„Kontrakt Jacksona” - J.T. Geissinger


To zdecydowanie jedna z tych...

… serii, które można czytać po kilka razy, a radość z ich lektury jest zawsze taka sama. Polski „Kontrakt Jacksona” czytałam, jako „Burn for you” w oryginale. Kiedy wydawnictwo Niezwykłe ogłosiło tę premierę, napaliłam się na nią, jak pielgrzym na sandały i wiedziałam, że muszę przeczytać tę pozycję jeszcze raz. I ponownie jestem nią tak samo zachwycona, jak za pierwszym podejściem.

Kiedy Jackson Boudreaux przychodzi do restauracji prowadzonej przez Biancę Hardwick, kobieta wie, że nie będzie to miła wizyta. Mężczyzna szybko spełnia jej przewidywania. Jest arogancki i chamski, a jego wymagania o wiele za wysokie. Bianca jest jednak nieugięta i doskonale wie, jak spławić takiego mężczyznę, aby dostał to co chce, ale obszedł się ze smakiem z najlepszym kąskiem. Wydawać by się mogło, że Boudreaux odpuści nachodzenie Hardwick, po nieudanej próbie. Nic bardziej mylnego. Kiedy mężczyzna dowiaduje się, co przygotował dla niego jego własny ojciec, postanawia zaproponować Biance układ. Kontrakt, który będzie korzystny dla obu stron. Choć Hardwick doskonale wie, że nienawidzi Jacksona, propozycja jaką od niego dostaje sprawia, że zmienia zdanie i postanawia wejść w ten krzywy układ.
Nie wie jednak, że jeden podpis oznacza więcej, niż tylko sfałszowane małżeństwo.

Jak pisałam na początku, „Kontrakt Jacksona” to książka, którą czytałam drugi raz. I drugi raz bawiłam się przy tej pozycji naprawdę dobrze. J.T. Geissinger w swoich książkach nie jest banalna, a śmieszne teksty, czy sytuacje, w których pakuje swoich bohaterów są tutaj naturalne.
To właśnie tłumaczenia tej książki bałam się najbardziej, bowiem miałam nadzieję, że nie zostanie zniszczony humor żartów, które są w tej pozycji. Kiedy jednak zaczęłam czytać „Kontrakt Jacksona” wiedziałam, że Malwina Stopyra, która odpowiada za tłumaczenie tej książki wykonała kawał dobrej roboty. Duże brawa dla tłumaczki.
A skoro tłumacz zrobił to dobrze, a książka sama w sobie jest świetna, to co tutaj może pójść źle?

Nic.
Właśnie o to chodzi. „Kontrakt Jacksona” to książka, która wciąga od pierwszych stron. Warte wspomnienia są przepisy na potrawy i drinki, które pojawiają się po niektórych rozdziałach. W końcu Bianca jest właścicielką restauracji, a te przepisy są miłym przypomnieniem, że gotowanie dla głównej bohaterki jest chlebem powszednim. Ba! Nawet żarty, jakie Bianca rzuca w stronę Jacksona także mają nawiązania kulinarne.

Mogłoby się wydawać, że historia Jacksona i Bianci jest idealna, prosto z bajki. A skąd! Jackson ma swoją ciemną stronę, która ukryta za wysokimi murami nie pokazuje się bliskim mu osobom. Bianca ma jednak w sobie coś, co potrafi zburzyć te mury i dowiedzieć się prawdy. Prawdy, która zaboli.

„Kontrakt Jacksona” to historia, którą miło było czytać ponownie, tym bardziej w rodzimym języku. Cieszę się, że wydawnictwo Niezwykłe sięgnęło po tę pozycję i mam nadzieję, że będzie ona wydana do końca, bo z każdym kolejnym tomem trylogii jest coraz lepiej. Musicie przeczytać tę pozycję!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu.

Po drugiej stronie okładki

1 komentarz: