„Hate Notes” - Vi Keeland, Penelope Ward



Hit, czy kit?


Keeland i Ward od dawna piszą razem książki. Jedne są lepsze, inne gorsze, ale każda jest do siebie podoba.
Już na wstępie chce wytłumaczyć, dlaczego będę używać angielskiego tytułu tej pozycji. "Zgryźliwe wiadomości", które zaserwowało nam wydawnictwo, kuje mnie w oczy. Mało tego, nie rozumiem tłumaczenia tego tytułu, gdzie daleko nie szukając "Daddy Cool" jest tytułem po angielsku przerobionym z "Mack Daddy", w dodatku kompletnie bez sensu.
Jeżeli trzymamy się polskich tytułów, to trzymajmy się polskich. Jeżeli bawimy się z angielskimi, to trzymajmy się tego sposobu.
„Hate Notes” przyciągnęło mnie do siebie swoją okładką. No bo wiecie, DUSAN. Jestem łasa na zdjęcia tego pana, obojętnie, na jakim portalu społecznościowym. A jak pojawia się on na okładkach, to już całkiem odlatuję. Zresztą macie go na swoich półkach razem z „Draniem z Manhattanu”. 
Ale zacznijmy od początku.

Charlotte Darling, wychowana przez rodziców zastępczych, po nieudanych zaręczynach i złapaniu swojego przyszłego męża na zdradzie, oddaje suknię ślubną do komisu tychże sukien. Dziewczyna chce odzyskać pieniądze, aby mieć na życie, ale spacerując między wieszakami znajduję piękną sukienkę, która kradnie jej serce swoim widokiem. Kiedy Charlotte dokładniej ogląda ten ciuch, znajduję notatkę ze słowami pełnymi miłości. Od Reeda, dla Allison. 
Dziewczyna wymienia kieckę, za kieckę i udaje się do domu, a tam zaczyna szukać w internecie nadawcy karteczki. Odnajduje przystojnego mężczyznę, który definitywnie jest właścicielem dłoni, która pisała słowa na tej notce. Reed Eastwood prowadzi firmę Eastwood Properties, która zajmuje się nieruchomościami dla zamożnych. Charlotte będąc bez grosza przy duszy, ryzykuje i umawia się na spotkanie z Reedem, aby obejrzeć luksusowe i szatańsko drogie mieszkanie. 
Podczas obchodu apartamentu Reed traci cierpliwość i wygarnia Darling jej kłamstwo, a ta po ostrej wymianie zdań ucieka. 
Spotyka starszą panią, która zyskuje jej zaufanie i dziewczyna opowiada całą swoją historię, obcej kobiecie, która okazuje się mieć podobną przeszłość. Tak Iris Locklear zatrudnia Charlotte Darling, jako swoją osobistą asystentkę. 
Kiedy na następny dzień w pracy, Charlotte spotyka Reeda, przed którym ewidentnie się ośmieszyła, czuje, że szybko straci zatrudnienie. 
Iris okazuje się być babcią Reeda, a także jego młodszego brata Maxa, który jest całkowitym przeciwieństwem starszego Eastwooda. 
Kiedy Charlotte zaczyna czuć coś do Reeda po wspólnych przygodach, ten okazuje się być zimny, niczym głaz.
I wtedy pojawia się ta trzecia.
Allison.

Zanim stwierdzicie, że znacie dalszy ciąg tej historii, śpieszę uprzedzić – nie znacie. Ja też myślałam, że dalej będzie tak jak w innych romansach, a okazało się być zupełnie inaczej. 
„Hate Notes” wciągnęło mnie na początku, aby w połowie znudzić. Przyznam się Wam, że rozważałam zamknięcie czytnika i nie kończenie tej pozycji, bo Keeland i Ward popłyneły za mocno, z przypadkami, z których dużo było kompletnie bez sensu. 
W każdym razie, mój wewnętrzny upór pomógł mi wytrwać i czytałam dalej.
Aż tu nagle. Autorki dwoma literkami mnie zainteresowały ponownie. I to dzięki nim, skończyłam tę książkę. 

Bardzo chciałabym napisać Wam o tych literkach, ale zepsułabym całe zdziwienie i szok, dlatego sobie podaruję. Cała ta historia jest podobna do innych, jednak autorki poszły o krok dalej i wykonały manewr, którego w książkach tego typu, nie miałam jeszcze okazji spotkać (albo o nim nie pamiętam). 
Reed Eastwood jest zimnym, wyrachowanym i seksownym biznesmenem, który zachowuje się jak prawdziwy „szef cham”. Ale polubiłam go, za jego nieugiętość i myślenie o innych. 
Charlotte Darling to zwariowana dziewczyna, która bardzo przypominała mi bohaterkę „Zanim się pojawiłeś” (widziałam tylko film). Podejrzewam, że większość z Was tę pozycję ma za sobą, także będziecie wiedzieć jaka Darling jest. 

To, co urzekło mnie w „Hate Notes” poza bajeczną okładką, to zakończenie i epilog. 
Jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak pięknego, co sprawiło, że moje serce urosło. Dla epilogu, warto przeczytać tę pozycję. Zresztą dla tych dwóch literek, które rozkręcają całą akcję na nowo też. 

Co mogę Wam napisać? „Hate Notes” to książka, którą można przeczytać, ale niekoniecznie trzeba. Czy jest to kolejna udana pozycja dwóch przyjaciółek? Hm... zależy do czego przyrównamy tę lekturę.
Jeżeli do „Bridget, I want You” to najnowsza pozycja Keeland i Ward wypada słabo.
Jeżeli zaś do starszych „Drania z Manhattanu”, czy „Playboya za sterami” to zdecydowanie wyższy poziom fabuły i bohaterów. Fani autorek powinni ucieszyć się z ich nowej współpracy, a ci, którzy okazjonalnie czytali pozycje Ward i Keeland, będą raczej zadowoleni, aczkolwiek ta środkowa nuda, którą ja zwalczyłam, może ich zniechęcić.

Po drugiej stronie okładki

2 komentarze:

  1. Świetna recenzja, ciekawa jestem tej książki, gdyż czytałam wszystkie książki tego duetu. Nie ulega wątpliwości że Vi Keeland to jedna z tych pisarek, które lubię, może dlatego że lubię niegrzeczne historie

    OdpowiedzUsuń
  2. Powoli się już gubię w ich książkach. Jeszcze nie wiem czy po nią sięgnę.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń