„Dziewczyna, którą znał” - Tracey Gravis Graves


Niepozorna i niesamowita.


W życiu swoim nie słyszałam o Tracey Gravis Graves. W życiu swoim nie słyszałam o książce „Dziewczyna, którą znał”. Dlatego, kiedy wydawnictwo Niezwykłe zapowiedziało tę pozycję, zrobiłam szybki research ( czyt. weszłam na GoodReads) i po szybkim sprawdzeniu opisu stwierdziłam, że chce przeczytać tę książkę. 
Przez tę polecajkę CoHo byłam lekko negatywnie nastawiona, bo wiecie, że nie jestem fanką tej autorki, ale przełknęłam to i, jak usiadłam... tak minęło kilka godzin, zanim wstałam.

Annika od dziecka chciała pracować przy książkach i robiła wszystko, aby jej marzenie się spełniło. Dziewczyna przez swoją osobowość i charakter zawsze była wykluczana ze wszystkich szkolnych ekip, aż w końcu miarka się przebrała i zaczęła uczyć się w domu. 
W końcu Annika dostała się na studia na Uniwersytecie Illinois. Dziewczyna miała uczyć się tam anglistyki, która potem miała dać jej szansę, na wymarzoną karierę. Jednak historia lubi się powtarzać i tak samo, jak w szkole, tak i na studiach szybko została outsiderem. Pewnego dnia jej najlepsza i jedyna przyjaciółka Janice wyciągnęła ją na miasto, gdzie przez przypadek znalazły klub szachowy. To właśnie ten klub, był bodźcem dla Anniki, aby spróbować otworzyć się na innych. Dziewczyna zaczęła uczęszczać na spotkania, jednak tylko jeden chłopak Eric, chciał grać z nią w szachy. Dopóki nie pojawił się Jonathan, który skradł nie tylko królową z jej szachowej armii, ale też i serce.
Los chciał, że miłość jaką siebie obdarzyli musiała zostać zniszczona. 
Po dziesięciu latach bez kontaktu, Annika i Jonathan ponownie się spotykają w Chicago, a uczucie, które ich łączyło ponownie zaczyna rozpalać się na nowo. 

Nie zapomniałam ich celowo, nie chciałam mieć dziecka, ponieważ ledwie potrafiłam poradzić sobie sama ze sobą. Po prostu wyleciało mi to z głowy tak samo, jak czasem zdarza mi się zapomnieć o uczesaniu włosów, zjedzeniu śniadania albo wyniesieniu śmieciu, gdy jest moja kolej.

Hm... muszę Wam napisać, że nie spodziewałam się tego, co znalazłam w środku.
Myślałam, że będzie to kolejna słodkopierdząca historia, w której w sumie fabuła płynie, ale nic konkretnego się nie dzieje, a zostałam zaskoczona. Na zaledwie trzystu stronach autorka przelała tyle emocji i wydarzeń, że naprawdę składam ukłon w jej stronę. 
A to zakończenie? O panie! Co tam się działo! Colleen Hoover miała rację, że ostatnie trzydzieści stron to miazga. Nie można się oderwać. Serio, serio. 

Ale my tu gadu, gadu o zakończeniu, a tu trzeba napisać o Annice.
Dziewczyna jest bardzo specyficzną postacią w tej książce. Przeszkadzają jej hałasy, dym papierosowy, metki na ubraniach, a cały świat odbiera inaczej, niż normalny człowiek. Jest niczym duże dziecko, które trzeba prowadzić za rączkę, bo nie potrafi samo o siebie zadbać. Zapomina o najprostszych sprawach, jak wyrzucenie śmieci, a przede wszystkim zawsze mówi to co myśli, nawet jeżeli jest to niewygodne, dla słuchacza. Wszystko za sprawą autyzmu.
Pierwszy raz czytałam książkę, która porusza taki temat i muszę przyznać, że nie wiem, czy autorka zrobiła to dobrze, czy źle. Czytając „Dziewczynę, którą znał” odniosłam jednak wrażenie, że Tracey Gravis Graves wiedziała o czym pisze i pokazała Annikę z jak najlepszej strony. 

Joathan to oaza spokoju i cierpliwości. To mężczyzna idealny dla Anniki. Potrafi zrozumieć jej postrzeganie świata i nie obrażać się o jej szczerość. W powieści jest on nieco odsunięty w fabule, bo to Annika ma grać pierwsze skrzypce, ale podczas lektury czuć, że Jon jest w całej tej historii bardzo ważny. Bez niego Annika nie byłaby tą dziewczyną, którą właśnie jest. 

Muszę przyznać, że wydawnictwo Niezwykłe znowu mnie nie zawiodło. Brałam tę książkę w ciemno, bo naprawdę nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tytule i autorce, a opis... no jak opis. Coś tam zdradzał, ale nie za dużo. W każdym razie naprawdę przyjemnie spędziłam czas z tą pozycją i ponownie mogłam przeczytać o tematach, których z reguły w książkach się nie porusza. Jestem bardzo na TAK, a Wy musicie tę pozycję koniecznie przeczytać. 

Za egzemplarz do opinii dziękuję

Po drugiej stronie okładki

2 komentarze:

  1. Jakoś ciężko mi się przekonać do niej. Nie wysyłałam zgłoszenia do recenzji, bo nie byłam jej pewna, ale widzę coraz więcej dobrych opinii. Hm... może coś gdzieś jakaś promocja będzie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam dopiero początek, ale wypisz wymaluj widzę mojego syna. I jak na razie autorka idealnie opisuje osobę z Zespołem Aspergera i jej interakcjach ze światem. Nie wiem jak skończy się ta opowieść, ale wiedząc że Annika "daje sobie radę w życiu" pomimo jej "dziwaczności" już ją podziwiam i szanuję. W życiu nie ma tylko ludzi idealnych, pięknych, mądrych, zabawnych i to w jednej osobie, więc książki też nie powinny tylko o takich mówić. Więc wielki szacun dla autorki, za to że nie bała się podjąć tematu "inności".

    OdpowiedzUsuń