„Ochroniarz” - Meg Adams


Kto by takiego nie chciał?

Meg Adams skradła mi serce „Architekturą Uczuć”, która była debiutem autorskim. Tym razem, autorka proponuje nam książkę nieco inną od poprzedniczki. „Ochroniarz” to nowa propozycja od Meg Adams. Czy porwie Wasze serca?

Lena Mejer w wyniku śmierci „mamy” odziedziczyła firmę kosmetyczną, która mając bardzo wysoki status przyniosła jej wszystko, co każda kobieta na jej miejscu chciałaby mieć – pieniądze, władzę i ciekawe życie. Dwudziestoośmioletnia Mejer nigdy jednak nie sądziła, że mogłaby mieć wrogów, którzy czyhają na jej życie. Kiedy zaczyna dostawać dziwne prezenty, które z nieśmiałych flirtów, stają się karalnym groźbami Lena zmienia myślenie i idąc za radą bliskich przyjaciół zatrudnia firmę ochroniarską, która nie tylko zakłada w jej rezydencji monitoring, ale też zapewnia osobistego ochroniarza. 
Ochroniarza, który nie tylko potrafi bronić, ale też jest zabójczo przystojny. 
Nikolaj Aleksandrow, którego korzenie są pół polskie, a pół rosyjskie jest bliskim przyjacielem szefa firmy ochroniarskiej „Niezniszczalni” - Igora. Mężczyzna dostaje zlecenie bronienia Leny przed napastnikiem i zbierania dowodów, aby policja mogła działać. 
Niko, jako bezwzględny mężczyzna trzyma Lenę na dystans i nie planuje poczuć do niej czegoś więcej. Zresztą z wzajemnością. 
Ale jak wiadomo, życie weryfikuje, a plany lubią się zmieniać. 

Mieliście kiedyś coś takiego, że nie byliście w stanie czytać książek, bo każda jedna nudziła Was niemiłosiernie?
Ostatnio ten letarg dopadł też i mnie. 
Do „Ochroniarza” podchodziłam powoli. Tydzień zajęło mi sięgnięcie po tę książkę, bo wcześniej nie miałam ochoty czytać. W sumie nie chciało mi się wcale czytać. 
Ale kiedy poznałam Nikolaja, mój letarg minął, jakby nigdy nie istniał, a ja zapragnęłam jak najszybciej przeczytać „Ochroniarza” i poznać historię Leny i jej przystojnego obrońcy. 

Czy mogę zacząć od wzdychania?
Niko, ach ten Niko. Porwał moje serce od pierwszego rozdziału, w którym się pojawił. 
Chociaż już na początku pisałam do autorki moje przemyślenia i czułam, że jeden z bohaterów jest nie teges (nie napiszę Wam, czy miałam rację) to kiedy pojawił się on! Nikolaj, wszystkie wcześniejsze myśli wypłynęły z mojego umysłu. Tak... tak było do końca książki. 

Jest w „Ochroniarzu” pewien jegomość o imieniu Artur, który w pewnym momencie zmniejszył płomień mojego uczucia do Nikolaja. Do tego stopnia, że pytałam się autorki, czy warto rzucić Aleksandrowa dla Kruza. Nic więcej Wam nie napiszę, ale wyobraźcie sobie, co to musi być za bohater, skoro chciałam zostawić Niko dla niego. 

Lena to silna bohaterka. Może nawet trochę za silna, bo czasami miałam wrażenie, że jest niczym Zosia Samosia. Wszystko chciała zrobić sama, po swojemu, a nie zawsze było to opłacalne. Czy to dla niej, czy dla jej firmy. Niemniej jednak naprawdę podobała mi się, jako osoba. Silna, konkretna babka, która niczego się nie boi i walczy o swoje do samego końca. Nie jest szarą ubezwłasnowolnioną myszką, do których przyzwyczaiły nas autorki romansów. I za to plus ode mnie dla Meg Adams największy! 

Co mnie zirytowało?
Mała rzecz, ale jednak za dobrze ją pamiętam, żeby o niej nie napisać. Jedna bohaterka, bardzo bliska przyjaciółka Leny w jednej sytuacji zachowała się tak infantylnie, że aż mi witki opadły (bo ręce już nie dały rady bardziej). Myślę, że kiedy będziecie czytać „Ochroniarza” to sami domyślicie się, o którą scenę konkretnie mi chodzi i, co więcej myślę, że sami stwierdzicie to, co ja przed chwilą. Ale to naprawdę mały minus w stosunku do całości książki. Jedna scena. Pikuś. 

Meg Adams po raz kolejny kupiła mnie swoją książką! „Ochroniarz” jest napisany na wysokim poziomie. Akcja zaczyna się powoli, ale kiedy wpadniemy w wir wydarzeń nie możemy się z niego wyrwać. Chociaż osobiście nie jestem fanką historii, kiedy fabuła drepcze do przodu bardzo powoli, aby nagle dostać kopa, to tutaj nie przeszkadzało mi to ani trochę i od pierwszych stron wciągnęłam się w „Ochroniarza” (no dobra, od kiedy spotkałam Niko). 
W końcu! W KOŃCU! Mamy w książce naprawdę niebezpiecznych mężczyzn i inteligentne kobiety, które nie są szarymi myszkami, o czym już pisałam. „Ochroniarza” czytało mi się z czystą przyjemnością, a tym bardziej dziękuję Meg Adams, że mogłam dostąpić zaszczytu przeczytania tej pozycji szybciej i, że zostałam wybudzona z letargu książkowego dzięki historii Leny i Niko. To kiedy następna książka?

Za książkę do opinii dziękuję

Po drugiej stronie okładki

3 komentarze:

  1. Dobra, jeśli bohaterka naprawdę jest taka, jak mówisz, a faceci to nie pluszowe miski w masce gangstera, to chętnie przeczytam tę książkę. Będzie stanowić miła odmianę od irytujących bohaterem i ich mieczakowatych twardzieli 😂

    Pozdrawiam,
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytam tej recenzji :P Nie chcę sobie psuć przyjemności z czytania. AU od Meg bardzo mi sie podobało, mam nadzieję, że tutaj tez tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka mnie prześladuje, a na autorkę mam już chrapkę jakiś czas. Może kiedyś uda mi się kupić i wcisnąć w duży stos książek do przeczytania :D

    OdpowiedzUsuń