piątek, 3 marca 2017

„Naughty Boss” – Whitney Gracia


Czasami się zastanawiam, dlaczego sięgam po nowelki, których nasz kraj nigdy nie ujrzy. 

Po przeczytaniu, zaś wiem, że czytam je, aby się pośmiać.


Whitney G. znana jest Czytelnikom przede wszystkim z serii „Reasonable Doubt”. Serii, której cień padł na wydanie w Polsce (z czego bardzo się cieszę).

7 marca wychodzi jej kolejna książka, a raczej nowela „Dirty Doctor”, którą też będę chciała przeczytać.
Zajmijmy się jednak jej ostatnią króciutką pozycją, a mianowicie „Naughty Boss”.
Już sama nazwa wskazuje o czym ta pozycja będzie, jednak całość ma raptem 127 stron i postanowiłam się poświęcić i sprawdzić czy jest na poziomie.
Jak na romans... jest.
Jak na książkę do uwielbiania już niekoniecznie.

Michael Leighton jest szefem wydawnictwa publikującego książki, pod wdzięczną nazwą Leighton Publishing. Jest to typowy, znany nam z innych lektur tego typu niegrzeczny chłopiec, będący szefem i posiadającym bajońskie sumy na swoim koncie. Oczywiście nie stroni od kobiet, a każda jego asystentka, jest zwalniana w przeciągu miesiąca od zatrudnienia, gdyż żadna mu nie odpowiada.
Pewnego dnia jednak, po zwolnieniu Penelop, prosi swojego HR- owca, aby zrobił otwarty casting z rozmowami rekrutacyjnymi. W ten właśnie sposób do Leighton Publishing dostaje się Mya London.
Dziewczyna spełnia najśmielsze oczekiwania szefa i utrzymuje się przy pracy ponad rok, ale Michael jest szefem – pracoholikiem, który każdego dnia punktualnie zjawia się w wydawnictwie i wymaga tego samego od innych, tak samo jak zostawania po godzinach.
Mya skarży się na swojego pracodawcę w emailach do przyjaciółki o imieniu Amy ( jakoś mało kreatywności w tych imionach Mya-Amy). Opowiada jej nie tylko o pracy, ale też o fantazjach ze swoim szefem i to właśnie w ten sposób Michael, przez przypadek dostaje takiego mejla, z brudnymi myślami swojej asystentki.
Dopiero teraz zaczyna się cała gra i cała historia w tej książce.

Wiemy jak ma tytuł, wiemy jak się skończy. To oczywiste. Jednak przez te dwie godzinki, kiedy wlepiałam oczy w czytnik, śmiałam się głównie z ich przekomarzań i e-maili. „Naughty boss” nie jest książką, która Cię poruszy. Nie sprawi, że będziesz wniebowzięty, jednak spowoduje, że uśmiechniesz się do ekranu czytnika. Nie jest to pozycja dla osób, które nie lubią marnować swojego czasu na nic nieznaczące lektury, albo które nie lubią pozycji nic nie wnoszących. To nowelka, którą można przeczyać, ale nie trzeba.
Jeżeli więc, nie masz czasu, albo nie masz chęci, bo stosy książek czekaja na przeczytanie na twoich półkach ( u mnie też tak jest ) to możesz sobie odpuścić.
Od czego jestem ja i moja pasja czytania nowelek?

Poniżej zamieszczam okładkę „Dirty doctor” niby nic takiego, ale podoba mi się utrzymanie w jednym tonie tych okładek. Szkoda, że te tomiki są tak krótkie, że nigdy nie będą po polsku.


Laure


6 komentarzy:

  1. Odpuszczam, kompletnie nie dla mnie ta książka... a czekają na mnie takie perełki, że mrrr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z racji, że ja lubię sięgać po takie nowelki to mnie te 2 godzinki nie zbawiły :D Jeszcze zresztą czytałam po nocy jak to najbardziej lubię.

      Usuń
  2. Fabuła typowa ale w sumie jak na nowelkę to czemu nie :)
    Pozdrawiam!
    https://recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ni ziębi ni grzeje :P Ale jak pisałam 127 stron to można poczytać :)

      Usuń
  3. Oj to nie dla mnie :D Lista czytelnicza długa jak stąd do Chin, więc odpuszczę :D Tym bardziej, że to zdecydowanie nie mój gatunek :D Może następnym razem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No moja też taka długa :D Jak mur Chinski i jeszcze przez ocean :D No ale to takie krótkie że poszlo :D

      Usuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger