niedziela, 9 lipca 2017

„Szczęście wisi w powietrzu, więc nie wahaj się go użyć.”



5 lipca swoją premierę miało nowe wydawnictwo w naszym kraju. Mowa tutaj o Wydawnictwie Lira.
Przygotowali na sam początek dwie książki, które otrzymałam i jedną z nich już zdążyłam przeczytać. 
Zapraszam Was zatem na moją opinię o „Przebudzeniu Lukrecji”.

Autorka ksiażki interesuje się fotografią i jest blogerką. Czytając jej książkę, odniosłam wrażenie, że główną bohaterkę książki, czyli Lukrecję wzorowała właśnie na samej sobie. 
Zacznijmy jednak od początku.

„Walcz w to, w co wierzysz, i pozwól fali płynąć.”

Lukrecja znudzona i zmęczona życiem we Włoszech, pracą ze żmijowatym szefem postanawia zmienić wszystko i wrócić do Polski, a konkretnie do stolicy. Powiadamia o tym przyjaciółkę, która postanawia ją przygarnąć do siebie, zwalnia się z pracy w Mediolanie i kilka dni później jest już na polskiej ziemi na lotnisku w Warszawie. 
Jej przygoda ma się dopiero zacząć, gdyż kobieta jest czterdziestoletnią singielką i pragnie znaleźć tego odpowiedniego mężczyznę na całe swoje życie. Dodatkowo mimo, że twierdzi iż nie wierzy w horoskopy i karty tarota, przez całą ksiażkę, przewijają się wróżby, które nasza bohaterka interpretuje w różny sposób. Dość często ten najbardziej negatywny.
Poznaje przez przypadek Cezarego, który zwraca jej uwagę i singielka zaczyna wierzyć, że to ten jedyny stworzony tylko dla niej. 
Coż... rzeczywistość okazuje się być inna, a w dodatku nie tylko Lukrecja ma problem z mężczyznami, gdyż jej przyjaciółki – jedna z Włoch, druga z Polski także nie mają urokliwego życia miłosnego. 

Muszę przyznać, że czytając perypetie bohaterki troszkę jej współczułam, ale tylko troszkę. Wciągnełam się w tę lekturę, głównie dzięki opisom zapachów i potraw. Autorka pisząc o perfumach, bądź o jedzeniu, które Lukrecja przygotowywała sprawiała, że moje ślinianki zaczynały pracować, a pod nosem czułam zapachy przypraw i kwiatów. Było to tak żywe i prawdziwe, że sama byłam zaskoczona intensywnością moich wyobrażeń. Właśnie te opisy zasługują na największy plus tej pozycji. Dodatkowo bohaterka wpada na pomysł prowadzenia bloga, którego połączenie jej historii z życia z potrawami jest barwne i pomysłowe.

Zdecydowanie jest to literatura obyczajowa, z nutką romansu, który jednak jest wpleciony tylko delikatnie. Przyjemnie się to czyta, lekko i szybko. Warto zwrócić uwagę na tytuły rozdziałów, które nie są banalne i oklepane, ale naprawdę porządnie dopracowane. 
Warto sięgnąć po tę pozycję. Jest idealna do poczytania, bez głębszego skupiania się, czyli na wakacje na plaży czy w górach mając w tle piękny widok, można się rozkoszować przygodami Lukrecji i jej przyjaciółek. 

„ Natura nie życzyła sobie, byś patrzyła na to, co minęło. Lukrecjo, do boju!”

Dziękuję za egzemplarz do recenzji Wydawnictwu Lira.

7 komentarzy:

  1. Jeju naprawdę fajna książka 😃 osobiście kocham czytać! Na pewno kiedyś się z nią zapoznam 😃
    Pozdrawiam
    www.swiatwedlugidoli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka idealna na lato, lekka i niewymagająca. Może kiedyś się skuszę😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z poprzedniczką: książka brzmi idealnie na lato ;) Myślę, że się skuszę :D

    Pozdrawiam
    http://swiatraven.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę zainteresować się tym nowym wydawnictwem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie, może w wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli książka idealna kiedy chce się człowiek trochę oderwać od codziennego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi bardzo spodobała się ta książka. Była lekka i przyjemna, napisana ciekawym językiem.

    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję do mnie zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger