Pages

wtorek, 12 maja 2026

„Monstressa. Tom piąty: Dziecko wojny” - Marjorie M. Liu & Sana Takeda


Słabo.

Żarło, żarło i zdechło. W sumie kiedyś musiało. Po czwartym, póki co jednym z moich ulubionych tomów „Monstressy” sięgnęłam płynnie po piąty. W tym tomie najlepsze co było, to zakończenie i sięgnięcie po kolejny.

FABUŁA

Wrogość, która pomiędzy ludźmi, a Arkanijczykami cały czas się tli, ponownie wybucha żywym płomieniem. Wojna się rozpoczyna i zaczyna obejmować cały, do tej pory znany świat. Maika Półwik pojmuje, że nowy konflikt może eskalować na kosmiczną skalę, ale póki co jej priorytetem jest przeżyć nadchodzącą bitwę.
Dziewczyna musi odłożyć wszystkie zdrady i problemy na bok, by bronić ufortyfikowanego arkanijskiego miasta Ravenny, który jest pierwszym celem na drodze wojsk Federacji Ludzi.
W trakcie walk Maika i jej przyjaciele będą zmuszeni do wyboru między sprawiedliwością a miłosierdziem, bezpieczeństwem a wolnością czy też rodziną a społecznością.
Ich wybory będą miały konsekwencje do końca ich dni.

OPINIA OGÓLNA

Piąty tom „Monstressy” jest póki co najsłabszym ze wszystkich, jakie miałam okazję przeczytać. Mimo wszechobecnej walki i brutalności, która poniekąd pcha fabułę do przodu, nie zauważyłam tu nic, co sprawiłoby, że dostalibyśmy chociaż jedną odpowiedź na wiele kłębiących się pytań.
Ten tom nie ma polotu poprzednich tomów i czytało mi się go o wiele gorzej, ponieważ w pewnym momencie zaczął mnie nudzić. Spojler: szósta część wróciła na dobre tory.
Miałam wrażenie, że autorki stwierdziły, że ten tom zwolni akcję, uzupełni brakujące rzeczy, ale też pokaże brutalniejszą część historii. Poniekąd tak było, ale „Dziecko wojny” to całkiem spory „zapychacz” całej opowieści.
Końcówka wzbudziła moje zainteresowanie do tego stopnia, że natychmiast sięgnęłam po szósty zeszyt komiksu. Jeżeli miałabym robić osobisty ranking wszystkich komiksów z „Monstressy” do tej pory piąty byłby ostatnim, a czwarty pierwszym.
W „Dziecku wojny” zabrakło wielu rzeczy. Liu nie pomyślała, aby połączyć wypełniacz fabuły z jakąś większą akcją, która będzie pchać fabułę, a Takeda ewidentnie zmieniła sposób rysowania w tym komiksie, jakby robiła to „bo musi”. Tutaj było słabiutko, ale już wiem, że szósty tom wraca na dobrą drogę, za którą tęskniłam podczas czytania tego zeszytu.