„Playboy” - Katy Evans


Callan może się schować.

Nie od dzisiaj jestem fanką Katy Evans, a Wy wiecie to doskonale. „Playboy” ostatnim rzutem na taśmę dostał się na mój czytnik i nie mając nic cięższego do roboty, zaczęłam go czytać. 
W sumie zupełnie przypadkiem, bo chciałam go sobie zostawić na później. 
Wyszło, jak zwykle. 


Wszystkie przyjaciółki Wynn są już, albo mężatkami, albo szykują się do zamążpójścia. Ona sama, mając swoją galerię właśnie rozstała się ze swoim długoletnim chłopakiem i rozpoczęła randkowanie z przypadkowymi mężczyznami, aby po prostu się czymś zająć i być może, z małą nadzieją na poznanie kogoś ciekawego. Emmett był jednym z tych mężczyzn. Za miejsce randki obrali kasyno, gdyż jej partner chciał pokazać Wynn swoje doświadczenie w wygrywaniu. Problem w tym, że przegrywał każdą możliwą rundę, a kiedy nie miał już co postawić, pewien przystojny jegomość z iście pokerową twarzą zaproponował mu postawienie swojej randki, czyli Wynn. 
Emmett za pozwoleniem, zgodził się na ten układ i tym sposobem nieudany wieczór Wynn, przerodził się w interesującą przygodę, gdyż w taki oto sposób poznała Cullena Carmichaela. 
Słynnego „Playboya”, znanego w kasynach, a przy okazji starszego brata Callana. 
Cullen zaproponował jej wyjazd do Vegas, aby poznać się bliżej, a Wynn, nie chcąc ryzykować szansy, po namyśle zgodziła się na tę wycieczkę.
Tak oto zaczęła się ich historia. 
Dopóki nie okazało się, że była ona tylko grą.

Jeżeli podobał Wam się Callan z „Womanizera” to już na starcie, mogę Wam zapowiedzieć, że rzucicie go w kąt dla jego starszego brata Cullena. 

Katy Evans zrobiła naprawdę dobrego męskiego bohatera, który nie boi się przebierać w słowach, aby osiągnąć swój cel. W dodatku, już od samego początku było czuć, jakąś dziwną tajemnicę w Cullenie, która rozwiązała się w dalszej części książki. Polubiłam starszego Carmichaela, ale nie do tego stopnia, żeby skradł moje serce. Jest... okej. Lepszy od Callana i Tahoe, ale nie sięga do pięt Malcolmowi Saintowi. 
Wynn znaliśmy już z poprzednich książek i tutaj w sumie nie poznaliśmy jej bardziej, niż w tamtych częściach. 


Autorka za to nie zapomniała o starych bohaterach. Callan z Livvy biorą ślub, a Malcolm z Rachel pojawiają się nie raz w tej pozycji. W dodatku bardzo dużą rolę w historii Wynn odgrywają właśnie przyjaciółki, także duży plus za pamięć do dawnych bohaterów. Wielu autorów pisząc kolejne części, zapomina o tych, na których zaczęli całą historię. Tutaj też się tego obawiałam, jak widać niepotrzebnie. Byłam miło zaskoczona. 

Przez całą lekturę miałam dziwnego „banana” na twarzy, ale jak tak teraz sobie myślę, czy ta książka była potrzebna to mam coraz mocniejsze wrażenie, że nie.
Może nie nazwałabym „Playboya” odgrzewanym kotletem, bo nim nie jest, ale książką potrzebną do życia też nie. Jest to pozycja do przeczytania, dla fanów autorki i serii, którzy są ciekawi, jak toczą się losy bohaterów pobocznych do „Manwhore”. 
Jako fanka, przeczytałam, ale raczej do niej nie wrócę. Historia pierwotna, czyli wspomniany wyżej „Manwhore” jest zdecydowanie lepszy. 


Bardzo wielki plus dla Katy za ograniczenie seksu w tej pozycji. Zbliżeń jest mało, a jak są, to krótkie i treściwe. Nie ma ich dużo, przez co nie przewracałam oczami widząc, wzdychanie Wynn, kiedy ta widziała penisa Cullena. 
Dodatkowym plusem jest historia, nazwijmy to poboczna, która zainteresowała mnie bardziej, niż główny wątek. Została ona rozwinięta, choć czuję lekki niedosyt, ale mimo wszystko, autorka miała bardzo dobry pomysł na tę ścieżkę w książce, którą w jakiś sposób wykorzystała, chociaż nie do końca tak, jak oczekiwałam. No, ale to już moje osobiste marudzenie i Wy możecie uznać, że wszystko wyszło ciekawie.

Kończąc „Playboy” to pozycja, która można przeczytać, jeżeli lubi się książki Katy Evans, a także jeżeli chce się dowiedzieć, jak potoczyło się życie bohaterów drugoplanowych. Nie jest to jednak mus czytelniczy. Zatem jeżeli jesteście fanami autorki i zwyczajnie lubicie jej pióro, to polecam. Jeżeli jednak „Ladies Man” i „Womanizer” był dla Was nudnawy to wydaje mi się, że „Playboya” możecie sobie odpuścić. 

Za ARC dziękuje autorce - Katy Evans.

Po drugiej stronie okładki

11 komentarzy:

  1. Wakacje sprzyjają sięganiu po tego rodzaju książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego Callan i Cullen? Autorko, to przecież brzmi tak cholernie podobnie! 😂 A mówiąc już o samej książce, to nie czytałam żadnej pozycji od Katy Evans, więc nie jestem też jej fanką. Myślę zatem, że "Playboya" sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam! ❤

    bookmania46.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chętnie przeczytam!
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w szoku! Liczyłam na "ochy i achy" nad Katy Evans, liczyłam, że ta książka jest jakaś naprawdę dobra! Całość po opisie, grafikach, promocji wydawała mi się bardzo kusząca, a Ty piszesz, że jest taka sobie!

    Mnie się "Ladies Man" podobał średnio, ale "Womanier" był o niebo lepszy. Tą pewnie też przeczytam, ale to jeśli się odkopię z zaległości recenzenckich, co będąc za granicą nie jest łatwe :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i Ladies Man,i Womanizer, zdecydowanie ta druga książka przypadła mi bardziej do gustu i chyba z ciekawości przeczytam Playboy'a by móc sie jeszcze trochę dowiedzieć co dalej u Olivi i Callana- ich historia była super.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za recenzje, myślę ze przeczytam książkę bo uwielbiam K.E
    Mam nadzieję ze książka jest juz dostępna w j. pol. Pozdr

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    czy można kupić już książkę po polsku? jeżeli tak to możecie się podzielić gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się chętnie dowiem

      Usuń
    2. Nie ma tej pozycji po polsku. Można po angielsku na Amazonie ją zakupić.

      Usuń