środa, 7 czerwca 2017

Do czego byłbyś zdolny gdybyś wiedział, że umierasz?



Są takie książki, które potrzebują czasu zanim wyda się o nich opinię. Mózg potrzebuje dojrzeć, przetrawić to co się w niej wydarzyło, aby mógł się na jej temat wypowiedzieć. „Życie na podglądzie” Lena Vlahosa, jest właśnie taką książką.



Tematyka nowotworów i cała ta otoczka z nimi związana, w każdej lekturze jest jednocześnie ciekawa, ale też trudna do ogarnięcia. Ja osobiście chociaż do lekarza mi daleko, jestem zafascynowana nowotworami (nie zrozumcie mnie tutaj źle,to tylko fascynacja z punktu medycznego), ale też z drugiej strony zastanawiam się jak czuje się człowiek, który wie że zostało mu niewiele życia. Ciekawi mnie jak nowotwór się rozwija i dlaczego się w ogóle pojawia. 

Sięgając po „Życie na podglądzie” uprzednio przeczytawszy opis wiedziałam mniej więcej czego mogę się spodziewać. Coż... okazało się, że to jednak było mniej, niż więcej, a pozycja sprawiła że ciagle kręciłam głową niedowierzając we wszystko co było tam napisane. 

Poznajemy Jareda Stone’a, który pewnego dnia będąc na tomografii mózgu dowiaduje się, że ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia. Ten rodzaj nowotwora sprawia, że pacjenci nie są w stanie przeżyć kolejnych 12 miesięcy. Tutaj moja ciekawa osóbka, zatrzymała się i poszła szukać informacji o tym rodzaju nowotwora. Z racji, że nie są to miłe rzeczy pozostawię to w mojej głowie i się z Wami nie podzielę. 



Jared chcąc zabezpieczyć rodzinę po swojej śmierci zaczyna myśleć nad czymś co przyniesie im dużo pieniędzy. Wpadna na pomysł (genialny!) i wystawia swoje życie na eBayu, proponując w ofercie, że ten który go kupi będzie mógł z nim robić co tylko będzie chciał. 
I tutaj następuje przejście do całkiem innych bohaterów - ludzi którzy są zainteresowani aukcją i zaczynają myśleć jak zebrać pieniądze, a każdemu z nich przyświeca inny cel. 


Jackie Stone, starsza z córek Jareda dowiaduje się o chorobie ojca właśnie z internetu. Jest to dla niej do tego stopnia niepojęte, że dziewczyna zamyka się w sobie i jakby odtrąca wiadmość o tym, że jej tata jest chory i że niedługo zabraknie go na tym świecie. Dziewczyna jest typową samotniczką, która nie ma znajomych w szkole, a otwiera się tylko witrualnie przed kolegą z Rosji Maksem. Jej siostra, Megan jest osobą całkiem przeciwną do niej. Otwarta, wesoła, ciesząca się popularnością młodsza z córek, gdy dowiaduje się, że ojciec podpisał kontrakt na reality show z ich życia, myśli o powiekszającej się sławie.


Z dniem, z którym kamery i ekipa telewizyjna wchodzą do ich domu, życie rodziny Stone’ów przemienia sie w piekło i więzienie, a Jared powoli odchodząc z tego świata i tak nie reaguje na to wszystko, co zafundował swojej rodzinie. 

Nie ma tutaj jednego bohatera. Cała rodzina Stone’ów bierze udział w tej opowieści. I nie tylko oni, ale też osoby poboczne, które chciały wziać udział w licytacji. Możemy zauważyć nie tylko odczucia samego chorego, ale też jego rodziny, to jak każda z kobiet jego życia przeżywa śmierć ojca i męża inaczej. 
Ciekawym zabiegiem, za który składam autorowi pokłon jest antropomorfizacja glejaka. Fragmenty poświecone nowotworowi, który na dobre gości w mógzu Jareda, żywiąc się nim samym są tak realne, że to tutaj głównie kręciłam głową. Nigdy nie spotkałam się z czymś takim i teraz nie potrafiłam tego ogarnąć. Było to jednak ciekawe doświadczenie, bo autor naprawdę musiał włożyć sporo siły, aby glejak miał cechy ludzkie. 

„Życie na podglądzie” jest książką ciężką, nie ukrywam. Ciężką, ale też piękną. Pozwala dostrzeć jak ludzkie życie jest kruche, jeżeli zostanie zaatakowane przez nowotwór i jak szybko chory niknie w oczach, zanim umrze. Dodatkowo skłania do przemyśleń, czy warto silić się na głupie pomysły ze sprzedawaniem samego siebie w internecie, zamiast spędzić ten czas w zaciszu z rodziną i odejść z uśmiechem na ustach. Poruszone zostały tu tematy eutanazji, która do dziś jest kwestią dyskusyjną.

Życie -  jego własne, Jareda, wszystkich – samo w sobie nie ma znaczenia. Po prostu jest. Teraz widział, że wartość życia mierzy się tylko tym, w jaki sposób się je wykorzysta.”

Wiecie co, polecam. Naprawdę polecam Wam tę książkę, z racji że czasami warto przeczytać coś co da nam do myślenia o naszym życiu. Czy rzeczywiście warto każdego dnia biec i gonić za pieniądzem, zamiast usiąść i odpocząć, albo wybrać się wieczorem z rodziną na spacer. W końcu pieniądze potrzebne są do życia, ale to rodzina daje nam poczucie szczęścia i bezpieczeństwa, którego pieniądze nigdy nam nie dadzą. Tak samo jak nigdy nas nie pokochają, a osoby z którymi jesteśmy powiązani juz tak.


Dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji wydawnictwu Media Rodzina

4 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie. Jak tylko znajdę chwilkę to sięgnę po tą książkę.
    Pozdrawiam
    Sassy Girl

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna recenzja. Właśnie dlatego lubię odwiedzać blogi zeby odkrywać takie perełki. Lubię taka tematykę i czasem mam ochotę na cos co da do myślenia. Z pewnością sięgnę po te pozycje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam serdecznie, naprawdę warto:) Też byłam jej strasznie ciekawa i opłaciło sie!

      Usuń
  3. Wow, nie słyszałam o tej książce, ale bardzo zaintrygowała mnie Twoja recenzja. Koniecznie muszę się za nią rozejrzeć! Mimo, że częściej czytam lekkie książki, nie cofam się też przed książkami podejmującymi trudne tematy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger