piątek, 21 lipca 2017

„You’re my midnight thought and my 11:11 wish”


Przymierzałam się do tej książki juz jakiś czas temu, a mając ją na czytniku i widząc jej okładke, w końcu na chwilowym wolnym od książek papierowych wzięłam się za najnowszą propozycję Mii Asher „Love me in the dark”.

I wiecie co? Bardzo chciałabym mieć ja na półce.


Valentinie wydwało się, że poślubienie Williama jest darem losu. 12 lat małżeństwa jednak zostało zaprzepaszczone jednym wybrykiem Williama w ich rocznicę. Kobieta jednak postanowiła wybaczyć swojemu wybrankowi i być z nim dalej. On zaś obiecując, że to się więcej nie powtórzy oraz chcąc odzyskać zaufanie żony wynajął apartament w Paryżu i zaplanował wakacje. Wakacje, które mają skleić ich związek ponownie.
Jednak praca nie pozwala Williamowi pojechać razem z Valentine do miasta miłości. Kobieta nie odpuszcza i postanawia sama spędzić czas w Paryżu... okazuje się, że sąsiad w apartamentowcu, w którym Val się zatrzymała ma inne plany wobec niej. 
Niewinne spotkania prowadzą do wzburzonego uczucia, z którym Valentina musi się zmierzyć, myśląc ciągle o mężu.
William też nie jest święty, a pod nieobecność żony potrafi pokazać swoje najgorsze oblicze.

Strasznie, ale to strasznie  podobała mi się ta książka! Muszę Was ostrzec, że teraz będą same „ochy” i „achy” na jej temat.
Niepozornie zaczynająca się opowieść, zmieniła się we wciągającą historię, którą przeżywałam emocjonalnie do tego stopnia, że fragmentami miałam ochotę wyrzucić czytnik za burtę i zapomnieć o tej książce. 
Poważnie, wszystko przez to, że Mia Asher działa na serducho. Działa i to bardzo.




„My body is here. It appears whole. But there’s nothing inside. She took it all with her when she left.

The air in my lungs…
The beating of my heart…”



Bohaterowie mają problemy,a ich myśli, które możemy przeczytać nie należą do najłatwiejszych. Autorka postawiła przed nimi decyzje, które wymagają poświęcenia i podejmowania po dogłębnym przemyśleniu. Nic tutaj nie jest proste poza miłością oraz szczęściem, jakie Valentina poczuła bedąc w Paryżu. Już czytając sam początek zaczęłam czuć współczucie i smutek, aby przemieniło się to w radość, a następnie w żywą wściekłość (zastanawiam się, czy to tylko ja reaguję na krzywdę bohaterów tak emocjonalnie. Też tak macie?).

Pozycja warta przeczytania i wbrew temu co napisałam, można się przy niej zrelaksować. Czyta się przyjemnie i szybko, a język angielski nie jest tutaj problemem, gdyż komuś  kto normalnie próbuje swoich sił w obcojęzycznych książkach podstwowe słownictwo jest raczej znane. Męczyć mogą francuskie wstawki, które o dziwo nie zostały przetłumaczone, ale od czego jest tłumacz? Chociaż jak mam być szczera to można się domyślić o co chodzi, no i z drugiej strony nie ma ich aż tak dużo, żeby to było kłopotliwe


W „Love me in the dark” przykłuwająca oko okładka, łączy się z interesującym wnętrzem stuprocentowo. Gwarantuję Wam, że nie będziecie żałować. 


PS. Grafika poniżej wyszperana w  internetach.



4 komentarze:

  1. Z Twojej recenzji książka wydaje się interesująca a znając inne powieści Moi Sheridan można się tego spodziewac.Mam nadzieje ze jakies polskie wydawnictwo zainteresuje się ta książka i zostanie ona wydana i nas ��

    OdpowiedzUsuń
  2. No i miałaś rację :) kolejna książka trafia na moją listę Twoich polecajek, które muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam :D Widzisz, mówiłam Ci że ta będzie

      Usuń
  3. Muszę przeczytać wreszcie książki tej autorki! Zabieram się za nie bardzo długo i ciągle odkładam je na później. :/
    Zostaję na dłużej. :D
    Buziaki,
    StormWind z bloga cudowneksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger