“Znachor” - Michał Śmielak


Lekarz czy kat?

Ostatnimi czasy zaczęłam sięgać po kryminały i thrillery. „Znachor” Michała Śmielaka wpadł do mnie, głównie przez tajemniczą okładkę, która naprawdę robi wrażenie oraz ciekawy opis.
Przyznam szczerze, że dopiero teraz zasięgłam języka i dowiedziałam się, że autor to debiutant.
Serio?

Na terenie całego kraju zaczynają ginąć ludzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież codziennie ktoś umiera, gdyby nie to, że ofiarami są tylko uzdrowiciele, znachorzy i cudotwórcy. A jakby tego było mało, miejsca ich śmierci wyglądają rodem ze średniowiecznych praktyk, kiedy płonęły czarownice.
Dla Krzyśka, studenta historii ten dzień okazuje się być pierwszym do diametralnej zmiany swojego życia. Chłopak dowiaduje się, że w jego organizmie rozwija się nowotwór i zostało mu sześć miesięcy życia. Mężczyzna po rozmowie z lekarzem, postanawia zasięgnąć porady uzdrowiciela Jakuba, który rzekomo z sukcesem wyleczył żonę prezydenta. Krzysiek przechodzi wstępną selekcję uzdrowiciela i zostaje zaproszony na spotkanie. Okazuje się, że rozmowy z Jakubem mają na celu zupełne wyleczenie z choroby.
Czy życie w luksusowych warunkach i rozmowy mogą wyleczyć Krzyska z poważnej choroby?
Krzysiek zgadza się na propozycję Jakuba, bo nie ma nic do stracenia. Jednak szybko okazuje się, że chłopak wpadł w wir wydarzeń, które także dla niego mogą być niebezpieczne.

I tak, jak pisałam na początku nie spodziewałam się, że „Znachor” jest debiutem pisarskim Michała Śmielaka, bo ani trochę debiutu nie przypomina! Wszystko w tej książce zagrało, jak powinno i było na swoim miejscu. Nie ukrywam, że jestem zaskoczona.

Bohaterowie u Michała Śmielaka nie są idealni. Mają świadomość swoich niedoskonałości i wad, ale przede wszystkim posiadają głębię, której w wielu książkach brakuje. Co więcej, całość sprawy kryminalnej jest przeplatana ich życiem codziennym i zachowaniami zupełnie różnymi od tych, które możemy zobaczyć w pracy.

Ciekawym pomysłem był motyw zabójstw rodem z palenia czarownic. No tutaj muszę oddać autorowi, że naprawdę zrobił na mnie wrażenie swoją książką i, jak mam być szczera to gdzieś tam z tyłu głowy ciągle chciałam poznawać nowe trupy, aby wiedzieć jak umarły. Chore trochę, co? No cóż... do zdrowych nie należę.

Fabuła „Znachora” została napisana w sposób wciągający. Wciągający do tego stopnia, że kiedy musiałam wyjść, sięgałam po audiobook, aby ani na chwilę nie przegapić kolejnej ofiary naszych bohaterów. Napięcie czuć od samego początku, informacje są nam dawkowane, a autor parę razy robi nas w przysłowiowego „konia”.
Michał Śmielak napisał swoją książkę w taki sposób, że możecie zapomnieć o trafieniu w zakończenie. Nie da się! Intryga jest tutaj tak uwikłana, że zwyczajnie nieosiągalne jest rozwiązanie sobie jej w głowie, przez skończeniem książki. To lubię! Lubię lektury, które mnie zaskakują, które nie dają się przewidzieć, które czyta się od deski do deski z napięciem i emocjami.

„Znachor” Michała Śmielaka to zajebiście dobry debiut, który spełnił wszystkie moje oczekiwania. Jestem kupiona tymi bohaterami, tą fabułą i serio czekam na kolejne książki autora. Jak nie jestem obyta w kryminałach czy thrillerach, tak „Znachora” polecam.

Po drugiej stronie okładki

4 komentarze:

  1. Jeszcze nie wiem czy dam szansę temu autorowi. Jak na razie nie ciągnie mnie do tej książki.
    Może dlatego, że i tak mam już sporo książek, które już od dawna czeka na przeczytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super recenzja. Udany debiut.

    OdpowiedzUsuń