poniedziałek, 26 września 2016

Wallbanger powraca ze zdwojoną siłą







„ Obiecuje, że przez tydzień nie kupię żadnej książki”- nie powiedział nigdy mól książkowy. To było także i moje hasło, jednak przeglądajac strony księgarni, zobaczyłam cudo, o którym zapomniałam. 
„Nie dzwoń do mnie” Alice Clayton. Nie zastanawiając się wpakowałam do koszyka, zapłaciłam i nadszedł czas oczekiwania na kuriera. 
Z Simonem Parkerem miałam do czynienia wcześniej, gdy seria „Coctail” weszła na nasz polski rynek. W dwóch pierwszych tomach w historii Wallbangera i Caroline zakochalam się momentalnie. Autorka skradła mi wtedy serce, jednak kiedy sięgnełam po trzeci tom „ Nie mów mi co mam robić” zawiodłam się. Nie porwał mnie jak dwa poprzednie, dodatkowo nawet go nie skonczyłam, ale w końcu i na to przyjdzie pora. 
„ Nie dzwoń do mnie” to cieńka lektura, na jeden wieczór. Dodatkowo drukowana dość dużą czcionką, przez co jest tylko wizualnie grubsza. Pozwolę sobie tutaj na marudzenie, ale mogłaby być dłuższa. Naprawde wciaga i po ostatniej stronie, miałam niedosyt. Nie tyle co historii, co bohaterów. Są bardzo sympatyczni, idealnie skrojeni do siebie i naprawdę ciekawi.

W tomie numer 4,5 są opisane losy bohaterów, ze wszystkich pierwszych książek, przez co na początku zgubiłam się kto jest kim, bo dwóch tomów nie przeczytałam. Jednak akcja toczy się głownie przy Simonie i Caroline. Czytelnik przeżywa razem z nimi ślub i poród znajomych tej pary, spotkania z  przyjaciółmi i pogaduszki o weselnych przygotowaniach. W końcu do Reynolds i Parkera dociera, że oni  sami też chcieliby w końcu stworzyć rodzinę. Oczywiście dochodzi do oświadczyn, które są opisane z pomysłem, ale zaraz po nich wszystko zaczyna się komplikować. 

Nie zdradzę tu nic więcej, bo lektura jest naprawdę króciutka i warto przeczytać ją samemu. Warto, jeżeli lubi się lekkie i wesołe książki, a także jeżeli jest się fanem Alice Clayton. Ma przyjemne pióro i czytając, można osiągnać napady śmiechu, aż do bólu brzucha. Jest tutaj chemia między bohaterami, jest akcja, która sprawia, że zaczyna się szybciej czytać, jest też humor. Seria „Coctail” pokazuje kunszt pisarski autorki, która potrafi połączyć to wszystko w jedną całość i stworzyć książkę, która dobra jest o każdej porze dnia i nocy.


                                                                                                                    Laure

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz