niedziela, 21 maja 2017

„Chciałabym, żebyśmy mieli wieczność”




Lubię czytać niepozorne książki, bo zazwyczaj zaskakują swoją treścią. "Przyrodni brat" Penelope Ward właśnie taki jest.


Gdy otrzymałam tę pozycję moja mina była raczej smutna, albo zaskoczona, że książka jest taka cieńka. Wiedziałam też, że szybko ją przeczytam. 
Ale nie sądziłam, że TAK szybko!

Greta prowadziła spokojne życie, mieszkając z matką i ojczymem w Bostonie. Uczyła się, pracowała dorywczo i spędzała czas ze znajomymi, chociaż była raczej samotniczką. Pewnego razu Randy, jej ojczym oświadczył, że przyjedzie do nich jego syn z innego małżeństwa – Elec. 
Dziewczyna była przygotowana na wszystko, ale gdy zobaczyła swojego przyrodniego brata to stwierdziła, że jednak jej przygotowania nie pomogły. Cały plan się posypał, kiedy Elec wszedł do ich domu. 
I dziwnym trafem, jej serce też na niego zareagowało. 

Przyrodni brat był typowym gnojkiem. Robił na złość dziewczynie, ranił ją w swoisty sposób, ale tak naprawdę robił to specjalnie. Sam dokładnie nie wiedział co czuje. Chciał odwrócić swoją uwagę od niej przyprowadzając do domu dziewczyny ze szkoły, z którymi Greta się kolegowała. Wszystkie jego metody odrzucenia młodej przybranej siostry jednak działały całkiem odwrotnie, bo ona zamiast dać sobie spokój i odejść, chciała nawiązać z nim bliższą więź. 
Elec w końcu ustąpił i pozwolił jej się do siebie zbliżyć, mimo że krył okrutną tajemnicę, którą każdego dnia dusił w sobie.

Bohaterowie nie wyrywają się z szeregu. Są tacy jak w każdej takiej książce, ale nie jest to rzeczą ujmującą. Mimo, że te wszystkie pozycje pisane są na jedno kopyto, co wie każdy, który je czyta to i tak warto ciągle na nowo poznawać kolejnych bohaterów i ich wspólne historie. Historie dwojga zakochanych ludzi, szczególnie kiedy możemy zobaczyć jak uczucie dorasta razem z nimi.

Przyznam szczerze, nie wiedziałam za bardzo czego się spodziewać, więc zostałam mile zaskoczona tą pozycją. Jest przyjemna dla oka i idealna do poczytania w wolne wieczory, aby się odprężyć. Historia jest lekka i ciekawa, a Penelope Ward napisała to naprawdę delikatnym stylem. Tak szczerze, jak już zaczniecie czytać to potem po prostu stwierdzicie, że jednak nie chce Wam się robić nic w domu, bo wolicie skończyć tę książkę. Przynajmniej ja tak miałam, a to że jest cieńka tym bardziej napędzało mnie do skończenia i poznania historii Grety i Eleca.


„Ze śmierci zrodziło się życie. Z nienawiści zrodziła się miłość.”

Serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji Wydawnictwu EditioRed.

2 komentarze:

  1. Zastanawiałam się nad tą książką i jak tylko przyjdzie paczucha to po nią sięgnę zwłaszcza, że to kolejna krótsza książka a w drodze do mnie parę grubasków :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwróciłam uwagę na tę książkę całkiem niedawno i szczerze przyznam, że trochę mnie zaciekawiła. Jak do tej pory spotkałam się jednak z bardzo skrajnymi opiniami na jej temat i wciąż nie jestem pewna, w którą stronę sama powinnam pójść :P To chyba jedna z tych historii, które budzą niepewność, ale trzeba przeczytać, by samemu się przekonać, po której ze stron się opowiedzieć :)
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger