„Pieśń o Achillesie” - Madeline Miller


 Ktoś powiedział „mitologia”?

Nie da się ukryć, że wydawnictwo Albatros ma smykałkę do robienia okładek, które aż proszą się o kupowanie książek w ciemno. Z Madeline Miller miałam okazję spotkać się przy „Kirke”, które dla mnie okazało się średniakiem. Kiedy sięgnęłam po rozsławioną na instagramie „Pieśń o Achillesie” myślałam, że otrzymam książkę, która nie tylko zabierze mnie w świat mitologii, ale też wciągnie w swoją fabułę i nie pozwoli złapać oddechu.

Achilles urodził się po to, aby wypełnić swoje przeznaczenie. Pod zbroją i przystojną twarzą kryje się człowiek, mający przypisany los, z którym niekoniecznie się zgadza. Achilles nie zamierza żyć w cieniu klątwy, która ma uratować Grecję wraz z jego poświęceniem. W końcu jest złotym dzieckiem, który z czasem zostanie największym bohaterem. Pewnego razu Achilles spotyka Patroklosa, który jest jego zupełnym przeciwieństwem. Wygnańcem, dziwnym i słabym zawodnikiem. Mężczyzną, który nic nie znaczy. Jednak mimo wielu różnic, między chłopcami pojawia się nić porozumienia, która szybko przekształca się w głębsze uczucie. Kiedy po latach Grecję obiega wieść o porwaniu do Troi – Heleny, Achilles wraz z innymi wyrusza na wojnę, zabierając Partoklosa ze sobą. Mężczyźni nie wiedzą, że na polach pod Troją los w końcu upomni się o swoje, niezależnie od tego, w jaki sposób będą próbowali go oszukać.

Nie wiem, albo jestem za stara na takie książki, albo „Pieśń o Achillesie” jest po prostu słaba. Po całej masie pochlebstw na temat tej pozycji, które widziałam dosłownie wszędzie, sięgając po nią myślałam, że sama też będę robić „och” i „ach” przy każdym zdaniu. No... nie wyszło. W sumie to cała ta historia w ogóle mnie nie ruszyła, a książka dłużyła mi się niemiłosiernie. Jak tak teraz myślę, to stwierdzam, że „Kirke” mi się jednak bardziej podobało.

Nie jestem jakimś wielkim fanem mitologii, zawsze męczyłam się na lekcjach języka polskiego, kiedy przerabialiśmy wybrane teksty, ale w książkach z nutką fabuły, zamiast suchych opowiadań, mitologia wygląda przyjaźniej. „Pieśń o Achillesie” to książka, którą czyta się całkiem dobrze, chociaż, jak już wspominałam może się dłużyć. Fani mitologii powinni być zadowoleni z lektury, jednak jeżeli podchodzicie do tematu z dystansem, to możecie odbić się od pięknego wydania podobnie, jak ja.

Historia Achillesa i Patroklesa nie urzekła mnie. Sama książka technicznie napisana jest dobrze i tutaj nie mogę się przyczepić. Jednak to za mało. Gdyby nie naprawdę ładna okładka, jaką zaserwowało nam w polskiej wersji wydawnictwo Albatros, nie zwróciłabym uwagi na tę pozycję.

„Pieśń o Achillesie” to historia nie dla wszystkich. Trzeba być zapalonym fanem mitologii, aby móc czerpać z niej garściami. Jeżeli nimi jesteście to świetnie trafiliście, jeżeli jednak mity nie są waszym ulubionym tematem do rozmów czy lektury, historia Achillesa i jego losów raczej nie będzie dla Was przyjemną lekturą. Decyzję o jej przeczytaniu, jak zawsze pozostawiam Wam. Z chęcią przeczytam Wasze opinie o tej pozycji, a szczególnie to, co Wam się najbardziej podobało w tej książce.

Po drugiej stronie okładki

1 komentarz:

  1. Sama treść średnio mnie interesuje, ale doceniam wygląd i piękne wydanie ksiażki

    OdpowiedzUsuń