„PUNK 57” - Penelope Douglas


Kto jest tajemniczym PUNKiem?


Penelope Douglas znamy w Polsce. Ostatnio mogliśmy przeczytać jej „Birthday Girl”, a wcześniej pierwsze dwa tomy serii „Bully”, czyli polskiego „Dręczyciela”. Autorka to nie raz dowiodła, że pisze swoje książki z sensem i kreuje naprawdę ciekawych bohaterów. 
Czy owiany sławą „PUNK 57” jest udaną historią?

Kiedy Ryen chodziła do podstawówki, jej nauczycielka wymyśliła zadanie, które miało polegać na pisaniu listów do osoby z innej klasy. Dziewczyna przez pomyłkę została sparowana z Mishą, który myślał, że pisze listy z chłopakiem. Chociaż szybko zorientowali się, że nastąpiła pomyłka, nie przestali ze sobą korespondować. Co więcej, nawet po zaliczeniu zadania i skończeniu szkoły podstawowej, oboje nie zaprzestali pisania do siebie listów. 
Opowiadali sobie o najbardziej intymnych rzeczach ze swojego życia i znali się jak dwa łyse konie, mimo że nigdy nie mieli okazji się spotkać.
Aż do dnia, kiedy Misha przez przypadek zobaczył Ryen w klubie, w którym był i zbierał na trasę koncertową jego kapeli. 
Nie przedstawił się jej, nie chcąc wchodzić jej w paradę, a kiedy obserwował ją, zauważył, że dziewczyna jest inna, niż w listach, które od niej otrzymywał. Goni za popularnością i chce mieć najbardziej sławnych przyjaciół w całej szkole. 
Tragedia, która wydarzyła się tego dnia, kiedy byli w klubie zmieniła go. Postanowił znienawidzić ją za to, że tak bardzo zawróciła mu w głowie. 
Kilka dni później w liceum pojawił się Masen Laurent, który zwojował świat wszystkich dziewczyn w szkole. Każda chciała mu się przypodobać, a on nie zwracał na żadną uwagi. 
No prawie. 
W jego oczach cały czas była tylko Ryen, która niczego nieświadoma uważała Mastena za swojego wroga. 
A pojedyncze słowa, oznaczały więcej, niż myślała.

Wydaje mi się, że Penelope Douglas jest jedną z czołowych autorek gatunku New Adult. Każda jej książka to prawdziwy majstersztyk, który wciąga od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać do samego końca. Co więcej, mamy tutaj też niesamowite zwroty akcji i niesamowicie dobrą, przemyślaną fabułę. Cud, miód i orzeszki. Serio. 

Ryen z początku nie była moją ulubienicą. Nie przepadałam za typiarą, bo szukała atencji i poklasku. Chciała być najlepsza, najsławniejsza i mieć wszystko, czasami idąc po trupach do celu i poniżając innych. Jej „chłopak” Trey był nie lepszy. Taki z niego sukinsyn, że nóż mi się otwierał w kieszeni, jak widziałam jego imię na stronie. 
Jednak Ryen zaczęła się w końcu zmieniać na lepsze. Przyznała się do swoich błędów i zaczęła na nowo. Pomału naprawiała sytuacje, które zepsuła z dawnych lat. 
Wszystko za sprawą wokalisty zespołu rockowego, który wkroczył w jej świat, niczym tornado. 

Misha to chłopak, którego każda z nas chciałaby mieć na własność. Bezczelny, ale czarujący. Buntowniczy, ale grzeczny i zajebiście przystojny. Mający kolczyk w ustach i tatuaże i wiedzący doskonale, jak działa na kobiety, ale niekoniecznie wykorzystuje swój urok, aby zwabić je do łóżka. Od początku byłam jego fanką i zostałam do samego końca. Cieszy mnie, że Douglas nie robi ze swoich bohaterów biznesmenów- bogów, którzy mogą dosłownie wszystko. Coś pięknego. 

Ale najpiękniejsza w tej historii jest chemia, jaką czuć między bohaterami. Uwierzcie mi, lub nie, ale od pierwszych stron, pierwszego spotkania Mishy i Ryen pożądanie aż kipi ze stron, a chemia śmierdzi seksem. Niebywałe jest to, jak Douglas potrafi poprowadzić fabułę i zbudować fantastyczny nastrój całej historii. Teraz trochę żałuję, że jednak tak długo czekałam z tą książką. A kiedyś ją zaczęłam i odłożyłam, bo wypadło mi coś innego do czytania. Głupia ja, mogłam skończyć „PUNK 57” i wtedy zabrać się za kolejną lekturę. No, ale to już nieważne (musiałam sama się kopnąć w tyłek. Tak mentalnie).

PUNK 57” to książka, którą po prostu musicie przeczytać. Najlepiej, jak będziecie mieć cały dzień wolny, bo naprawdę ciężko się oderwać od tej pozycji. Do historii Mishy i Ryen wrócę nie raz, bo jest to nie tylko świetna historia. To ciekawie nakreśleni bohaterowie i nietypowa fabuła, która na pewno w końcu Was zaskoczy. A Penelope Douglas śmiało mogę mianować mistrzynią wątku hate-love i budowania napięcia seksualnego.
Rewelacja.
A kim jest PUNK i dlaczego 57? Tego dowiecie się, kiedy sami przeczytacie tę pozycję. 

Za egzemplarz dziękuję

Po drugiej stronie okładki

4 komentarze:

  1. Czekam na swój egzemplarz i od razu zabieram się za czytanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM, KOCHAM tę książkę! Uwielbiam książki Penelope, są naprawdę wciągające, jak napisałaś. I kipi z nich adrenalina, co kocham. Tę historię słuchałam na audiobooku i haha, nawet sobie nie wyobrażasz jakie to przeżycie było sluchać tej książki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to chyba może byc pozycja która spróbuję przesłuchać!

      Usuń
  3. Tak polecałaś, że muszę ją przeczytać !

    OdpowiedzUsuń