"PS. Nienawidzę Cię" - Winter Renshaw


 NARESZCIE!!!!!

Jeżeli jeszcze nie znacie Winter Renshaw to wydawnictwo EditioRed ma dla Was pierwszą książkę tej autorki. I już na starcie mogę Wam napisać, że jest to pozycja, którą musicie przeczytać! #fangirlhere

Maritza Claiborne pracuje w naleśnikarni, w której jest kelnerką. Zasada restauracji jest taka, że nikt nie może dostać więcej, niż jeden naleśnik, tym bardziej, że są one na tyle duże, że drugiego się nie wciśnie. Pewnego dnia do naleśnikarni przychodzi mężczyzna, który siada w stoliku, należącym do Maritzy w obsłudze. Już od samego początku mężczyzna jest lekko gburowaty i arogancki, ale Claiborne będąc zaprawioną z takimi typami, po prostu obsługuje go i udaje, że wszystkie odzywki i przytyki jej nie ruszają. Choć pierwsze spotkanie z Isaiahem Torresem nie należało do przyjemnych, drugie wcale nie było lepsze, bo dziewczyna obiła mu jego wymuskane stare Porsche. Chcąc nie chcąc poznają się bliżej, a kiedy Torres rzuca hasłem, że za tydzień wyjeżdża na misję, Maritza wpada na pomysł wspólnych siedmiu sobót – dni, w których będą spędzać czas razem i poznawać się, ale tylko na stopie przyjacielskiej.
Przyjacielskiej... jasne.

Książki Winter Renshaw łykam, jak prawdziwy pelikan. Choć są to pozycje, które nie wyróżniają się fabułą od innych romansów, coś mnie w nich urzeka. I jak nie jestem fanem delikatnych powieści, tak Renshaw ma mnie w każdej swojej książce. Jak zapytacie mnie dlaczego, to odpowiem Wam, że nie wiem, bo naprawdę nie mam pojęcia. Ale może, gdy sami przeczytacie „PS. Nienawidzę Cię” to zrozumiecie, co mam na myśli. Liczę, że tak.

Uwielbiam tę historię. W Polsce jest wybitnie mało książek, gdzie bohaterami są żołnierze, a szkoda. Zasadniczo to w ogóle w Polsce mało jest książek, gdzie bohaterowie robią coś innego, niż mafijne utarczki i boli mnie to strasznie.
„PS. Nienawidzę Cię” to pozycją, którą będę Wam polecać, jeżeli tylko chcecie odpocząć od gangsterów i mafiosów, a także jeżeli lubicie historie wesołe, aczkolwiek posiadające nutkę dramatu, bo taka też się tutaj znajdzie.

Bohaterowie u Renshaw nie są idealni. Zarówno Maritza, jak i Isaiah mają swoje demony. Większe lub mniejsze, ale nadal demony. Ich rodziny też nie są idealne i wyfiołkowane, a przede wszystkim nikt (wyrażę się teraz kolokwialnie) nie sra tu kasą. Oni po prostu zarabiają normalne pieniądze i normalnie żyją. I to też mi się bardzo podoba.

Z czystą przyjemnością przeczytałam tę pozycję jeszcze raz. Co więcej, muszę napisać, że książka po polsku brzmi bardzo dobrze i czyta się ją jednym tchem. Miło było wrócić do Isaiaha i Maritzy, chociaż po raz kolejny rozbudziła się we mnie chęć drugiego tomu, który w Polsce na razie jest tylko zapowiedziany. Czekam zatem na naszą wersję i mam nadzieję, że doczekam jej szybciej, niż zbiorę się na przeczytanie po raz kolejny w oryginale. A przy okazji, jakbyście nie wiedzieli, każdy tom trylogii opowiada o kimś innym.

„PS. Nienawidzę Cię” to historią, którą warto przeczytać! Ciepła opowieść o ultra optymistce i mężczyźnie zamkniętym w sobie. Przeciwieństwa się przyciągają, ale czasami trzeba trochę pracy, aby rzeczywiście złapały wspólny rytm. Czy Maritza z Isaiahem dadzą radę naprawdę się polubić? I o co chodzi z tytułowym „PS. Nienawidzę Cię”? Cóż, dowiecie się, gdy sięgniecie po tę pozycję. Ja polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu EditioRed.

Po drugiej stronie okładki

1 komentarz: