[Manga, też książka] „Doctor Mephistopheles”| Rikuchi, Ghimotsuki (1)


Udaj się do lekarza.

Przed świętami przybyła do mnie paczka z mangami, a w niej najnowsza manga wydawnictwa Waneko „Doctor Mephisto”, która zaciekawiła mnie swoim opisem i koniecznie chciałam ją przeczytać. Mając chwilę wolnego między książkami, sięgnęłam po nią i muszę przyznać, że nie zauważyłam kiedy cały pierwszy tomik tej opowieści mignął mi między palcami.
Zdecydowanie chcę więcej.

Shinjuku, dzielnica w Tokio w roku 20XX wskutek trzęsienia ziemi, które później nazwano „Devil Quake” zostało podzielone na dwie części. Pojawiła się wyrwa w podłożu, a miasto zostało nazwane Piekielnym. Shinjuku stało się miastem demonów i duchów. W „Piekielnym mieście” nie obowiązują żadne prawa, a ludzie, którzy potrzebują pomocy fachowego lekarza, udają się do szpitala Mephisto, gdzie dyrektor całego przybytku jest bardzo tajemniczą postacią oraz nad wyraz przystojnym mężczyzną. Problem w tym, że lekarz skrywa tajemnicę swojej osoby, a dzięki jego zdolnościom potrafi wyleczyć nawet śmiertelnie chorego pacjenta. 
Jego szpital jest bardzo popularny i kiedy w gabinecie dyrektora pojawia się osobnik o imieniu Meged proszący o „sklejenie” nieśmiertelnych trzewi, które zbiera w całość, Mephisto odmawia. Co więcej, okazuje się, że doktor posiada już kilka części tego ciała. 
Wskutek tego, między lekarzem owianym tajemnicą, a piekielnym duchownym Megedem rozpoczyna się wojna. 
Mephisto ma niejednego asa w rękawie.
Pytanie tylko, którego wykorzysta?

Lekki horror, dużo rzeczy nadprzyrodzonych i mnóstwo sekretów. Pierwszy tom „Doctora Mephisto” w sumie mało co wyjaśnia, za to zostawia z całym ogromem pytań. 
Główny bohater, czyli wszystko-leczący lekarz jest pięknym mężczyzną, któremu nie sposób się oprzeć. Ma długie włosy, a jego spojrzenie działa niemalże, jak rentgen. Mogłoby się wydawać, że jest to najbardziej tajemnicza postać w całej mandze, jednak to nieprawda. Jego towarzysz, którego przypadkiem spotyka pojawia się dosłownie znikąd, a jego historia dopiero się rozpoczyna. Zdecydowanie, mamy tu bohaterów owianych tajemnicami do cna, którzy napędzają ciekawość.

Piękna, delikatna kreska, z najdrobniejszymi szczegółami jest ujmująca. Wiele razy zatrzymywałam się podczas czytania, aby jedynie popatrzeć na nieskazitelną twarz doktora, bądź innych bohaterów, jakich mamy okazję spotkać w tej opowieści. Sam pomysł na wielką dziurę w powierzchni Ziemi, która dzieli dzielnice jest tak szalony, że aż świetny. Bardzo dobry pomysł na mangę, jestem okrutnie ciekawa, co stanie się dalej z doktorem i nieśmiertelnymi trzewiami.
O pięknej obwolucie, jaką serwuje wydawnictwo Waneko, chyba nie muszę pisać po raz kolejny. Tomiki ich mang, są naprawdę dopieszczone i warto je kupić. 

„Doctor Mephistopheles” to wciągająca manga, która skazuje Czytelnika na czekanie do czerwca, aż pojawi się kolejny tom. Mimo tego bólu oczekiwania, uważam, że warto zapoznać się z pierwszym tomem już teraz, gdyż podczas lektury kompletnie nie czuć upływu mangi. A przy ostatniej stronie jest wielkie zdziwienie „ale jak to już koniec?”. Z jednej strony ubolewam nad brakiem dalszego ciągu historii, z drugiej zastanawiam się nad możliwymi wyjaśnieniami sytuacji, które miały miejsce w pierwszym tomie. Także sami widzicie, że i tak źle i tak niedobrze. 
Czekam z niecierpliwością na drugi tomik, gdyż pierwszy rozbudził we mnie ogromną ciekawość nie tylko na temat samego doktorka, co całego świata, w którym akcja mangi się toczy.

Po drugiej stronie okładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz