Niby codzienność, ale nie do końca.
„VIR” wpadł do mnie, aby poleżeć cztery lata na półce. W sumie miałam rację, że odkładałam tę pozycję tak długo, bo kiedy już po nią sięgnęłam... pożałowałam.
Otwórz oczy a przekonasz się, że to czego pragniesz jest tuż obok...
Jak wygląda życie singielek w wielkim mieście? Zgodnie z popularną opinią, singielki są silne, zdecydowane i nie potrzebują mężczyzn. Dążą do samorealizacji i koncentrują się na osiąganiu celów. Prowadzą życie pełne kulturalnych uniesień i inteligentnych dyskusji. Ich codzienność to sukcesy zawodowe, fitness i kolacje w modnych miejscach.
PRAWDA JEST JEDNAK INNA.
Anna od niedawna pracuje w dużej warszawskiej korporacji. Rzucona na głęboką wodę, stara się jak najlepiej podołać swoim nowym obowiązkom. Zakochuje się w Sebastianie, który, jak się wkrótce okazuje, jest niezwykle wrażliwy na kobiece wdzięki. Aby znieczulić stres związany z pracą i zranione serce, Anna coraz częściej imprezuje, a przed snem sięga po butelkę wina. Czy to możliwe, by pogodzić karierę ze szczęściem w życiu osobistym? Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, a Anna będzie musiała przebyć długą drogę, by ją odnaleźć… *
„VIR” to pozycja, z której pamiętam tylko, że główna bohaterka jest wyjątkowo nietaktowna, nie dba o siebie i, że tak brutalnie napiszę „rozkłada nogi” dla każdego, kto pojawi się obok niej.
Nie wiem, co autorka miała na myśli tak prowadząc Annę, ale wyjątkowo ordynarnie wyszła ta postać i, jak dla mnie po prostu jest beznadziejna.
Coś tam się dzieje w pracy dziewczyny, jest jakiś wątek z tym, ale nawet za bardzo się nie skupiałam podczas lektury, na jej pracy, bo wszystko przyćmiewały kolejne to dość powtarzalne i w sumie wulgarne, napisane bez polotu opisy seksu z przypadkowymi mężczyznami.
Nawet związek Anki napisany jest niedbale. Chociaż czy można to nazwać związkiem?
Główna bohaterka choć odnosząca sukcesy w pracy, jest osobą bez polotu, bez taktu i bez inteligencji. W sumie wszystko, co można mieć to Anna nie ma.
Jest płytka jak woda w kałuży i wyjątkowo męcząca dla czytelnika, podczas lektury.
A propo scen zbliżeń. Jest ich tutaj bardzo dużo, a są one niesmaczne do tego stopnia, że jako naczelny czytacz książek, które mają w sobie dużo różnych rodzajów zbliżeń, tutaj zaczęłam je omijać. I przyznaję się bez bicia do tego.
„VIR” to książka, której nie polecam. Nie ma w niej nic, co mogłoby przyciągnąć czytelnika. Myślę, że najlepszym podsumowaniem jest jedno zdanie z książki, kiedy to Anka mówi, że postanowiła tę historię spisać. Wylać na papier. No i tak to właśnie wygląda. Jakby autorka wylała na papier to, co chciała napisać Anka, ale zapomniała, że nie wszystkie żarty i historie powinny ujrzeć światło dzienne.
Największy plus? Skończyłam i nigdy więcej nie wrócę.
*opis ze strony wydawcy
