[Manga, też książka] „Op: Bezbarwne dni Itaru Yoake”#1| Kou Yoneda


Mangowe ściąganie długów.


Kiedy brałam ten tytuł, nie czytałam jego opisu. „Bezbarwne dni Itaru Yoake” nie są jedną mangą, jakiej spodziewalibyśmy się po takowym tytule. W sumie to zaskoczyła mnie ona wszystkim, co tylko możliwe. Nic tu nie jest normalne. Nawet bohater. 

Itaru Yoake, jest detektywem na zlecenia firm ubezpieczeniowych. Mężczyzna ma trzydzieści osiem lat i jest po rozwodzie, a jego życie bez kobiety przy boku drastycznie się zmieniło. Itaru każdego dnia leży na kanapie, w pracy, na której de facto śpi, bo nie chce mu się wracać do pustego domu. Mężczyzna bierze zlecenia, jak mu się zachce, bo generalnie jest okropnie leniwy i tylko jego sekretarko/pokojówka jest w stanie zawołać go na dół, na spotkanie z klientem.
Podczas pewnego dochodzenia pod opiekę Itaru trafia chłopak, licealista imieniem Kuro, który od samego początku znajomości z detektywem, okazuje jawną niechęć. Jednak Itaru zajęty sprawami detektywistycznymi, które zaczynają napływać do niego ciągiem, nie zajmuje się dociekaniem prawdy, dlaczego zbuntowany nastolatek jest zbuntowany. 
Pewnego dnia wszystko się jednak zmienia, bo Kuro mówi o bezbarwności Itaru. 
I to właśnie tak, detektyw dowiaduje się o tajemniczej zdolności młodego chłopaka, który może mu pomóc w przyspieszeniu dochodzeń. 

Zaczynając od początku, wszystko w tej mandze jest dziwne, ale ciekawe.
Kuro, którego zdolność nie jest wymyślona, a naprawdę istnieje jest chłopakiem, nie rzucającym się w oczy, ale dziwnie przyciągającym wzrok, jak już się go zauważy. Jeżeli chcielibyście poczytać książkę o zdolności, którą przejawia Kuro to polecam „Błękitnookiego Chłopca” od Joanne Harris. Jedna z moich ulubionych książek tak swoją drogą. 

Itaru to mężczyzna, który zamiast zająć się pracą, aby zarobić pieniądze na życie i zapłacić swojej sekretarko/pokojówce pensję, leży i wypoczywa. A kiedy już bierze jakieś zlecenie to dowody jakie zbiera, są zazwyczaj na korzyść firmy ubezpieczeniowej i mężczyzna dostaje stałą małą wypłatę, zamiast dodatkowego procentu od wypłaty ubezpieczenia osobie poszkodowanej. Nawet jego postać, bez czytania przedstawia go jako mocno flegmatycznego człowieka, którym w sumie naprawdę jest. 

Mamy tutaj kilka innych postaci. Są one jednak fragmentaryczne i za dużo się o nich nie dowiadujemy, ale mam nadzieję, że w drugim tomiku więcej rzeczy wyjaśni się właśnie odnośnie tych postaci.

Rysunki są miłe dla oko. Dobrze czytało mi się tę mangę i choć nie zatrzymywałam się, aby dłużej popatrzeć na niektóre postaci to i tak nie mam zastrzeżeń, co do kreski. W sumie to całkiem przyzwoita. Trochę ostra, ale oddająca całość historii idealnie.

W „Op” mamy trzy sprawy i razem z Itaru prowadzimy trzy dochodzenia, z których jedno, nie jest skończone i zostajemy w naszym ulubionym zawieszeniu, czekając na kolejny tomik. Poczekamy. Mamy czas. 

„Op: Bezbarwne dni Itaru Yoake” to manga lekko kryminalna. Kiedyś czytałam coś podobnego, o detektywie ubezpieczeniowym, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć, co to było. Dobrze czytało mi się tę mangę i wiele razy kręciłam głową ze zmrużonymi oczami, zastanawiając się „co ten Itaru odpierdala?”. Czekam na kolejny tomik i mam nadzieję, że będzie szybko na polskim rynku, bo ciekawa jestem, jak rozwinie się ostatnia sprawa Itaru, kiedy razem z Kuro na serio zaczęli współpracować.

Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu

Po drugiej stronie okładki

1 komentarz: