„Klan” - Adrienne Young


Honor ponad życie.


Tę książkę zakupiłam na Amazonie zaraz po jej premierze z myślą, że nie będzie ona wydana u nas. Słuchajcie, nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak wielkie oczy zrobiłam, kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawnictwa Kobiecego. Cóż... przynajmniej teraz wiem, że warto było kupić wersję angielską, bo na pewno do tej książki wrócę, a czytnik mam zawsze przy sobie. 

Eelyn jest Aską. Dziewczyna została wychowana tak, aby walczyć ramię w ramię ze swoimi braćmi i siostrami z klanu Asków w wojnie przeciwko plemieniu Rikich. Podczas jednej z walk, kiedy teraz już siedemnastoletnia Eelyn była młodsza doszło do nieszczęśliwego wypadku i starszy brat dziewczyny spadł w przepaść razem ze swoim wrogiem, z którym walczył. Mimo że Eelyn nie chciała opuścić swojego towarzysza broni i brata, ojciec dziewczyny – wódz klanu, pogodził się ze stratą syna i siłą przyprowadził Eelyn do ich osady. Dziewczyna na nowo musiała odnaleźć siebie i zrozumieć, że jej brat już nie wróci.
Pewnego dnia oba klany ponownie stanęły do bitwy, a tam zdarzyło się coś, czego Eelyn nigdy by się nie śmiała spodziewać. 
Dziewczyna niewiele myśląc udała się w ślad za znajomą twarzą, a tam została zabrana jako niewolnica do wioski Rikich. 
Eelyn mieszkając ze swoimi wrogami wiele razy musiała znosić ich ataki, bądź wulgarne spojrzenia. Nie poddała się jednak, co więcej zaczęła zauważać coś, czego żaden z klanów nie mógł ujrzeć zajęty zemstą za śmierć swoich bliskich. 
Askowie i Rikowie nie są jednak sami na tym świecie, a w obliczu większego niebezpieczeństwa, w którym oba klany mogą przestać istnieć, czas opuścić broń i połączyć swoje siły. 
Aby przetrwać. 

Po raz kolejny sprawdziło mi się, że jak rzucam się na coś na Amazonie, to powinnam przeczytać to od razu po zakupie. Teraz, po lekturze polskiej wersji „Klanu” pluje sobie w brodę, za swoją własną głupotę, że tak długo z tą pozycją zwlekałam. 
Widzicie, książka Adrienne Young to... MIAZGA. 

Na starcie muszę podziękować wydawnictwu Kobiecemu, za zostawienie oryginalnej okładki. Nie ukrywam cholernie podobała mi się oryginalna, a widząc naszą wersję tym bardziej się ucieszyłam. Ta okładka świetnie oddaje treść tego, co znajdziemy w środku. 

Lubię poczytać o wikingach, ale nie uważam się za pasjonata. Raczej dla zwyczajnej rozrywki. „Klan” to książka, która w jakimś stopniu odwołuje się do prawdziwej kultury wikingów i ich wierzeń. Powtarzam, w jakimś stopniu. 
Ale odchodząc od tego muszę przyznać, że jest to kawał dobrego fantasy, którego ani trochę się nie spodziewałam, jeżeli mam być szczera. 

Zaczynając od wspaniale napisanego wątku miłosnego. Chociaż człowiek przypuszczał, że tak będzie to nic na to nie wskazywało. Do przypuszczeń zaczęło wkradać się zwątpienie, bo autorka dalej nic nie robiła w kwestii miłości. A potem, jak siekło... to w sumie, jakby topór głowę odrąbał (chyba udzielił mi się klimat). Fenomenalnie poprowadzony został wątek zakochania Eelyn, za co szczerze brawa ode mnie w stronę autorki. Dawno nie czytałam fantasy z naprawdę świetnie napisaną historią miłosną. 

Ale to nie koniec! 
Miłość to tylko jeden średni plusik w całej tej historii.
Bowiem bitwy, które mamy w „Klanie” są tak plastycznie opisane, że podczas czytania w głowie czułam szczęk toporów i mieczy, a także rozdzieraną skórę, w którą ubrani byli nasi bohaterowie. Mój mózg pracował na pełnych obrotach podczas fantastycznych opisów, jakie zaserwowała nam autorka. Całe szczęście, głowa od tej pracy mnie nie rozbolała i książkę skończyłam w jeden dzień. A pisząc o tym... polecam mieć całe 24h wolnego, bo gdy już zaczniecie „Klan” to dopiero zamykając książkę, będziecie mogli podnieść głowę do góry (termos z kawą i wygodną poduszkę też polecam).

Adrienne Young podołała wyzwaniu i świetnie odnalazła się w realiach wikingów. W połączeniu z fantastyką książka okazała się być young adult na szóstkę. Książkę czytało mi się przyjemnie, strony mijały, niczym sekundy na zegarku, zaś cała przygoda okazała się być warta świeczki i nie zrobienia kompletnie niczego, co było w planach. „Klan” to książka, którą musicie przeczytać.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu

Po drugiej stronie okładki

4 komentarze:

  1. Jeżeli miałam jakiekolwiek wątpliwości co do czytania tej książki to już ich nie mam. Jak takie cudowności to aż żal nie czytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że miała opory, ale Twojarecenzja mnie skusiła. Nie tylko opisamibitew, ale również dlatego, że pragnę przeczytać coś z dobrym i fenomenalnie napisanym wątkiem miłosnym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i naprawdę MEGA mi się podobała. Pamiętam jak musiałam ją przerwać w połowie jak szłam do pracy. W pracy miałam jakieś 15 przekmin jak to potoczy się dalej, jakie emocje mają bohaterowie. Książka jak na młodzieżówkę naprawdę świetna!

    OdpowiedzUsuń