Co powiecie na mindfuck?
Wydawnictwo Niezwykłe zrobiło wielką niespodziankę wszystkim, którzy czekali na naprawdę pokręcone dark erotyki. Rina Kent to mistrzyni tego gatunku, a każda jej książka zostawia czytelnika z wodą zamiast mózgu. Po „Przysięgę Kłamstwa” sięgałam drugi raz i nawet nie macie pojęcia, jak bardzo cieszyłam się, że w końcu mogę mieć ją po polsku.
Winter Cavanaugh żyje tylko wspomnieniami. Dziewczyna nie ma nic, poza nimi. Ani dachu nad głową, ani godności. Kiedy nad Winter pojawia się widmo straty wolności, z pomocą przychodzi jej pewien gangster. Najbardziej niebezpieczny i okryty złą sławą Adrian Volkov.
Mężczyzna składa Winter dziwną propozycję. Chce, aby udawała jego zmarłą żonę, a w zamian będzie miała ciepły kąt. Wszystko to wydaje się być irracjonalne: jego propozycja, próba szantażu i postawienie dziewczyny w sytuacji, w której nie istnieje żadne dobre rozwiązanie. Winter nie rozumie dlaczego Volkov wybrał właśnie ją, jednak przystaje na jego ofertę.
Szybko okazuje się, że tak samo jak na ulicy, w domu męża przyjdzie jej walczyć o przetrwanie. Mężczyzna traktuje ją przedmiotowo, nie pozwalając jej się odzywać. Chce, żeby była uległa i grzecznie wykonywała wszystkie jego polecenia, aż w końcu stanie się w pełni jego zmarłą Lią.
Winter zaczyna rozumieć, że w sytuacji, w jakiej się znalazła, pobyt w więzieniu byłby niczym wakacje na Hawajach.
Czy już pisałam Wam, jak bardzo lubię Rinę Kent i jej książki? Jeżeli nie, to teraz to pisze. Jeżeli tak, to macie powtórkę z rozrywki. „Przysięga Kłamstwa” to opowieść, która od pierwszy stron rzuca nas na głęboką wodę bez koła ratunkowego i wymaga umiejętności pływania. Pytania i tajemnice mnożą się z każdą kolejną stroną, a rozwiązania brak. Przyzwyczajcie się, jeszcze długo nie będziecie wiedzieć o co chodzi.
Adrian Volkov to samiec alfa. Nie lubi sprzeciwu, nie lubi odważnych i pewnych siebie kobiet. W sumie to chyba nie lubi sam siebie. Kiedy tylko Winter przyjmuje jego propozycję, staje się tyranem, bossem we własnym domu i w każdej możliwej sytuacji próbuje zabrać Winter wszystko to, czego nauczyła się żyjąc na ulicy. Robi z niej prywatną, uległą lalkę, która grzecznie wykona każdy rozkaz. W imię czego?
Relacja między Winter i Adrianem jest tak bardzo toksyczna, że ciężko to ogarnąć na trzeźwo. Absolutnie nie proponuje Wam picia w tym momencie, ale uwierzcie mi, jest to jeden z lepszych sposobów, żeby wejść w skórę bohaterki i zrozumieć, dlaczego Winter znosi to wszystko, choć już dawno powinna uciec. Adrian ma obsesję na punkcie swojej zmarłej żony Lii i robi wszystko, aby upodobnić Winter do niej. Jest to niecodzienny motyw w książce, stąd stwierdzam, że Rina Kent znajdzie w Polsce swoich fanów. I zapewne nie będzie ich garstka.
„Przysięga Kłamstwa” to pierwszy tom fenomenalnej trylogii, która przemieli Wasz mózg, wypluje, a Wy jeszcze za to podziękujecie. Kent nie marnuje czasu czytelnika, akcja jest wartka, zwroty akcji niespodziewane, a całość budzi niepokój, lęk i zaskoczenie. A końcówka pierwszego tomu... może doprowadzić do zawału. Jest mrocznie, jest brutalnie, jest zabójczo. Jeżeli uwielbiacie naprawdę ciężkie erotyki, to „Przysięga Kłamstwa” zdecydowanie powinna stanąć u Was na półce!
