„Łowcy Płomienia” - Hafsah Faizal


Dlaczego drugi tom dopiero w maju?


„Łowcy Płomienia” przykuli moją uwagę opisem i okładką i to zapewne dlatego, jak to zwykle u mnie bywa zassałam sobie tę książkę po angielsku, a niezawodne wydawnictwo Niezwykłe zdążyło wydać ją w kraju. 

Zafira nigdy nie uważała się za kobietę, która mogłaby opiekować się domem i dziećmi. Jej życie sprowadzało się do polowań, podczas których zabijała zwierzęta, aby wyżywić całą wioskę. Po śmierci ojca, kiedy jej matka wpadła w letarg, Zafira została Łowczynią na dobre, a jej najlepszy przyjaciel Deen prawie zawsze towarzyszył jej podczas wypraw. 
Pewnego dnia, dziewczyna odkryła srebrny list, który zapraszał ją do Sharr, krainy, która człowieka doprowadzała do skrajnego szaleństwa, a także śmierci. 
Dziewczyna miała odnaleźć zaginiony artefakt, aby uwolnić magię w jej świecie i sprawić, że jej wioska będzie bezpieczna od magicznego lasu, który z dnia na dzień ma coraz większe terytorium. 
Łowczyni dla swoich ludzi zrobi wszystko, nawet jeżeli czeka ją śmierć. 

Nasir był asasynem. Od dziecka, szkolony przez wybitnych nauczycieli na dworze króla, bowiem Nasir poza zawodem asasyna jest też Księciem Śmierci. Żywą bronią w rękach ojca, która zabije każdego, kto odważy się mu sprzeciwić. Pewnego dnia, chłopak zostaje wezwany do ojca, a ten opowiada mu o swoim planie. Nasir ma udać się do Sharr, z jednym z generałów i odnaleźć Kompas, który doprowadzi go do artefaktu. 
Kompas okazuje się być nie rzeczą, a osobą. 
Łowczynią. 
Chociaż żadne z nich nie chce sławy, oboje są legendami Arawiyi. 

Wiedziałam, że ta książka będzie dobra, ale nie sądziłam, że będzie tak dobra. Chociaż początek, a raczej dwieście stron nie pokazuje potencjału w tej historii, to kiedy akcja zaczyna się rozkręcić od lektury nie można się oderwać. 

Doskonale rozumiem, dlaczego Hafsah Faizal tak pomału rozwijała akcję, ale wiem, jak bardzo może to zniechęcić do dalszego czytania książki, kiedy prawie nic się w niej nie dzieje. „Łowcy Płomienia” przez pierwsze strony pokazują nam dwa światy. Małą wioskę, której strach zagląda w oczy, każdego dnia, gdzie Łowczyni stara się wyżywić wszystkich dookoła oraz przepych pałacowy u króla Arawiyi, któremu lepiej przytakiwać, bo inaczej można zostać bez głowy. Dwieście pierwszy stron pokazuje też, jak Zafira musi unikać rozgłosu, aby nikt nie zauważył, że jest ona kobietą, bo w jej świecie, kobiety nadają się tylko do opieki domowym ogniskiem. 
Dziewczyna każdego dnia walczy o równouprawnienie kobiet i zmianę myślenia ludzi w jej świecie. 

Kiedy akcja przyspiesza, strony w książce zaczynają uciekać szybciej, niż ubrania na promocji (chociaż w sumie to nie wiem, czy to porównanie jest dobre), a my razem z Łowczynią jedziemy do Sharr, patrzymy na śmierć i poznajemy Nasira. 
A skoro już tutaj jestem, to wspomnę, że autorka bezbłędnie poprowadziła wątek romantyczny w swojej książce. Nasir z Zafirą są jak dwa elektrony krążące wokół jądra, którym jest słowo „miłość”. Zastanawiałam się, czy jest jakaś szansa na małe buzi w tej książce, czy może dopiero w drugim tomie głowni bohaterowie na poważnie ze sobą postanowią być, bo pamiętajcie... że oni się nienawidzą. 

„Łowcy Płomienia” to zaledwie początek. Mam wrażenie, że autorka w drugim tomie „We Free The Stars” zaplanowała jazdę bez trzymanki i nie mogę się doczekać, aż ta pozycja wyjdzie w oryginale. Mam też jednak nadzieję, że wydawnictwo Niezwykłe podejmie się wydania także tej pozycji. „Łowców Płomienia” polecam Wam z całego serca, jeżeli lubicie fantastykę, która nie jest oczywistością. 

Za egzemplarz do opinii dziękuję

Po drugiej stronie okładki

3 komentarze:

  1. Zaciekawilas mnie ^^ Lubie fantastykę i tez czekam na recenzję narodzin ;)y król;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją już w swoich planach czytelniczych. Po Twojej recenzji jeszcze bardziej chcę ją przeczytać.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę ją czytać, ale chyba bliżej końca grudnia bo na razie mam za dużo książek ;d

    OdpowiedzUsuń