środa, 10 stycznia 2018

Gdy ofiara zmienia się w oprawcę - „Córka Króla Moczarów” Karen Dionne


Będąc w lesie pewnie nie raz nie dwa widzieliście puste, (ale czy na pewno?) chaty stojące pośrodku niczego. Nie zastanawialiście się nigdy czy ktoś tam kiedyś mieszkał? 
Albo czy mieszka, ale się ukrywa?

Helena została poczęta, kiedy jej matka miała szesnaście lat. Dziewczynka wychowywała się na moczarach, a jej ojcem był Jacob – Król Moczarów. Matka głównej bohaterki została podstępem porwana, kiedy miała czternaście lat i przez kolejne czternaście lat była więziona w chacie znajdującej się na odludziu. Helena od dziecka uczyła się wszystkiego, co powinna wiedzieć, aby przetrwać. Jej ojciec, każdego dnia przekazywał jej wiedzę o zabijaniu, polowaniu, skórowaniu i poznawaniu terenu, na którym żyli. Helena chłonęła tę wiedzę jak gąbka, jednak nie wiedziała, że jej rodzina nie do końca jest normalna.
Nie wiedziała, co ojciec, który był dla niej wzorem zrobił, ani że tak naprawdę spełniał na niej swoje marzenia.
Wraz z jego ucieczką z więzienia, wszystko się jednak zmieniło.

„Psychologiczny element kontroli nad drugim człowiekiem oddziałuje równie silnie jak fizyczny ból, który można zadać (...).”

Okładka tej książki jest hipnotyzująca. Cała. Ten domek pośrodku traw nad jeziorem to miejsce, w którym w sumie sama chciałabym się znaleźć, ale na tydzień, góra dwa, aby odpocząć od świata i elektroniki, bo jak wiadomo teraz ciężko wytrzymać dłużej bez dostępu do informacji. 
Przyznam, że zanim zabierałam się do lektury to długo podziwiałam okładkę. W dodatku „Córka króla moczarów” wystała się u mnie w kolejce przez dłuższy czas, co potwierdza fakt, że recenzja jej jest w 2018 roku, nie zaś 2017. 
Szczegóły. 

Od samego początku widzimy Helenę, której dzieciństwo przewija się z rzeczywistością, kiedy kobieta jest dorosła, ma dzieci i męża oraz stara się zapomnieć dawne czasy, aby żyć tym, co jest tu i teraz. 
Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, kiedy pewnego dnia włącza telewizor i widzi wiadomość o ucieczce groźnego więźnia. Jej ojca. 
Kobieta wie, że prędzej czy później będzie musiała stawić mu czoło, więc po nieprzyjemnej rozmowie z policjantami i mężem udaje się na poszukiwanie ojca, aby raz na zawsze się z nim rozmówić. 

W końcu uświadomiłam sobie, że tropienie przypomina czytanie. Znaki to słowa. Trzeba połączyć je w zdania i wtedy opowiedzą historię jakiegoś zdarzenia w życiu zwierzęcia, które tędy przechodziło.”

Autorka sprytnie powiązała przeszłość z teraźniejszością. W sumie mogłabym się pokusić o stwierdzenie, iż mamy w tej książce dwie odrębne historie, które idealnie się ze sobą splatają, aż prowadzą do końca. Świat przedstawiony w powieści jest zaskakujący. 
Moczary są dla nas podmokłymi terenami, w które nikt chętnie się nie zapuszcza. Helena została na nich wychowana i znała ich każdą słabość. Opowiada o nożach, pojęciami specjalistycznymi oraz o codzienności, jaką przeżywała za dziecka: zastawianiu sideł, zabijaniu jeleni, chodzeniu po twardym lodzie zimą i łowieniu ryb. Dodatkowo mamy okazję poznać techniki survivalowe, aczkolwiek są one tutaj w mniejszości. Jakby ktoś chciał poradnik przeżycia, to by w niego zainwestował. Tutaj chodzi o to, aby „Córkę króla moczarów” czytało się po prostu dobrze. 

Nie ukrywam, że sposób, w jaki opisane zostało życie Heleny i jej matki jest wykonane mistrzowsko. Brak prądu, bieżącej wody, czy normalnej toalety to rzeczy, bez których w dzisiejszym świecie ciężko jest przeżyć. Owszem, da się. Tylko, po co skoro mamy to na wyciągniecie ręki?
Ciekawym zabiegiem była relacja Heleny, kiedy obie z matką znalazły się w cywilizowanych czasach, między ludźmi. To, że jej matka nie potrafiła zrozumieć, że nie jest już czternastolatką tylko dorosłą kobietą, a także to, że obie miały osłabione organizmy od bakterii i zarazków będących wszędzie, dookoła, czego na moczarach nie odczuwały. To tylko pokazuje jak nasze codzienne środowisko znacząco różni się od leśnego, gdzie natura jest głównym użytkownikiem, a nie człowiek. 

„Nie po raz pierwszy będę tropiła ojca, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby to było po raz ostatni.”

Autorka w swojej książce stworzyła bohaterów o skomplikowanej psychice. Wszystkie trzy portrety, matki zastraszonej i będącej na przegranej pozycji, ojca tyrana, który decydował dosłownie o wszystkim oraz dziecka uważającego, że wszystko jest normalne, dopóki nie dowiedziało się jak relacja rodziców wygląda naprawdę są pokazane tutaj w sposób wyrazisty i brutalny. Dodaje do niezwykłego pazura całej książce i wciąga Czytelnika jeszcze bardziej.

Kończąc napiszę, że GRZECHEM jest NIE PRZECZYTANIE „Córki króla moczarów”. Żałuję, że książka wyleżała się u mnie tak długo, ale z drugiej strony, kiedy już po nią sięgnęłam wiedziałam, że nie będę żałować i nie myliłam się. „Córka króla moczarów” to thriller, który nie pokazuje przemocy i śmierci. On „żłobie” dziurę w mózgu czytelnika pokazując aspekty psychologiczne oraz zachowanie ofiary.
Jest to pozycja, która wciągnie Was od pierwszej strony, wymiętoli w trakcie i wypluje na koniec w głębokim szoku nawet, jeżeli historia sama w sobie jest przewidywalna.

Serdecznie dziękuje za egzemplarz do recenzji wydawnictwu


3 komentarze:

  1. Bardzo zaciekawiła mnie ta książka dzięki Twojej recenzji.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po obejrzeniu Stanger Things raczej bym nie zbliżał się do "opuszczonych chatek". :P

    Swoją drogą opisy są bardziej naturalistyczne, czy jednak stonowane? Głównie chodzi mi o tę kreację życia bez dobrodziejstw współczesnego świata, bo to mi od razu nasuwa możliwości, jakie daje naturalizm.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie jeszcze ta książka czeka na przeczytanie, mam nadzieję, że niedługo nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger