niedziela, 8 stycznia 2017

Poznaj prawdziwego „Gracza”



Kiedy w Polsce zapowiedziano pierwszą książkę Vi Keeland zapragnęłam ją mieć. Romans sportowy ma w sobie coś, czego nie mają romanse ze standardowymi milionerami i skromnymi dziewczynami. 

Ma w sobie poza miłością, także sport. Sport, który jest odskocznią bohaterów od nieporozumień między nimi. Vi Keeland pisząc „Gracza” kupiła mnie. Kupiła do tego stopnia, że na tej jednej pozycji się nie skończy.
Brody Easton, bóg futbolu amerykańskiego. Facet wielki jak dąb, a szeroki jak szafa (tak cichutko, same się przyznajcie drogie panie – każda z nas chciałaby takiego  na wyłączność ). Sportowiec, który ma kobiet dookoła siebie na pęczki i oczywiście z tego korzysta. Do czasu...

Do czasu, aż poznaje Delilah Maddox reporterkę sportowej stacji WMBC Sport News. Poznają się nieprzypadkowo – dziewczyna po każdym meczu przeprowadza wywiady z zawodnikami w szatni. Zresztą nie tylko ona, konkurencyjne stacje także. 
Brody przeprowadzając z nią wywiad w pewnym kulminacyjnym momencie rozmowy zrzuca z bioder ręcznik. To zaczyna ich znajomość, chociaż oboje mają dużo przeszkód pod nogami, a dodatkowo nie potrafią poradzić sobie ze swoimi uczuciami... do osób z przeszłości.

„Jeżeli zakochasz się w innej osobie, to znaczy, że ta, którą do tej pory kochałaś, nigdy nie miała być twoja na zawsze.”

Związek Eastona i Maddox jest bezmierny. Kochają się, choć sami dobrze nie wiedzą co to za miłość. Nie ma też tutaj ubajeczniania uczucia i wielkich "ochów" i "achów", co mnie osobiście bardzo się spodobało. 
Oni po prostu są. Mają problemy, ale starają się być ze sobą i dawać od siebie co tylko najlepsze.

Ich historia, a także ich związek jest normalny i prosty, przez co trafia do serca bardziej, niż niejedna przerysowana opowieść.
Wracając do tego co pisałam we wstępie. Sport. Autorka, świetnie nakreśliła warunki w jakich odbywa się książka. Miedzy spotkaniami głownych bohaterów dzieje się wiele innych rzeczy, ale ważny jest też futbol. Brody ma mecze, treningi i końcem końców zostaje mistrzem Super Bowl.

 Tego mi brakowało jak mam być szczera. Ile można czytać o spotkaniach biznesowych milionerów w garniturach. W „Graczu” mamy faceta z krwi i kości, którego miłość jest jak ostatnie przyłożenie – mocne i kończące mecz. 

Na szczęście wygraną.

„Gracza” polecam z całego serca, na wieczór. Książkę czyta się przyjemnie, szybko i wciągająco. Sama, gdy zaczełam ją 2 dni temu tak dziś skończyłam (z przerwami, bo uczelnia woła).
Vi Keeland sprostała moim wymaganiom i zaserwowała mi świetną książkę, przy której można pomarzyć, albo nawet się rozmarzyć, gdy czytelnik wyobrazi sobie te męskie, rozbudowane i spocone ciała.
Z niecierpliwością czekam na marzec kiedy to ukazać się ma kolejna książka Vi Keeland tym razem z serii MMA. Jestem okrutnie ciekawa co do tej pozycji i mam nadzieję, że czas zleci mi szybciej niż przypuszczam, abym mogła  ponownie zanurzyć się w świecie  wyrzeźbionych męskich ciał.



Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję: Wydawnictwo Kobiece


Laure

7 komentarzy:

  1. Nie czytałabym. Ani sport, ani romanse, ani tego typu faceci mnie niezbyt interesują XD
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie i sport i romanse i tego typu faceci interesują :D

      Usuń
  2. Chyba właśnie książka trafiła w mój gust.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie, nie. Kompletnie nie moja bajka, już mam dosyć tego samego pomysłu we wszystkich erotykach :< Zdecydowanie czuję przesyt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja mowiłam podobnie, a ciągle sięgam po kolejne erotyki :P
      TO chyba już jakieś zboczenie :D

      Usuń
  4. Przeczytałam tę książkę kilka dni temu i jestem bardzo zadowolona. Niby erotyk a jednak nie jest taki sam jak reszta książek tego typu. Niebawem i u mnie recenzja. Pozdrawiam ksiazka-moim-zyciem.blog.pl :)

    OdpowiedzUsuń