Wampiry w dobrym wydaniu.
„Na krwawych skrzydłach” czytałam znacznie wcześniej w oryginale. Ba! Jeszcze wtedy w ciemno kupiłam papierową wersję, bo spodobał mi się tytuł. Nie sądziłam, że książkę pochłonę dosłownie w moment i od razu wezmę drugi tom.
Witajcie w Akademii Krwawych Skrzydeł, gdzie litość nie istnieje, a krew jest cenniejsza, niż diamenty.
Pół-fae Medra Pendragon jest ostatnią jeźdźczynią smoków, według jednego z wysoko postawionych wampirów. Sama w to nie wierzy, tym bardziej, że nie ma już smoków w świecie, w którym przyszło jej żyć.
Dziewczyna zostaje znaleziona przypadkiem pośród zgliszcz, a jej czerwone włosy odróżniają ją od reszty uczniów w Akademii.
Medra odgórną decyzją Lordów szybko staje się narzeczoną jednego z najbardziej aroganckich, zimnych i zabójczo przystojnego wampira Blake'a Drakharrow'a, który to ma już jedną narzeczoną, a ta z kolei nie zamierza dzielić się wpływowym wampirem, z byle znajdą.
Nawet jeżeli rzekomo jest jeźdźczynią smoków.
Między rywalkami dochodzi do niejednego spięcia, aż pewnego dnia okazuje się, że muszą współpracować, aby przeżyć.
A jakby tego było mało Akademia Krwawych Skrzydeł to prawdziwe pole bitwy w każdej możliwej dziedzinie.
Pół-fae, wampiry, smoki, akademia i jej cztery domy.
Wszystko to gdzieś w literaturze fantasy i romantasy już się przewinęło.
Tylko nie wszystko zostało połączone w sposób, który wciąga i zabiera w swój świat.
Z „Na krwawych skrzydłach” miałam wysoki próg wejścia. Tak naprawdę po 30% zaczęłam czytać tę książkę w każdej wolnej chwili. Nie mogłam doczekać się odpowiedzi na pytania i zakończenia.
I mogę Wam napisać, że poprzednimi książkami, które „zjadłam” podobnie były trzy pierwsze części „Empyrean series” od Yarros.
Briar Boleyn połączyła to wszystko, o czym wyżej wspomniałam dodając do tego slow burn i bully romance. Niesamowite jest to, jak dobrze jej to wyszło. Owszem, Blake zachowuje się jak cham i prostak (delikatnie ujmując) wobec Medry przez większość książki, ale riposty i zagrywki między nimi są fenomenalne. A scena zazdrości i to, co po niej się dzieje to sztos do potęgi!
Jest hot! W OPÓR!
Szczerze? Nie wiem czemu długo nie czułam się wciągnięta. Może po prostu nie chwyciło to od początku, jak powinno. Tak w zasadzie ten wstęp nie jest zły. To ze mną było coś nie tak przez ten moment. To jest jedno z lepszych romantasy, jakie miałam okazję czytać. Śmiało mogę je postawić obok wspomnianego wcześniej „Empyrean” na podium.
Blake zyskał moją sympatię. Co ważniejsze W KOŃCU mamy bohatera, który jest blondynem. To ważne, po tych wszystkich brunetach, jakich wiecznie spotykamy w tego typu książkach.
Ale tak naprawdę to Medra skradła moje serce, a dobrze wiecie, że nie jestem fanką bohaterek w książkach. Pendragon to pewna siebie babka, które nie daje sobą pomiatać i potrafi zawalczyć o to, na czym jej zależy. Kiedy trzeba – położy uszy po sobie, kiedy nie trzeba – doda benzyny do ognia, żeby osiągnąć cel. Jako bohaterka jest napisana wyśmienicie. Przyjemnie było czytać jej historię.
Czy przeczytałam już drugą część? Oczywiście. Dobrze ze w marcu wychodzi trzecia, to nie będę długo czekać. Zdradzę wam też sekret – drugi tom jest jeszcze lepszy.
„Na krwawych skrzydłach” to romantasy dla każdego fana gatunku, a jeżeli tęsknicie za smokami i wampirami to już w ogóle nie zastanawiajcie się nad tą pozycją. Brać i czytać! Szybko!
Bardzo polecam!
