Tajemnica goni tajemnicę.
Wydawnictwo Zysk i s-ka sięgnęło po dość ciekawą propozycję, o której zdecydowanie za mało w internecie. Mianowicie po „Weavingshaw” autorstwa Heby Al-Wasity, irackiej uchodźczyni z Libii, która dosrastała w Kanadzie.
Czy historia Leeny okaże się być na tyle interesująca, że warto będzie czekać na drugi tom?
Leena nie wierzyła w potwory, dopóki po raz pierwszy nie ujrzała Weavingshaw.
Święty Ciszy handluje tajemnicami: spełnia niemożliwe życzenia w zamian za wyjawienie sekretów. Im mroczniejszy sekret, tym wyższa cena.
Leena skrywa swoją tajemnicę, która prześladuje ją od siedemnastego roku życia – widzi zmarłych. Kiedy jej brat zaczyna ciężko chorować, dziewczyna wie, że jedyną szansą na zdobycie lekarstwa jest zwrócenie się do Świętego. Cena okazuje się jednak wyższa, niż mogła przypuszczać. Aby ocalić brata, Leena musi pomóc Świętemu Ciszy odnaleźć ducha Percivala Avona, ostatniego władcy Weavingshaw – mrocznej posiadłości na wrzosowiskach. To właśnie tam przyjdzie jej zmierzyć się ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami, mrocznymi sekretami zmarłych i narastającą fascynacją swoim zagadkowym towarzyszem.*
„Weavingshaw” to historia o dziewczynie, która pewnego dnia odkryła, że potrafi rozmawiać ze zmarłymi. Dziewczyna chcąc uratować brata, postanawia podzielić się swoją tajemnicą z Świętym Ciszy, który ma w posiadaniu lekarstwo. Ale nie ma nic za darmo. Poza tajemnicą, Silas wiąże Leenę umową – pomoc za pomoc.
Dziewczyna chcąc nie chcąc wchodzi w ten układ, wszystko dla chorego brata.
Przygoda, która ją czeka okazuje się być o wiele bardziej tajemnicza, niż jej własny sekret.
Autorka nie skupiła się jednak tylko, na wątku widzenia duchów. Mamy okazję poznać Leenę i jej rodzinę. A także problemy, z którymi przyszło się jej borykać. Mało tego, pomału rozwija się tu romans między Świetym Ciszy, a Leeną. Pomału, bowiem jest to do bólu powolny slow burn. Ogólnie nawet nie podejrzewałam, że między nimi będzie się coś kroić. Myślałam, że to raczej fantastyka bez romansu, co było dla mnie dziwne w tych czasach, ale nie awykonalne.
Niemniej jednak wszystko to zmierza do rozwiązania bardzo powoli, a zakończenie...
No właśnie... a zakończenie jest takie, że nie wiem jak mam doczekać do 2027 i premiery kolejnego tomu. I tak, już zdążyłam to sprawdzić. W kwietniu, oczywiście po ingliszu. Mam nadzieję, że wydawnictwo Zysk i s-ka zlituje się nad nami i postanowi szybko wydać ten tom u nas.
A swoją drogą, muszę przyznać, że ostatnio wydawnictwo Zysk i s-ka szaleje z wydaniami. Coraz więcej książek ma twardą oprawę i barwione brzegi. Ale nie wszystkie, co sprawia, że te które już posiadają kolorowe brzegi, mają na nich wzorki. Nie ma co, dodaje to książkom szlachetności i nie wstyd dać taką pozycję komuś na prezent. To tak, jakbyście nie mieli pomysłu na Boże Narodzenie, które już za pasem.
„Weavingshaw” to lektura, która zaskoczyła mnie spokojną, ale pisaną w równym rytmie i pewną ręką akcją. Niby nie ma w tej pozycji skoków ciśnienia podczas czytania, ale czuć mrowienie na plecach przez cały czas. Naprawdę jestem pod wrażeniem, bo spodziewałam się zupełnie innej fabuły, ale tę co otrzymałam także polubiłam i zainteresowałam się nią.
Cóż więcej mogę napisać?
Jak potężny sekret jesteście w stanie wyjawić, aby poznać Świętego Ciszy i udać się z nim na wyprawę do Weavingshaw?
*opis ze strony wydawnictwa
