Dołączcie do Klanu.
P. Djeli Clark to autor, którego miałam okazję już czytać. Pamiętam też, że w zasadzie wyszło wtedy „50/50” w mojej ocenie. Po „Ring Shout” sięgnęłam, ponieważ patrzyła na mnie z półki wystarczająco długo. Czy autor „Władcy Dżinów” porwie mnie w krótkiej formie swojego pióra?
W roku 1915 Narodziny narodu rzuciły urok na całe Stany Zjednoczone. Dosięgły najtajniejszych głębi umysłów białych i spowodowały gwałtowny wzrost liczebności ohydnej organizacji o nazwie Ku Klux Klan. Teraz to właśnie oni jeżdżą po całym kraju, siejąc zamęt, strach i krzywdząc bezbronnych. Chcą sprowadzić piekło na ziemię, nawet jeżeli kukluxy mogą zginąć.
Na ich drodze staje grupa kobiet z ruchu oporu. Maryse Boudreaux i jej towarzyszki – snajperka z ostrym językiem i pochodząca z Harlemu weteranka Hellfighterów. Uzbrojone w miecz, kule i bomby tropią swoich prześladowców i wysyłają napotkane demony prosto do piekła, które ci chcieli osiągnąć. W Macron szykuje się jednak coś znacznie gorszego.
Wojna przeciw piekłu nabiera zupełnie innego znaczenia, a temperatura konfliktu rośnie.
Czy Maryse zdoła powstrzymać Klan zanim ten sprowadzi koniec świata?
„Ring Shout” to pozycja, w której nie brakuje akcji. A ta, jest w zasadzie od samego początku w tej historii. Nie wiem, czy ten skok na głęboką wodę nie jest spowodowany tym, że książka objętościowo jest po prostu bardzo krótka, a Djeli Clark chciał upchnąć tutaj, jak najwięcej elementów zarówno z horrorów, jak i fantastyki.
Historia demonów, które chcą zniszczyć świat, przeplatają się z historią Ameryki i prześladowaniami, wyzyskiem, niewolą i przemocą. No i sam Ku Klux Klan to w końcu motyw religijny. Bohaterki tej opowieści także są niczego sobie. Jak na tak krótką formę, autorowi udało się pokazać ich doświadczenie i mądrość.
Niestety książka jest dla mnie jednostrzałowcem. Wystała się swoje na półce, przeczytałam i raczej do niej nie wrócę. Była to lektura na jeden wieczór, całkiem przyjemna, ale nie wybitna. Wobec samego Djeli Clark jestem już nieco poniżej 50 procent, zatem jeżeli Wydawnictwo Mag sięgnie po kolejną lekturę spod pióra tego autora, trzy razy zastanowię się czy warto.
„Ring shout” jest książką dziwną. Wieje tu rasizmem i dyskryminacją. Biali są złem całkowitym w tej pozycji, zaś czarnoskórzy są oczerniani na każdym kroku. Historia, jak na tak krótką formę jest całkiem oryginalnie wymyślona, ale niestety wykonanie męczy podczas lektury. I tak, jak pisałam wyżej, na pewno drugi raz jej nie przeczytam, ponieważ „Ring shout” jest jednostrzałowcem, do którego po lekturze po prostu się do niej nigdy nie wraca.
