Zemsta.
Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że po skończeniu „Throne of Power” sięgnęłam po drugą część. Tym bardziej, że cliffhanger, jaki zasponsorowała nam Rina Kent w pierwszym tomie nie daje możliwości odłożenia dylogii „na potem”.
Między Rai, a Kyle'm nie jest najlepiej. Nadal są jak dwie bomby chodzące koło siebie, a każdy ich ruch sprawia, że to drugie przyspiesza czas do wybuchu. W tym tomie jednak Kyle przegina przysłowiową pałkę i wykonuje tak nieczyste zagranie, że Rai ma ochotę go zabić. Do tego dochodzą sprawy Bratvy i to właśnie w tym tomie mamy najwięcej mafijnych spraw i brutalności, z jaką jest ona związana.
Zemsta jest motywem przewodnim całego tego tomu, ale czy to wystarczy, aby tak naprawdę osiągnąć spokój?
Obie te książki są napisane na tym samym poziomie, zatem Rina Kent tutaj miała pomysł na fabułę i bohaterów, a także zdecydowanie lepszy humor. W którejś z opinii pisałam, że ta autorka jest dla mnie, niczym sinusoida. Raz na górze, raz na dole. Tutaj jesteśmy gdzieś pomiędzy tymi dwoma. Jest stabilnie, jest normalnie, jest równo.
Nie podobała mi się jedna rzecz, a mianowicie, jak szybko i łatwo bohaterowie w tej książce odpuszczają swoje postanowienia. Nie chcę pisać Wam tu fabuły książki, ale w pewnym momencie Rai podejmuje jedną decyzję, aby po chwili ją zmienić. Jest trochę jak chorągiewka, jak zawieje tak się ustawi. Mimo to, nadal jest silną postacią w tej części i nadal ją lubię.
Między nią, a Kyle'm nadal jest elektryzująco. Nadal czuć chemię, jaka kipi między tą dwójką. W sumie to właśnie ta chemia jest tutaj najlepszym spicy motywem. Sceny zbliżeń... no są takie same, jak w pierwszej części, czyli nic ciekawego, ani oryginalnego. A jeżeli zapytacie mnie, czy można napisać oryginalne sceny seksu to odpowiem Wam, że można, jak najbardziej. Takie które za każdym razem zwalą z nóg. Jeżeli takich szukacie to zapraszam na dział „dark romance”.
„Throne of Vengeance” to zakończenie historii Rai i Kyle'a, które jest poprawne. Podobnie, jak pierwsza część, nie jest to książka wybitna, którą miałabym ochotę przeczytać drugi raz, ale też nie jest to pozycja, którą bym źle wspominała. Dobrze spędziłam czas podczas lektury i tutaj znowu się powtórzę, głównie za sprawą Rai, która jest naprawdę świetnie napisaną bohaterką. A że ja lubię silne życiowo kobiety, to takie postaci żeńskie od razu mi się podobają. „Throne Duet” warto przeczytać, jeżeli akurat macie ochotę na jakiś mafijny romans, w którym bohaterowie choć połączeni węzłem małżeńskim rzucają na siebie gromy.
