"Luca Vitiello" - Cora Reilly


Jaki naprawdę jest Luca?


Seria „Złączeni” od Cory Reilly jest znana już większości fanek mafijnych klimatów. Mało tego, uważana jest za jedną z lepszych historii i wiele późniejszych książek, jest do niej przyrównywane. 

Po wielu częściach „Złączonych” wszyscy czekali na tę jedną jedyną, która byłaby napisana oczami bohatera z pierwszego tomu, czyli Luci. I oto ona. „Luca Vitiello” w całej swojej okazałości, czyli prequel do serii „Złączonych”.


Luca od dziecka wychowywany był przez swojego ojca twardą ręką. Miał zostać capo, po śmierci Salvatore i Nowy Jork miał należeć do niego, zatem nie mógł pozwolić sobie na odrobinę słabości. Nawet, kiedy widział trupa własnej matki. 
Wszystko zmieniło się w dzień, w którym pierwszy raz zobaczył Arię. Niewinną, wystraszoną blondynkę, która miała zostać jego żoną, przypieczętowując tym samym sojusz między Chicago, a Nowym Jorkiem. Mężczyzna od pierwszego spojrzenia i pierwszej rozmowy z Arią Scuderi stał się słabszy, niż zauważył. 
Kolejne spotkanie na ślubnym kobiercu, a także wydarzenia po ślubie okazały się być wyjątkowe w skutkach, bowiem bezwzględny Luca, zaczął rozumieć, że nie może skrzywdzić swojej żony. 
A przede wszystkim nie może stać się taki sam, jak swój ojciec.

„Luca Vitiello” to prequel do całej serii. Jest to jedyny tom, w którym perspektywa jest od strony męskiej – Luca, jest narratorem całej historii. Nie da się ukryć, że Cora Reilly, może i lekko „odgrzała kotleta”, ale zrobiła to wyśmienicie i pokazała przy tym całkiem inne, nowe oblicze bohatera, którego już znamy. 

W tej pozycji możemy poznać dzieciństwo Luci, a także i Matteo, chociaż ten jest w mniejszości. Zostajemy wrzuceni w sprawy mafijne ojców naszych bohaterów, a razem z młodszym pokoleniem wdrażamy się w całość historii i wszystkie porachunki z Bracią. Luca z rozdziału na rozdział dojrzewa, aby być capo, ale też dojrzewa do posiadania Arii w całości tylko dla siebie. 
A do tego drugiego, będzie mu potrzebna nieziemska cierpliwość, która będzie bardzo opłacalna. 

Cora Reilly dała nam też namiastkę znajomości Gianny i Matteo. Mamy tutaj pokazaną nienawiść siostry Arii od pierwszego wejrzenia w stosunku do Matteo i uwielbienie chłopaka do rozwydrzonej rudowłosej dziewczyny. Przyznam, że z chęcią przeczytałabym książkę z perspektywy właśnie Matteo, bo wiecie #teamMatteo. 

„Luca Vitiello” to prequel, który ma sens w przeciwieństwie do większości prequeli, jakie powstają. Jest to historia, która poniekąd przypomina nam pierwszy tom serii „Złączeni”, ale też pokazuje całkiem inny świat i daje światło na nowe sprawy, których jeszcze nie mieliśmy okazji poznać. Przede wszystkim zaś, wchodzimy w umysł Luci, który jest postacią zarówno tajemniczą, jak i niesamowicie trudną do oswojenia. Jeżeli jesteście fanami serii, „Luca Vitiello” jest waszą pozycją obowiązkową. A jeżeli dopiero zamierzacie zacząć przygodę z Corą Reilly to polecam przeczytać prequel przed pierwszym tomem, albo zaraz po lekturze „Złączonych Honorem”. Myślę, że będzie to ciekawym doświadczeniem widzieć tę samą historię z dwóch stron. Osobiście nie miałam takiej możliwości, dlatego jeżeli ktoś z Was zdecyduje się właśnie tak przeczytać te dwie książki, to koniecznie napiszcie mi co sądzicie i, jak Wam się podobało.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu.

Po drugiej stronie okładki

2 komentarze:

  1. Prequel, który ma sens i nie jest stratą czasu rzadko się zdarza. Nie obrażając Star Warsów 😉.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja coś nie mogę się przekonać do tej serii :)

    OdpowiedzUsuń