poniedziałek, 3 października 2016

Facet, któremu oddałam duszę - Malcolm Saint




Sięgając po „Manwhore” wiedziałam, że Katy Evans nie zawiedzie. Pogrążając się, z każdą sekundą dalej, w tą historie wiedziałam, że miałam rację. Kończąc pierwszy tom, stwierdziłam, iż Malcolm jest książkowym bohaterem, któremu oddałabym swoją duszę na wieczność.


Wszędzie dookoła napisane jest, że „Manwhore” jest pisana na podobieństwo Greya. Mamy tutaj zabójczo przystojnego biznesmena, ktory dodatkowo jest bogaty i wpływowy, ale jest także przeciętną dziewczynę, mieszkająca z przyjaciółkami i pracująca w małym pisemku, które niestety z braku zainteresowania zaczyna upadać.
Naczelna jednak ma plan. Plan, który musi się udać, aby „Edge” z powrotem wyniesiono na salony. Rachel- główna bohaterka, dostaje zadanie przeprowadzenia wywiadu z Malcolmem Saintem – legendą Chicago. Nie jest to łatwe zadanie, bowiem dziewczyna musi poznać Świętego, nie od strony publicznej, a prywatnej. Lingviston podejmuje wyzwanie i postanawia poznać najwiekszego playboya w Chicago, aby następnie napisać demaskujacy wszystkie jego gierki artykuł.

Jak wiadomo, w tego typu książkach, nic nie będzie takie jakie być powinno.

Nie będzie to zaskoczeniem, jeżeli napisze z góry, że Malcolm i Rachel poznają się bliżej, nie tylko na potrzeby artykulu, o którym on sam nic nie wie, ani to że Saint otacza sie drogimi zabawkami w swoim życiu, a jego nazwisko przeczy temu kim naprawde jest. Seks oczywiscie został opisany, jednak z nutką delikatnej miłosci, do której głowny bohater się nie przyznaje. Jednak zbliżenia  nie są tak nachalne jak w „MINE”. Zgrabnie poprowadzona akcja, która sprawia, że czytelnik wsiąka w historię bohaterów tak bardzo, że nie potrafi się oprzeć, aby przestać czytać. Zaś koniec sprowadza do sięgnięcia po następny tom. Ja tak właśnie zrobiłam. Kończąc „Manwhore”, przygotowałam na czytniku „Manwhore +1”, a następnie zamknęłam książkę, przerzucając wzrok na wersję elektroniczną, gdyż w Polsce nie jest jeszcze dostępna druga część.


„Manwhore” jest lekturą na jeden dzień. Wciaga i zabiera drogocenny czas każdej osoby, która po nią sięgnie.
Porównując Sainta do Tate’a z serii „ REAL”, mogę rzec iż historia jest dojrzalsza, bardziej realna, niemalże namacalna. Nie ukrywam, że Malcolm dostał się na pierwsze miejsce w moim rankingu bohaterów, których uwielbiam. Kiedyś był nim Gideon Cross, który aktualnie spadł na drugą pozycję. Mimo, iż miedzy „Real”, a „Manwhore” jest rożnica sześciu miesięcy względem wydania na światło dzienne, można zauważyć rozwój Evans oraz ciągle pogłębianą umiejętność opisywania zbliżeń między bohaterami jej powieści, za co czynię przed autorką ukłony.

W książkach tego typu, zaczynając od Greya, przez Crossa, po tysiące innych takich pozycji wiele autorek zapomina o subtelności. Tutaj mamy ją w idealnej proporcji z erotyzmem.
Polecam, nie mogę inaczej napisać jak polecam, gdyż przeczytalam ją właśnie w jeden dzień. Dla tych, którzy czytali „Real”, będzie to miła odskocznia od Remy’ego, który do Polski wraca z trzecim tomem w październiku, a dla tych którzy nie czytali nic Katy Evans bedzie wspaniałą przygodą i marzeniem o tym, aby taki facet pojawił się w ich życiu.

                                                                                                                                       Laure




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz