„Tchnienie Kaim” - Michał Kuszewski


Czyli jednak mamy dobrą fantastykę pisaną przez nowych autorów!


Moje serce się raduje! 
Wiecie, że nie czytam polskich autorów (są wyjątki), a w polską fantastykę zwątpiłam już bardzo dawno temu ( a uwierzcie mi, przeczytałam jej od groma). Jednak Michał Kuszewski ze swoim „Tchnieniem Kaim” zainteresował mnie od początku samą okładką, która nadawałaby się do powieszenia na ścianie, w postaci obrazu. Wydawnictwo Novae Res wydało „Tchnienie Kaim” w tym roku i to właśnie ta książka jest debiutem autora. Muszę przyznać, że niezwykle udanym debiutem.

Poznajcie Alyn – złodziejkę, której odwaga nie zna granic i, która nie boi się okraść jednego z najbogatszych kupców w całym Zakkanie. Młoda złodziejka kradnąc, nie ma pojęcia, czym jest tajemnicza rzecz i jak bardzo będzie w stanie odmienić jej życie. 
Pragnieniem Alyn nie są jednak pieniądze, czy inne bogactwo. Dziewczyna marzy o odnalezieniu swojej jedynej rodziny – brata, który wyszedł i nie wrócił. Alyn udaje się w długą podróż za bratem, a ucieczka przed gwardią i życie na złodziejskim szlaku to początek pełnej przygód trasy, podczas której spotyka na swojej drodze mniej, lub bardziej niemożliwe osobistości. 
Kiedy jednak dostaje się do stolicy - Ganiyi z niejakim Żółwiem, który okutany w zbroje wiernie kroczy z dziewczyną, największe miasto Kaim wcale nie jest takim, jakim wszyscy je sobie wyobrażali.
Prawda jest brutalna, a Alyn musi podjąć szybkie i niebywale trudne decyzje. 

„Tchnienie Kaim” uderzyło mnie swoim powiewem świeżości w polskiej fantastyce. Nie sądziłam, że wciągnę się w tę pozycję tak bardzo, że jedyną przerwą między startem czytania, a jego końcem będzie kilka godzin snu. Muszę przyznać, że od pierwszych stron, książka spodobała mi się przez pomysł, jaki Michał Kuszewski wprowadził. 

Sądziłam, że skoro Alyn jest złodziejka, to już od samego początku będziemy mieć do czynienia z czymś podobnym do „Szklanego Tronu”, „Z mgły zrodzonego”, czy „Nibynocy”. I nie chodzi mi tutaj o profesje bohaterów, a o całościowy zamysł książki. Okazało się, że mamy tutaj całkiem co innego, co w sumie wyszło bardzo dobrze. Bowiem autor nie skupił się na złodziejstwie i życiu w kradzieży, a jedynie wykorzystał zdolności Alyn do wydostania się z Zakkanu, aby ta mogła odnaleźć swojego brata. 

W „Tchnieniu Kaim” widać ogromną wręcz plastyczność języka. Autor bawi się słowem, a nierzadko możemy też spotkać słowa, które są rzadziej słyszane, niż słynne „masakracja”(ktoś tak jeszcze mówi?). Wielki plus dla autora za przelanie na papier swoich myśli w sposób, który jest zrozumiały i ciekawy dla Czytelnika. Dodatkowo w pozycji mamy nazwy własne, które pokazują, że Michał siedział nad wymyśleniem świata, nie mało czasu. Wszystko to ma jednak swoje odwzorowanie w książce, która jest naprawdę dobrym kawałkiem fantastyki. 

Alyn jest świetną bohaterką. Polubiłam się z nią od pierwszych stron. Dziewczyna z jednej strony zadziorna, niezwykle zaradna i niesamowicie odważna, pod twardą skorupą trzyma dobre serce, które zawsze jest chętne pomóc osobom potrzebującym. Chce więcej takich bohaterek! Kobiet niezależnych!
Reszta postaci obecnych w życiu złodziejki jest pobieżnie opisana, ale to dobrze. Nie musimy się na nich skupiać, a możemy rozkoszować się...

…Walkami! Bo te napisane są wyśmienicie. Dynamicznie, szybko, bez rzucania słów na wiatr (znaczy się papier). Wyobraźnia działa tutaj na pełnych obrotach i można się mocno wciągnąć w bitwę i zapomnieć o prawdziwym świecie (albo o czajniku z wodą na kawę). Opisy otoczenia są przystępne. Nie mamy krzaków na całą stronę i całe szczęście. Przez „Tchnienie Kaim” się po prostu płynie.

Żargon marynarski nie jest mi obcy i w sumie do dwóch rzeczy mogłabym się przyczepić, jakbym bardzo chciała, ale nie będę wredna i odpuszczę, bo nie są to rażące błędy. 
ALE! Standardowo muszę przyczepić się do wydawnictwa, które oczarowało mnie piękną okładką i myślało, że nie zauważę tych japońskich znaków hiragany, które zostały dziwnie nadrukowane w tekście na stronie 255. Ani to tam nie pasuje, ani to nic nie ma do całej książki. Nie wiem, może drukowali też jakąś japońską książkę przy „Tchnieniu Kaim”? Nie wygląda to zachwycająco, może i da się przełknąć, ale serduszko trochę boli.

„Tchnienie Kaim” to udany debiut. Trochę tajemniczy, lekko bajkowy i zabójczo przygodowy. Mamy tutaj wszystko, czego zazwyczaj oczekujemy od fantastyki, a w dodatku każdy składnik jest w doskonałych wprost proporcjach. Całość wymieszana daje dobrą książkę, którą bardzo przyjemnie się czyta. Mi się podobało. Czekam na kolejny tom, bo jestem ciekawa, co Alyn dalej pocznie, chociaż epilog wspomina, że nie tylko ona będzie wiodła prym w kolejnej części. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na drugi tom, bo to będzie największy minus! Polecam Wam „Tchnienie Kaim” i czekam na Wasze opinie.

Po drugiej stronie okładki

3 komentarze:

  1. pierwszy raz słyszę o tej książce, ale lubię takie klimaty więc jestem jej ciekawa. szkoda z tymi znakami (pewnie błędnie wydrukowanymi) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydawnictwo nie ogarnęło, że znaki przestawiły się i że powinny być w innym miejscu. Całe NR.

      Usuń
  2. Dostałam, dostałam, więc na bank przeczytam i jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń