„Mój zawodnik” - K. Bromberg


Czy autorka jest dalej w formie?


„Player” leżał na moim czytniku od dawna i kiedy wydawnictwo EditioRed ogłosiło, że wyda tę pozycje w Polsce, w końcu sięgnęłam po niego. Szybko jednak odstawiłam, bo pojawiły się nowe książki i zapomniałam, co w zasadzie się w nim działo. Zatem kiedy przybyła do mnie polska wersja, zabrałam się ponownie za historię Eastona i Scout.

Baseball dla Eastona Wyldera jest niczym kochanka. Pragnie ją posiadać, bawić się nią i spędzać z nią każdą sekundę. Niestety przez nokaut przeciwnika, w jednym z meczy mężczyzna zostaje zapisany na ławkę kontuzjowanych. Co więcej, ma bardzo mało czasu, aby w pełni wyzdrowieć i wrócić na boisko. Wiadomo, zawodnik nie gra, klub traci forsę. Zatrudniają dla niego najlepszego fizjoterapeutę, jaki istnieje, czyli sławnego doktora Daltona. Problem w tym, że zamiast niego, przychodzi młoda dziewczyna imieniem Scout – jego córka.
Z początku oboje robią sobie na złość i nie chcą współpracować, co więcej Easton wobec Scout jest nadętym dupkiem, który nie potrafi powstrzymać języka w gębie i nie sadzić chamskich komentarzy, ale dziewczyna nie poddaje się i pomału zaczynają dochodzić do porozumienia.
Które z biegiem czasu, przekształca się nie tylko w spotkania fizjoterapeutyczne, ale też i prywatne.
Eastona i Scout, łączy znacznie więcej, niż zerwany rotator mężczyzny, który musi wrócić do sprawności.
Oboje żyją pod wielką presją rodziców, którzy w swoim życiu osiągnęli całą masę sukcesów.
Czy będą w stanie ich dogonić, bądź prześcignąć?
Czy wyjawią sobie największe tajemnice?

Ale on nie jest tylko kolejnym zawodnikiem.

Jest zawodnikiem, który może mi pomóc w spełnieniu życzeń ojca. 
A przy tym jest mężczyzną, który wdarł się w moje myśli i nie chce ich opuścić.”

Przyznam szczerze, że K. Bromberg nie jest na liście moich uwielbianych pisarek. Lubię sobie poczytać jej książki, ale żebym wzdychała i płakała, to nie. 
Zresztą wiecie... dalej nie przeczytałam pierwszych tomów „Driven” także więcej pisać chyba nie muszę. 

„Mój zawodnik” będący sportowym romansem jest romansem. Tak naprawdę czytając tę pozycję, ciągle czułam niedosyt sportu. Niby mamy tutaj wspomniane o baseballu, ale jest tego jak na lekarstwo. Autorka bardziej skupiła się na relacji głównych bohaterów ze sobą i ich rodzicami. W sumie jak wątek Scout i jej ojca był nieciekawy, tak Easton i Cal Wylder sprawili, że fragmenty z nimi czytałam znacznie szybciej, niż całą pozycję. 

Szczerze mówiąc to „Mój zawodnik” ni ziębi ni grzeje. Oczywiście przeczytam drugi tom, zapewne po angielsku, chyba że skończy podobnie jak pierwszy, w odmętach czytnika. Generalnie jeżeli miałabym mówić o sportowych książkach to czytałam znacznie lepsze pozycje. Swoją drogą, ta opinia może być spowodowana też tym, że Bromberg jest dla mnie całkowicie obojętną pisarką i mimo że lubię czasami przeczytać jej pozycje, to rzadko kiedy się nimi zachwycam. 
Jej książki to lekkie czytanki, które nie powodują wypieków na twarzy, ale za to umilają wieczór ciekawą historią. 

Bardzo cieszę się, że wydawnictwo EditioRed postanowiło zostawić oryginalne okładki. Martwi mnie jednak jedna rzecz. W angielskiej wersji książki mamy świetną dedykację od autorki.
W polskiej dostaliśmy notkę, która jest streszczeniem całości historii. Zastanawiam się, co tutaj poszło nie tak. Poniżej macie zdjęcie dedykacji, jeżeli ktoś z Was chciałby ją przeczytać. 


Kończąc uważam że „Mój zawodnik” jest wart przeczytania, ale już na starcie musicie wiedzieć, żeby nie oczekiwać od tej pozycji cudów. Historia Eastona i Scout kończy się cliffhangerem, zatem niecierpliwym polecam poczekać na drugi tom, albo czytać po angielsku. Fanom Bromberg ta pozycja przypadnie do gustu, a jeżeli jesteście czytelnikami typu „czasami poczytam Bromberg”, jak ja to myślę, że decyzję zostawię Wam. Moje zdanie na temat tej książki, właśnie przeczytaliście, a Wasze może być bardzo podobne.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu

Po drugiej stronie okładki

6 komentarzy:

  1. Myślałam, że nie wytrwam do końca tej książki. Mega się wynudziłam. To jest chyba ostatni raz, kiedy sięgam po książkę tej autorki, bo seria "Driven" też jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A slyszalam ze Sweet Cheeks jest jeszcze nudniejsze. nie wiem gdzie jest fenomen tej autorki.

      Usuń
  2. K. Bromberg tak naprawdę zachwyciła mnie tylko jedną książką i jest to Sweet Ache, nie wiem czy czytałaś. Była gorąca i świetna po prostu. I wiesz, nie sięgaj po pierwsze tomy Driven. Bo to chyba jakaś pomyłka była. 1 tom był taki do niczego, że miałam po prostu dość. Za drugi nawet nie.mialam nerwy się zabierać. :D Po ten tytuł raczej nie sięgnę, szkoda mi czasu. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kolorowe drivenu czytalam. Mi tez Sweet Ache sie podobalo najbardziej. No wlasnie przez te nagonke na serial, ktory ma byc juz mi sie coraz bardziej odechciewa tego czytac.

      Usuń
  3. Jakoś tak wyszło, że w ogóle nie wyłapałam tej premiery, a książka też nie była mi zaproponowana przez wydawnictwo. COŚ jednak mnie do niej nie ciągnie i raczej nie będę po nią sięgać. Takich "byle jakich/byle okej" książek mam obecnie dość i szukam czegoś z efektem WOW :)

    OdpowiedzUsuń