"Broken Knight" - L.J. Shen


To najlepsza książka, jaką macie okazję przeczytać w tym roku. 


Długo zbierałam się do napisania tej opinii. Bardzo długo. 
Co zresztą sami wiecie, bo pisałam o tym na facebooku. Już pisanie opinii o „Broken Knight” na drugiego bloga wyprało mi mózg do tego stopnia, że nie wiedziałam nawet, jak zabrać się za wersję polską. 
Dalej nie wiem, jak mam być szczera. 
Ale obiecuję, że się postaram. 

Knight Cole od dziecka znał Lunę Rexroth i był jej aniołem stróżem. Jednak zawirowania między nimi nie pozwoliły im przekształcić przyjaźni w miłość, a dodatkowo problemy, które od kilku lat nawarstwiały się w ich rodzinach skutecznie odwracały ich myśli od własnych uczuć. 
Knight doskonale jednak wiedział, że Luna jest dla niego i, że to on będzie jej jedynym. 
Luna... też o tym wiedziała, ale przez sprzeczne zachowanie Cole'a, zrobiła bardzo głupią rzecz, która mogła przekreślić wszystko, co do tej pory zbudowali. 
Chociaż ich uczucie to drobiazg w stosunku do problemów, z jakimi muszą się zmierzyć. 

I tak napisałam za dużo, możecie mi wierzyć. Planowałam nie pisać tego akapitu wyżej, ale chciałam Wam chociaż trochę nakreślić o czym jest ta książka. Teraz, jak to czytam to wiem, że oczywiście nie udało mi się tego zrobić, ale cieszę się, bo nie zepsuje Wam radości z czytania. 

„Broken Knight” to majstersztyk. Ba! Uważam że jest to aktualnie najlepsza książka od L.J. Shen, jaką miałam okazję czytać. To historia pełna bólu, cierpienia, łez, ale też radości, śmiechu i nadziei na lepsze jutro. Uwierzcie mi, że nie da się opisać słowami takiej książki. Co więcej, jak z reguły jestem twarda, niczym stal przy czytaniu książek, tak tutaj musiałam wycierać oczy, bo mi się pociły (wiecie co mam na myśli). 
Zaś samo skończenie „Broken Knight” to nic, w porównani do tego, z czym ta książka nas zostawia. 
Dziura.
Czarna dziura w sercu. 
Pochłaniająca wszystkie myśli, które nie są związane z historią Luny i Knight'a. 

L.J. Shen znakomicie wykreowała postacie córki Trenta i syna Deana. To przeciwieństwa, które zamiast się przyciągać, bardziej się odpychają. Oczywiście do czasu. I wiem, że powinnam teraz pisać właśnie o nich, bo to oni są głównymi (powiedzmy) bohaterami w tej książce, ale Vaughn! Syn mojego męża Viciousa, którego znamy z polskiej „Intrygi” i Emilii to Bóg. W sumie nie dziwię się, że jego książka będzie nosić tytuł „Angry God” ( Zły Bóg). Nie mogę się doczekać jego historii, a Leigh zapowiedziała ją BARDZO wcześniej w 2020 roku. Oby styczeń! 

Nie zabrakło też bohaterów ze „Świętych Grzeszników”. A skoro już o nich mowa, Shen mówi, że „Broken Knight” można czytać jako samodzielną pozycję. Niby można, ale uwierzcie mi, wrażenia są lepsze, jeżeli wiecie o co chodzi z rodzinami Spencerów, Rexrothów, Cole'ów i Followhillów. Proponuje przeczytać wszystkie wydane już w Polsce tomy i dopiero wtedy zabrać się za „Pretty Reckless” i „Broken Knight”. 

Słuchajcie... w sumie to raczej czytajcie, ale mniejsza z tym. „Broken Knight” to najlepsza książka w tym roku. Żadna inna, nie będzie w stanie jej przebić, dopóki nie pojawi się „Angry God” i Vaughn. Tak, jak pisałam wyżej, nie da się tej pozycji opisać w kilku słowach, z większym sensem nie spojlerując fabuły. To trzeba przeżyć samemu. 
Dlatego nie przedłużając, jedyne co napiszę to PRZECZYTAJCIE TO SAMI. 
Wtedy do mnie napiszcie. Popłaczemy sobie razem.

Po drugiej stronie okładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz