„Trzy koperty” - Nir Hezroni


Przeczytałam kolejny thriller.


Wiecie że rzadko czytam tego typu książki. Wiecie też, że wydawnictwo Media Rodzina, ze swoją serią Gorzka Czekolada namówiło mnie na sięganie po kryminały i thrillery częściej, niż bym to sobie zaplanowała. Tym razem padło na „Trzy koperty”, czyli debiutancką powieść Nira Hezroni. 

Mężczyzna z poważnymi zaburzeniami psychicznymi dostaje się do pracy w Mosadzie, czyli izraelskiej agencji wywiadowczej. Jest maniakiem i każdą swoją sprawę doprowadza zawsze do końca, obojętnie jaka byłaby cena jej zakończenia. Prowadzi pamiętnik, w którym opisuje wszystkie swoje pomysły, przeżycia i przygotowania do kolejnych misji. Opowiada w nim o wstawaniu w nocy i mierzeniu poziomu wody w butelkach, aby być pewnym, że nikt nie dolał żadnej trucizny i sprawdzaniu zamków w drzwiach. Po jego rzekomej śmierci, tajemniczy zeszyt, trafia w ręce jego przełożonych. Ci, chcąc nie chcąc zaczynają czytać pamiętnik i z każdą kolejną stroną ich podejrzenia robią się coraz bardziej trafne. 
Przy rekrutacji agenta 10483 doszło do fatalnych błędów, które mają odbicie w teraźniejszości, a zapiski potwierdzają, że mężczyzna ten był poważnym zagrożeniem, który dostał śmiertelne narzędzie do zabawy. 
Jednak, czy wspominki z pamiętnika to wszystko?

Mam problem z tą pozycją. W sumie, ani trochę się w nią nie wciągnęłam. Przeczytałam ją w jeden dzień, ale raczej tylko dlatego, że chciałam mieć ją z głowy. Pamiętnik pisany jest w dziwny sposób, w sumie trochę bezosobowy, a postaci pojawiające się w fabule książki są napisane byle jak. Zastanawiam się, czy autor chciał się skupić na bohaterach, czy na pamiętniku, bo w sumie ani jedno, ani drugie nie wyszło dokładnie. Takie to było... nijakie.
Pomysł na historię wydawał się całkiem spoko, ale jego rozwinięcie nie do końca mi odpowiadało. Najlepsze jest to, że sama nie wiem, co mi się w nim nie podobało. Czytając „Trzy koperty” czułam zgrzyty nie tyle w książce, co w mózgu. Oczekiwałam chyba czegoś trochę innej fabuły, niż dostałam i stąd mój zawód. 

„Trzy koperty” czyta się szybko. Książka w dużej mierze skupia się na pamiętniku i to w nim mamy okazję czytać o pomysłach i przygotowaniach do wykonania śmiertelnych misji. Bohaterowie, którzy czytają pozostałość po agencie 10483 są tłem do całości i dopiero podczas lektury zapisków nagle dostają olśnienia „A to ona tak to zrobił!” (you dont say). W serii Gorzka Czekolada zawsze czytałam naprawdę dobre kryminały, czy thrillery. „Trzech kopert” nie mogę do nich zaliczyć. To chyba pierwsza słaba książka z tej świetnej kolekcji, która tak bardzo mnie zawiodła. Jest też drugi tom „Ostatnie Instrukcje”, ale po niego sięgać nie zamierzam. 

Nie uważam, że „Trzy Koperty” to zła książka. Raczej nijaka. Nie czułam dreszczyku strachu, ani też nie odniosłam większego zdziwienia czytając końcówkę. No po prostu się to przeczytało i tyle. Właśnie o to chodzi. Tyle. Zapewne za kilka dni zapomnę o tej książce, a wszystkie poprzednie pozycje, jakie czytałam z serii Gorzka Czekolada, patrząc na okładki dalej pamiętam. Tutaj... raczej tak nie będzie. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Po drugiej stronie okładki

3 komentarze:

  1. Z początku poczułam się zaintrygowana, ale chyba jednak nie jest to książka dla mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym razem sobie odpuszczę. ;)

    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  3. To w ogóle nie są moje klimaty :D

    OdpowiedzUsuń