterem jest ksiądz, który łamie śluby czystości z młodszą o 23 lata dziewczyną? No właśnie. Z zagranicy na szybko przychodzi mi do głowy jedynie Sierra Simone i jej „Priest”. Polskich autorek z tym motywem nie śledzę — nie będę więc zgadywać.
Od początku czuć, że ta książka jest kontrowersyjna. Tinsley trafia do szkoły wbrew swojej woli i robi absolutnie wszystko, by zostać wyrzucona. Niestety — wyrzucenie nie wchodzi w grę. Wchodzą za to kary. Jedna po drugiej. I to właśnie one budzą w Magnusie coś pierwotnego. Bo wiecie… z Magnusa jest zdrowy, przystojny chłop, a Tinsley jest pełnoletnia. I bum — mamy relację uczennica–ksiądz. Zakazany romans z age gapem.
Wiem, że ta książka może budzić obrzydzenie w Polsce — i wcale mnie to nie dziwi. Wszyscy wiemy, jakie podejście mają rodacy do tematów związanych z religią. Z ciekawości sprawdziłam ocenę na lubimyczytać — i tak, potwierdziła wszystko, czego się spodziewałam. Niestety w Polsce wciąż brakuje otwartości na historie, które wyciągają czytelnika ze strefy komfortu. Może to i dobrze — papier drożeje, a nie każda książka musi być tłumaczona.
„Lekcje grzechu” naprawdę mi się podobały. O wiele bardziej niż „Priest” Sierry Simone. Tu jest mroczniej, mocniej, a sama historia balansuje na granicy tabu. Lubię książki, które trzymają mnie od pierwszej strony do ostatniej. A jeśli chodzi o romanse z księdzem w roli głównej, w pamięci mam jeszcze kilka ostrzejszych tytułów — ale zachowam je dla siebie, bo wyjdę na zboczeńca.
Opis od wydawcy
