Pages

wtorek, 28 lutego 2017

Podsumowanie LUTY 2017


Czyli co przybyło, co ubyło do stosika

Pierwszy raz skłoniłam się do napisania podsumowania, więc wybaczcie mi jeżeli coś będzie źle.

Luty, jeżeli chodzi o zmniejszenie miejsca na półkach obfitował dość dobrze. 

Od Wydawnictwa EditioRed przyszły do mnie mroczny, aczkolwiek wspaniały „ Koszmar Morfeusza” K. N. Haner. Druga część skłoniła mnie do zakupienia pierwszego tomu, za który w marcu się zabiorę. 

Jeżeli mowa o zakupionych książkach, to tutaj dość skromnie. 


Raptem „Pieśń Dawida” i „Prawo Mojżesza” Amy Harmon. Dalej mam nadzieję, że nie będę żałować, chociaż „Making Faces” ujeło mnie okrutnie. 






Wydawnictwo SQN zasiliło moje półki trzema pozycjami: wspaniałe „ Zakazane życzenie” Jessicy Khoury, „ Moja walka/Twoja walka” Rondy Rousey oraz „Gdyby ściany mogłby mówić” Kenta McDilla. Wszystkie trzy są świetne, chociaż na pierwszym miejscu stawiam „Zakazane życzenie”. Zdecydowanie klejnot pośród książek.


W tym miesiącu głównie skupiłam się na molestowaniu czytnika i to właśnie na nim przeczytałam większość książek. Oba „Silvery” Kerstin Gier sprawiły, że bidulek musiał być dzień w dzień ładowany, aby przeżyć.



„Gwiezdny Wojownik” Katarzyny Bereniki Miszczuk, do którego podchodzilam z ogromnym sceptyzmem, okazał sie być książką idealną na rozluźnienie i odprężenie. 
Jak to ja, kiedy wyszła nowa książka Alessandy Torre „Love in lingerie” nie mogłam się oprzeć i musiałam po nią sięgnąć. Szczerze polecam. Jest to pozycja, którą chciałabym mieć w polskim wydaniu na półce.

Niezawodna Janet Evanovich wraz ze swoją „ Smakowitą piętnastką” sprawiły, że zapomniałam o zajęciach ( nie mówicie tego głośno). Kolejny tom czeka na przeczytanie już w marcu. 

Od wspaniałem Laurelin Paige dostałam prezent na czytnik pewnej nocy. Mowa tu oczywiście o nowelce, która jest wstępem do jej kolejnej serii „ Dirty Filthy Rich Boys”. Z niecierpliwością czekam na 27 marca, albo i wcześniej. 

Najwiekszymi nieporozumieniami w tym miesiącu okazały się: „Niepiękna” Madeline Sheehan oraz „To co skomplikowane” Samanthy Young. O ile ta pierwsza jeszcze potrafiła mnie wciągnąć i bronić się, tak ta druga to kompletne dno, jeżeli chodzi o moją skromną opinię. Nie polecam. 

Podsumowywując w lutym przeczytałam 12 książek, co daje 3869 stron. Niezły wynik, ale trzeba wziąć pod uwagę, że uczyniłam sobie maraton 7 książek w 7 dni. Może w marcu uda się pobić, chociaż troszkę powątpiewam. 

To tyle ma luty. Jeżeli macie jakieś rady dla mnie jak robić podsumowanie, z wielką chęcią poczytam w komentarzach i mam nadzieję, że uda się je zastosować w kolejnym miesiącu. 

Przypominam też o konkursie :) Czas tylko do soboty. 

PS. Artysta ze mnie żaden, wiem.
PS2. Nie zrobiłam zdjęć wszystkim książkom tutaj wymienionym, gdyż wiekszość z nich mam na czytniku.

Laure