Pages

środa, 22 kwietnia 2020

„Strażnik Ognia” - J.C. Cervantes

 

Wróćmy do Majów.


Pamiętacie jeszcze „Posłańca Burzy”? To pierwszy tom przygód Zane'a Obispo, który zabrał nas w świat mitologii majańskiej. Ostatnio wydawnictwo Galeria Książki wydało kontynuację tej historii i oczywiście wiadomym jest fakt, że musiałam po nią sięgnąć, po tak świetnym pierwszym tomie. 

Mogłoby się wydawać, że Zane Obispo siedząc na ustronnej wyspie tropikalnej wśród przyjaciół i rodziny ma wielkie życiowe wakacje. Jednak nie wszystko wygląda tak, jak widzimy to z boku. Chłopaka frustruje nieumiejętność posługiwania się swoimi mocami, które odziedziczył po majańskim bogu Hurakanie, na którego potocznie woła „tata”. W dodatku między nim, a jego ukochanym psem Rosie zapanował dystans, bowiem przez poprzednie przygody Rosie stała się ogarem piekielnym i nie jest już tym samym zwierzakiem, co kiedyś. 
Wszystkie te zmartwienia Zane musi odłożyć na bok i rozprawić się z nimi później, gdyż najważniejszą rzeczą, jaką musi wykonać, to uratować swojego ojca z więziennej celi. 
A przy okazji pisania książki o swoich przygodach Obispo w niebezpieczną przygodę wciągnął inne dzieci półboskiego pochodzenia i teraz także na nie musi zwrócić uwagę. 
Czy chłopakowi uda się wykonać dwa prawie niemożliwe zadania w sekrecie przed bogami?

Pamiętajcie, że prawie robi różnicę. 
„Strażnik Ognia” wciągnął mnie w swój świat od pierwszych stron. Mimo że „Posłańca Burzy” czytałam kilka miesięcy wcześniej, wszystko z tamtej pozycji pamiętałam, także otwierając drugi tom odnalazłam się w nim od razu. Co więcej, muszę przyznać, że nie sądziłam, iż J.C. Cervantes da radę pociągnąć tę historię jeszcze bardziej pasjonująco, niż w pierwszym tomie i zostałam zaskoczona. Oczywiście pozytywnie. Dała radę! 

Zauważyłam, że nasi bohaterowie są nieco bardziej dojrzalsi, niż w pierwszym tomie. Zane ciągle boryka się z uczuciem do zmiennokształtnej Brooks i nie do końca wie, jak sobie z nim poradzić, a z dziewczyną przebywa prawie cały czas. Jego sytuacja z Rosie też nie należy do najlepszych i Obispo też nie wie, jak dojść do porozumienia z psem, który został ogarem piekielnym. Najważniejsze dla niego jest uwolnienie ojca z więzienia, a także opanowanie swojej mocy, którą dalej nie potrafi dobrze władać. 
Jego zachowanie jest bardziej poważne, przemyślane, chociaż oczywiście ma fragmenty, w których pozostaje starym, dobrym i lekkomyślnym Zane'm.

Co ciekawe, w „Strażniku Ognia” wróg staje się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. Nasi bohaterowie muszą uważać, komu ufają i powierzają swoje sekrety, bo nigdy nie wiadomo, czy nie obróci się to przeciwko nim. W tym wszystkim mamy jeszcze majańskich bogów, którzy potrafią zakręcić fabułą i zamieszać w niej do tego stopnia, że czasami nawet ja kręciłam głową, nie wierząc co czytam. 

J.C. Cervantes podołała i napisała świetną kontynuację „Posłańca Burzy”. „Strażnik Ognia” to pozycja, która rozwija na wyższy poziom historie Obispo i jego przyjaciół, a także wprowadza wiele nowych elementów. Co więcej, jeżeli oczy mnie nie myliły to na Goodreads widziałam, że trzeci tom też powstał, zatem czekam z niecierpliwością na zakończenie tej historii. 
Myślę, że się nie zawiodę, bo autorka pokazała, że wie, jak pisać kontynuacje, które są lepsze od pierwszego tomu. 

Za książkę do opinii dziękuję wydawnictwu