niedziela, 25 czerwca 2017

„Byłam dziewczyną z rewolwerem.”


Czasami do książek przyciagają nas autorzy, czasami okładki, a czasami opis z tyłu. W przypadku „Buntowniczki z pustyni” była to okładka i opis. Co lepsze, już czekam na 30 czerwca z niecierpliwością, bo okładka drugiego tomu, czyli „Zdrajcy tronu” okazuje się być ładniejsza od poprzedniczki, a opis tym bardziej przyciąga.

„Byłam dziewczyną z pustyni. Myślałam, że wiem co to żar.”

 Za górami, za lasami... żartuję, za wielką pustynią w małej, zapomnianej osadzie Dustwalk, żyje dziewczyna, której marzenia są o wiele bardziej wybujałe, niż praca w sklepie jej wujka.
Amani, bo tak jest jej na imię pragnie wyjechać z dala od rodziny do Izmanu – miasta, o którym opowiadała jej zmarła matka. Żeby marzenie stało się prawdą, dziewczyna potrzebuje pieniędzy. Porywa się więc, na zawody w strzelaniu nocą, w opuszczonym budynku. Konkurencja jest ogromna, szczególnie, że pojawia się na nich także obcokrajowiec.
Mężczyzna imieniem Jin.
Mężczyzna, który okazuje się być nie tylko dobrym strzelcem.
 
Chcąc nie chcąc, robiąc sobie na złość, Amani razem z Jinem wyruszają w podróż do Izmanu.
Przeżywając przygody, a także walcząc z samym sobą i niebezpieczeństwami dookoła, dowiadują się o sobie nowych rzeczy, które sprawiają, że ich punkt widzenia się zmienia. Marzenia schodzą na dalszy plan, gdy na horyzoncie pojawia się sprawa większej wagi.
Pytanie tylko: Jak wielkiej?


Brałam tę książkę jak tylko ją zobaczyłam, wcale nie dlatego, że okładka jest wytłoczona i pozłacana, ale dlatego że w opisie zobaczyłam pustynię i rewolwery. Już wtedy wiedziałam, że będzie to wybuchowa mieszanka podsypana miłością i pustynnym piaskiem, który przywędrował do mnie na samym początku i do końca nie chciał odejść.
I dobrze!


Świat przedstawiony w „Buntowniczce z pustyni” jest bajkowo narysowany, a bohaterowie są wykreowani z pasją. Amani jest dziewczyną, która ma cel w swoim życiu i wszystkie jej działania prowadzą do wprowadzenia marzeń w życie. Jin zaś jest chłopakiem, który swoją postawą pokazuje nie tylko odwagę, ale i głupotę, jaką jest ryzykowanie własnego życia, nawet jeżeli jest to tłumaczone dobrem większej sprawy.
Mimo to, po pierwszym tomie stał się nominowany do książkowego męża, ale dopiero po przeczytaniu drugiego tomu okaże się czy rzeczywiście spełnia wymagania, aby dołączyć do mojej zacnej grupki.


Kończąc, jestem naprawdę zafascynowana tą historią oraz dalszymi losami naszych bohaterów, szczególnie że Alwyn Hamilton strasznie namieszała na końcu, oczywiście na plus. Dobrze, że „Zdrajca tronu” pojawi się już 30 czerwca, bo cieżko tak czekać na kolejne spotkanie z Amani i Jinem.
Polecam Wam serdecznie tę pozycję, gdyż dzięki niej można wchłonąć w pustynny świat, gdzie człowiek wydaje się być stworzony z piasku, a magia już nigdy nie będzie postrzegana przez Was tak jak była, zanim przeczytaliście „Buntowniczkę z pustyni”. 


„Nowy świt. Nowa pustynia.”

3 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że nie będzie tak jak z Prawdodziejką. Nastawię się i nie będę mogła doczytać do końca. Oby to była dobra lektura!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doczytałam i czekam na kolejną część. Oby i Tobie się spodobała :)

      Usuń
  2. Twój opis jest wciągający. Skuszę się i zajrzę.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger