„Przedsionek Piekła” - Tomasz Kaczmarek


Ubierz biały kaftan.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę „Przedsionka Piekła” autorstwa Tomasza Kaczmarka byłam zaciekawiona. Po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że chce tę książkę przeczytać, bo wyczuwałam ostre pranie mózgu. Cóż... nie pomyliłam się.

Exmore. Wydawać by się mogło, że jest to całkiem normalne miasto, położone na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jednak to tylko wyobraźnia, która płata nam figle i próbuje zakrzywić rzeczywistość. Betonowa dżungla, w której w samym środku ukryta jest potężna elektrownia napędzana przez... no właśnie przez co?
Andrew Milton spędza czas w szpitalu psychiatrycznym na oddziale skazańców o trudnej przeszłości. Kathleen Turner trzymana, niczym zwierzę w klatce, czeka na koniec swojego żywota i martwi się o brata. A syn polskich emigrantów Janusz Szewczyk próbuje przeżyć każdy dzień w wymagających dokach Exmore.
Żadne z nich nie wie, że ich losy zostaną związane, a Silnik będzie jedną z głównych przyczyn ich spotkania.

Dobra. Zanim zabrałam się za pisanie tej opinii, przeszukałam połowę internetu, aby dowiedzieć się czy Tomasz Kaczmarek jest debiutantem. Nie chciało mi się wierzyć, że „Przedsionek Piekła” jest pierwszą książką tego autora. Dlaczego? Bo to cholernie dobra książka, która wciąga od pierwszej strony i do samego końca nie odpuszcza, przy okazji piorąc nasz mózg cały czas, jak sobie tylko pragnie.
Autentycznie i całkiem serio.

Kiedy zaczęłam czytać „Przedsionek Piekła”, tajemnicza elektrownia skojarzyła mi się z Czarnobylem. Nie pytajcie dlaczego. Przeczytajcie sami, a może też będziecie mieć takie odczucia. Im głębiej wchodziłam w ten świat i poznawałam bohaterów, tym bardziej się z nimi utożsamiałam. Doszło do tego stopnia, że czułam się, jakby z Kathleen była w środku jej klatki i czekała, na kolejne wizyty dziwnych ludzi.

Autor zastosował świetny trik z narracją pierwszej osoby, bo dzięki temu cały czas mamy okazję uczestniczyć w wydarzeniach, jakie spotykają naszych bohaterów, widząc je z ich perspektywy.
Nie ukrywam, że bardzo łatwo było poczuć więź z postaciami „Przedsionka Piekła”, aczkolwiek nie każdy z nich jest do końca zdrowy na umyśle.
Swoją drogą, po przeczytaniu tej książki przez pewien czas też nie będziecie w pełni zdrowi, także nie jest żadną ujmą mieć dziwny wyraz twarzy po lekturze pozycji Tomasza Kaczmarka.

„Przedsionek Piekła” to historia oryginalna, która wciąga od pierwszej strony. Świat alternatywny, przedstawiony przez Tomasza Kaczmarka to opowieść o trzech różnych osobach, których losy zostają połączone w dość dziwny sposób. W tej książce czerń i biel nie istnieją, wszystko jest szare i mętne, a aby dowiedzieć się prawdy trzeba przekopać niezłe bagno. I na koniec, jak na debiut to jest to wybitnie dobry debiut, który warto przeczytać! Mam nadzieję, że Tomasz Kaczmarek nie zakończy kariery  pisarskiej na tej pozycji i będziemy mieli możliwość sięgnięcia po kolejną historię spod jego pióra.

Za książkę dziękuję wydawnictwo Uroboros.

Po drugiej stronie okładki

1 komentarz:

  1. Książka zaciekawiła mnie od momenty zapowiedzi dlatego cieszy mnie twoja opinia.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń