„Doktor Stanton” - T.L. Swan


Lekarz, nie taki jak myślicie.

Podjęłam decyzję, że „Doktor Stanton” to ostatnia jednotomówka, jaką przeczytam od T.L. Swan. Nie sądziłam jednak, że będzie aż tak słabo.

Ashley Tucker nigdy nie zapomni tamtej nocy, którą spędziła w klubie w Vegas. W końcu spotkała wtedy niesamowitego mężczyznę, który uratował ją przed natrętem, udając, że jest jej mężem. Para po kilku drinkach skonsumowała swoje „małżeństwo”.
Ale przecież Ashley nie jest dziewczyną, która sypia z przypadkowymi facetami. Tym razem jednak postanowiła się tym nie martwić. W końcu była w Vegas, a jej prawdziwe życie toczyło się w Nowym Jorku. Zresztą oboje od początku okłamywali siebie nawzajem: kim są, gdzie mieszkają, czym się zajmują.
Ashley nigdy nie przypuszczałaby, że ta noc nie pozostanie tylko wspomnieniem. Pięć lat później tamten mężczyzna ponownie stanął na jej drodze. Kłamał, kiedy mówił, że jest mechanikiem. Seksowny nieznajomy okazał się kardiologiem, a Ashley przez najbliższy rok będzie na stażu pod jego „opieką”.*

Wiecie co? Nie dałam rady dotrwać do końca. Pomijając fakt, że „Doktor Stanton” jest pozycją ultragrubą, ponieważ mamy tutaj też epilog – za co daje dużego plusa, to historia jest tak beznadziejna, pełna powtórzeń i braku jakiegokolwiek sensu, że nie dałam rady doczytać ją do końca. Choćbym była największym masochistą dla Was i dla jak najszczerszych opinii, poległam.

Bohaterowie spotykają się w LA na szalonej nocy, z myślą, że już nigdy więcej się nie zobaczą to wszystko można. Jakież jest ich zdziwienie, kiedy okazuje się, że jednak świat jest mały, a oni muszą nauczyć się ze sobą pracować. Ashley jest podwładną Camerona, który jest kardiologiem, a przy okazji hipokrytą. Autorka pokazuje też działanie systemu, który dla bogatych jest idealny, a dla biednych... cóż, wyzyskuje ich jeszcze bardziej, aby bogaci mogli mieć jeszcze więcej.

T.L. Swan podobnie, jak w poprzednich jednotomowych historiach chciała upchnąć tu masę pomysłów, a większość z nich jest po prostu zła. Szukanie informacji w internecie przez lekarzy o chorobach? Serio? Może takie rzeczy mają miejsce w USA, w sumie kto ich tam wie. Niemniej jednak „Doktor Stanton” to pozycja oparta na absurdach, a jest tu ich wystarczająco dużo, aby odechciało się ją czytać.

Musicie mi wybaczyć. Starałam się, podchodziłam do tej książki kilka razy, aby móc ją skończyć, niestety nie dałam rady. Choć objętościowo jest to piękna pozycja (uwielbiam takie grubasy), w środku jest to opowieść bezsensowna, beznadziejna i pełna hipokryzji. Nie, nie i jeszcze raz nie.

„Doktor Stanton” to książka, której nie warto poświęcić czasu. Usilnie szukałam plusów w fabule, ale niestety nie znalazłam. Poza środkiem jest plus, o którym już pisałam, czyli objętość. Szanuję wydawnictwo Niezwykłe, które postanowiło połączyć rozwleczony epilog razem z pierwszą częścią tej pozycji, ponieważ nie musimy czekać na dalszy ciąg tej historii ( o ile oczywiście dotrwamy do końca). Dla mnie osobiście jest to bardzo słaba książka, której nie mogę Wam polecić.

*opis ze strony wydawcy

copyright © . all rights reserved. designed by Color and Code

grid layout coding by helpblogger.com