Bogactwo można mierzyć różną miarą.
Wydawnictwo Zysk i S-ka dość często sięga po książki, które są moim osobistym resetem. „Każdy krok niesie pokój” autorstwa Thich Nhat Hanha – wietnamskiego mistrza buddyjskiego i mistrza zen – jest właśnie jedną z nich.
Czasami warto sięgnąć po lekturę, która przynosi nie tylko przyjemność z czytania, ale również skłania do refleksji.
W dzisiejszym świecie jedyne, co wydaje się pewne, to pośpiech. Każdy z nas ciągle jest gdzieś spóźniony albo za chwilę będzie i nieustannie goni, żeby zdążyć. Tylko... właściwie dokąd? Za czym tak naprawdę wszyscy pędzimy, że zapominamy o tych małych rzeczach, które może nie zmieniają świata, ale przynoszą nam wewnętrzny spokój i ciszę?
W pogoni za pieniędzmi zapomnieliśmy, że ludzie wokół nas potrzebują naszej uwagi. Zapomnieliśmy również o sobie. O tym, że czasem trzeba zwolnić, a najlepiej zatrzymać się choć na chwilę, usiąść i po prostu... nie myśleć.
To wydaje się dziś zaskakująco trudne.
„Każdy krok niesie pokój” to książka, w której autor ze spokojem prowadzi nas do odzyskania samych siebie. Uczy dostrzegać rzeczy, których na co dzień nie zauważamy. Zachęca do oddychania tak, jak potrzebują tego nasze płuca i nasz umysł, zamiast tłumaczyć wszystko słowami: „bo się spieszymy”.
Nie.
Nigdzie się nie spieszymy.
Na wszystko przyjdzie odpowiedni moment. Presja społeczna czy oczekiwania innych nie powinny sprawiać, że będziemy wypruwać sobie żyły tylko po to, by komuś coś udowodnić.
Bo właściwie komu?
Ludziom, którzy być może tylko udają, że cieszą się z naszego sukcesu?
Czy samym sobie, próbując za wszelką cenę pokazać, że potrafimy więcej?
A kiedy już osiągniemy jeden cel... czy kolejne przestaną się pojawiać?
Przecież dobrze wiemy, że będzie dokładnie odwrotnie. Zawsze znajdzie się następny. I jeszcze jeden. A pośpiech nadal będzie nam towarzyszył.
„Każdy krok niesie pokój” to cienka, ale niezwykle wartościowa książka. Starałam się czytać ją powoli. Niestety, nie udało mi się, bo całkowicie wciągnęła mnie swoim spokojnym, zenowym klimatem i nie miałam ochoty go opuszczać.
Jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę. Zwłaszcza wtedy, gdy znów poczuję, że za bardzo rozpędziłam się w pogoni za kolejnymi celami. A niestety zdarza mi się to dość często.
Autor wielokrotnie mówi o uważności. O dostrzeganiu drobiazgów, które na co dzień nam umykają. O czerpaniu radości z tego, że możemy oddychać, uśmiechać się i po prostu być.
Prowadzi czytelnika do odnalezienia samego siebie i przypomina, że niepowodzenia są naturalną częścią życia. Bo rzeczą ludzką jest popełniać błędy. Nie trzeba za każdy z nich bez końca siebie obwiniać.
„Każdy krok niesie pokój” zatrzymał mnie na chwilę.
Może krótką.
Ale niezwykle potrzebną.
Dlatego zamiast nieustannie za czymś gonić, warto czasem się zatrzymać. Zacząć od czegoś prostego. Choćby od tej książki. I od jednego, świadomego oddechu, który potrafi uspokoić zarówno umysł, jak i ciało.
