„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” - Tom Wolfe


Marzenia do spełnienia.

Książki science fiction to coś, co łykam, jak przysłowiowy pelikan. Reportaże czytam od wielkiego dzwonu. Co zatem z reportażem, który przekracza granicę sci-fi?
Kiedy wydawnictwo Zysk i s-ka zapowiedziało „Najlepszych” wiedziałam, że nie przejdę koło tej książki obojętnie.
Niestety nie wszystko złoto, co się świeci.

Rok 1957. Na niebie pojawia się pierwszy sztuczny satelita. To moment, który na zawsze zmienia bieg historii i rozpala marzenia całych pokoleń o locie ku gwiazdom.

Słynna książka Toma Wolfe’a opowiada o wyścigu kosmicznym dwóch wielkich mocarstw i ludziach, którzy znaleźli się w samym jego centrum. O pionierach, których codzienność balansowała na granicy odwagi i szaleństwa, o eksperymentach mogących skończyć się katastrofą i tajemnicach NASA ukrywanych przed światem. Życie astronautów toczyło się równie intensywnie na Ziemi, jak i wysoko ponad nią – pełne ekstremalnych treningów, aspiracji większych niż życie, ale też miłości, rozczarowań, dumy i samotności.

Oto historia tych, którzy mieli odwagę uwierzyć w marzenia i sięgnąć gwiazd.*

Podobno jest to najlepsza książka autora. Cóż... śmiem twierdzić, że ta opinia jest nieco na wyrost, nawet jeżeli rzucicie argumentem, że każdy ma inny gust. Ta książka to średniak, który obraca historię programu Merkury w fikcyjny, fabularny bełkot. Niby jest to trochę, jak reportaż, niby jeszcze sci-fi. W zasadzie to nie wiadomo, czym „Najlepsi” są bardziej.

Jest tutaj za dużo subiektywnych myśli Wolfe'a, za dużo budowania fabuły wokół ludzi i co w sumie najważniejsze, próba obalenia legendy bohaterów. Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie rodzin astronautów, pokazanie co odczuwają także oni. Autor nie skupił się tylko na pilotach, co akurat mi się podobało.

A jeżeli już o samych pilotach mowa, mamy tutaj też pokazane koszty całych programów. Nie te finansowe, a te ludzkie. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle ma jakikolwiek sens? Czy warto poświęcać ludzi? Oczywiście też i pieniądze. Daleko nie szukając, jedna z żon bohatera też ma takie pytania. Tutaj. W tej książce.

Styl autora jest niebywale ciężki do czytania. Taki „półpijany typ w barze”, który opowiada historię swojego życia. Nie kupiło mnie to. Co więcej, naprawdę trudno czytało mi się tę pozycję i podczas lektury wiele razy odkładałam ją i czytałam coś innego, aby „wyzerować” mózg, przed ponownym zabraniem się za tę historię.

„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” byliby książką ciekawą, gdyby napisał ją ktoś inny. Historia sama w sobie jest świetnym tematem zarówno na reportaż, jak i sci-fi, ale niestety styl Wolfe'a jest przytłaczający, męczący i zbyt subiektywny w stosunku do wydarzeń, jakie opisuje. Jak dla mnie jest to średniak, który dadzą radę przeczytać (i czerpać z tego odrobinę przyjemności) tylko wytrwali fani historii o podboju kosmosu i samym kosmosie.

*opis od wydawcy

copyright © . all rights reserved. designed by Color and Code

grid layout coding by helpblogger.com