„Dziewczyna rajdowca” - Kamila Mikołajczyk


Dlaczego?

Jak wiecie, po mojej miłości do Lauren Asher i jej książek z serii „Brudne Powietrze”, z której na razie po polsku mamy tylko „Zdławienie” temat F1 oraz wyścigów nie jest mi obcy. Lubię te klimaty i po każdą książkę z nimi związaną muszę sięgnąć, głównie aby sprawdzić research autorek/autorów nad tematem przedstawianym w pozycji. „Dziewczyna rajdowca” to książka od Kamili Mikołajczyk, która z samym tematem F1 ma bardzo niewiele wspólnego.

Jax Neison spełnił swoje marzenie i został kierowcą Formuły 1. Chłopak jest gotowy spełnić swoje kolejne marzenie i zostać mistrzem świata. Jednak życie potrafi płatać figle i pewnego dnia, kiedy bierze udział w zwykłym wyścigu Jax niespodziewanie przegrywa. A jego przegrana boli bardziej, kiedy kierowcą ze zwycięskiego samochodu okazuje się być... dziewczyna. Maddie zwraca jego uwagę już wtedy i Jax jest zdeterminowany, aby zdobyć jej serce, a aby to osiągnąć, chłopak będzie zdolny użyć każdego z możliwych środków. Nawet, jeżeli przyjdzie mu grać nieuczciwie.
Maddie Hailwood nie zamierza poddać się urokowi Jaxa. Dziewczyna już dawno postanowiła sobie, że nie zostanie dziewczyną rajdowca. A kiedy Jax przedstawia ją w mediach, jako swoją ukochaną, w głowie Maddie pojawia się jedno słowo: zemsta.

Słabiutko. Oj bardzo słabiutko.
Na sam początek chce oznajmić, że podchodziłam do tej książki z naprawdę czystą kartą. Chciałam zobaczyć, czy nasza rodzima autorka będzie w stanie unieść temat Formuły 1. Swoją drogą ciekawa jestem czy Kamila Mikołajczyk pisała tę książkę na długi czas przed pokazaniem się już nie samego „Zdławienia” od Lauren Asher, jego angielskiej wersji czyli „Throttled”. Dlaczego o tym wspominam? No cóż, Jax jest u Asher... a okładka jest bliźniaczo podobna do drugiego tomu serii „Dirty Air”, czyli „Collided”.

Niestety „Dziewczyna rajdowca” nie jest pozycją, która ma cokolwiek wspólnego z wyścigami Formuły 1, a bolid na okładce dla mnie jest wyjątkowo nietrafiony. No wybaczcie, ale to że główny bohater jest pożal się Boże kierowcą F1, a ojciec dziewczyny też parał się wyścigami bolidów i w książce raz wspomniane jest o GP Hiszpanii wcale nie oznacza, że książka jest w klimatach F1.
Jakby jestem w stanie zgodzić się na tytuł, bo Jax jest bardziej rajdowcem, ścigając się w wyścigach na torze, w których udział może wziąć każdy, to i tak warto wspomnieć, że jest różnica między rajdami, a wyścigami. I tu możecie mi zarzucić, że się czepiam, a ja Wam przyznam rację. Tak, czepiam się. Bo jak już za jakiś temat człowiek się bierze, to powinien się najpierw w nim dobrze zorientować.

Nie wiem, co mam napisać. „Dziewczyna rajdowca” to bardzo słaba książka. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to napalone laski, morze alkoholu i pseudo kierowcy z wielkim ego. Nic więcej tu nie ma. Cała ta historia miłosna może i ma sens i nawet jest to w jakiś sposób hate-love, ale ogólnie, to historia Jaxa i Maddie jest nijaka. Płytka, niczym woda w kałuży.
A chyba najbardziej rozsierdza mnie fakt, że książka reklamowana była, jako pozycja w temacie Formuły 1, a to jedna wielka bzdura.

„Dziewczyna rajdowca” nie spełniła moich oczekiwań. Patrząc na napis „koniec części pierwszej” wychodzi, że będzie drugi tom, ale po ten nie zamierzam już sięgać. Nie chce się męczyć czymś, co nie jest związane z tematem, z jakim jest przedstawiane. Szkoda mi czasu. Osobiście nie polecam, ale jak już zaryzykujecie to dajcie znać, jaka jest Wasza opinia.

Po drugiej stronie okładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz