„Generacja K #3” - Marince Carteron



Czy czeka nas zagłada?

Miałam długą przerwę od drugiego tomu tej trylogii do trzeciego. Ale tak najwyraźniej miało być.
Co ciekawe, sięgając po trzecią część „Generacji K” poczułam się, jakbym wracała do starych przyjaciół, z którymi jeszcze nie skończyłam swojej przygody. I uwierzcie mi, szybko odnalazłam się w świecie, w jakim zostawiłam ich po lekturze drugiego tomu.

Istnienie chromosomu K nadal jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Ostatni genoforowie są osaczeni i wychodzi na to, że nie mają szans na ucieczkę. A skoro nie można uciec, to trzeba walczyć.
Nadchodzi czas, aby się zjednoczyć i stawić czoła wrogom. A przede wszystkim – kim tak naprawdę jest Pan?

Trzeci, finałowy tom „Generacji K” wrzuca nas w kontynuuację tego, co skończyliśmy w drugiej części. Kasandra, George i Enki rozumieją, że zostanie w mieście było ogromnym błędem. Osaczeni przez wrogów, muszą szybko myśleć, co mogą zrobić, aby poprawić swoją sytuację.
Są zmęczeni, ich myśli galopują, a oni sami mają trochę dość. Dość uciekania, dość walki, dość bycia oryginalnymi.

W ostatnim tomie dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Tak, dowiadujemy się kim jest Pan. Tak, niektórych czeka sprawiedliwość. Tak, w tym tomie autorka nadal zwraca uwagę na temat Ziemii i jej niszczenia, przez rodzaj ludzki. Cała ta trylogia pod przykrywką szukania szczepionki na wirusa i próby stworzenia społeczeństwa Homo superior, zamiast Homo sapiens, jest też ostrzeżeniem dla nas – ludzi, że świat chyli się ku zagładzie i to my jesteśmy temu winni.
I nie, palstikowe korki przy butelkach tego nie zmienią, jeżeli chcieliście zapytać.

Jako czytelnik, który w książkach widział niejedno, śmiało mogę stwierdzić, że „Generacja K” jest idealną trylogią dla nastolatków czy dzieci, które już mogą czytać „Harrego Pottera” chociażby. Nie ma tutaj przekleństw, historia wciąga od pierwszej strony, a bohaterowie choć młodzi, mają dość dorosłe spojrzenie na świat. Akcja jest wartka, fabuła trzyma tempo przez wszystkie trzy tomy.
Jakbym dostała tę pozycję za dziecka, to byłabym zachwycona. Zapewne wiele ważnych tematów, które tutaj są, wtedy by mi umknęły, ale nadal miałabym przyjemność z lektury. Teraz, kiedy jestem starsza ta przyjemność jest po prostu odrobinę większa, bo odbiór książki jest inny.

W „Generacji K” mamy wiele odniesień do mitologii, historii ludzkości czy mitów. Wprawne oko zauważy to bardzo szybko, a wszystko to zostaje tutaj użyte, aby opowiedzieć historię z pogranicza lekkiego sci-fi i fantastyki. Śmiało mogę stwierdzić, że cała trylogia „Generacja K” jest bardzo równa. Autorka trzyma swój rytm i styl pisania, nie mamy tutaj kolei górskiej, która raz zwalnia, aby wciągnąć nas na szczyt, a potem rusza i jest jazda bez trzymanki. Nic z tych rzeczy. Jest równo, stabilnie i cały czas coś się dzieje, ale nie na tyle, aby była z tego większa sensacja.

„Generacja K” to trylogia, której nie wstyd sprezentować młodemu czytelnikowi, który chce spróbować coś innego, niż podstawowe książki z gatunku fantastyki dla młodych. Jest to zdecydowanie powiew świeżości w klimatach fantastyki. Bohaterowie są sympatyczni, da się ich lubić, a historia wciąga od początku. No i te tajemnice, które trzymają nas w niepewności do samego końca. Bardzo mi się podobało.

copyright © . all rights reserved. designed by Color and Code

grid layout coding by helpblogger.com