niedziela, 14 maja 2017

"Krew i Stal" - Jacek Łukawski





Skuszona recenzjami innych blogów, postanowiłam sięgnąć po „Krew i Stal” Jacka Łukawskiego z Wydawnictwa SQN. Książka przyszła do mnie bardzo dawno, ale dopiero ostatnio się za nią wzięłam.
Jak wyszło?

No właśnie, okazało się bowiem, że nie jest to pozycja dla mnie. Przeczytałam kawałek i zrobiłam „meh”. Chyba zdecydowanie bardziej wolę wybujałą fantastykę, erotyki i biografie ciekawych osób. 
Co więcej, oddałam „Krew i Stal” mojemu Lubemu, który stwierdził, że jak ja nie dałam rady to on da. 
Muszę Wam powiedzieć, że nie kłamał. 
Dał radę, a to co poniżej przeczytacie to jego opinia o tej pozycji. Tutaj muszę uprzedzić, że nie ostatnia na tym blogu. 

Świat słowiańskich bestii i skutków wielkiej magii. Arthorn zostaje wysłany na tajną misje. Ma sformować odział i wyruszyć w głąb Martwej Ziemi. Wielkich połaci terenu, gdzie nic nie jest w stanie przeżyć –brzmi tajemniczo, prawda?

Ciekawy świat mający korzenie w słowiańskiej mitologii, ważna misja, tajemnica i podróż. Są to składniki, z których można stworzyć bardzo smaczną potrawę. Niestety, Jacek Łukawski zapomniał tego swojego dania doprawić. Tak jak zupa bez soli i pieprzu wyda się jałowa i nijaka, tak historia bez bohaterów, którzy będą nas interesować okaże się pusta i nieciekawa.

Jest wiele książek fantasy, które nie wybijają się konstrukcją świata, skomplikowaniem lub mitologią. Wręcz przeciwnie, są pełne schematów i wątków, które już kiedyś czytaliśmy. Lecz mimo tego można je dosłownie „pochłaniać”, za sprawą kunsztu operowania językiem przez pisarza oraz pełnokrwistych postaci, których los nie jest nam obojętny. I tych elementów najbardziej brakowało mi w „Krwi i Stali”. Co z tego, że świat Krainy Martwej Ziemi wydaje się ciekawy, gdy bohaterowie mnie nie obchodzą? Co da zwrot fabularny, gdy nie wywoła u mnie emocji? Coż mi po intrydze, gdy brakuje opisom polotu, a wypowiadane dialogi brzmią sztucznie i nie pasują do mówiących je postaci?

Nie chcę powiedzieć, że to jest zła książka. Nie jest głupia, nie obraża inteligencji Czytelnika. Jednak jednocześnie nie mogę również jej nikomu polecić, przez jej nijakość. Częstą nudę i sztywność dialogów. Sam musiałem się zmuszać do dalszego czytania. Zabrakło czegoś, która by zachęcała do dalszej lektury. Czegoś co pozwoliłoby się książce wyróżnić i zapaść w pamięć. Rozbudzić emocje i pozwolić przywiązać się do bohaterów. Warto jednak pamiętać, że jest to powieść debiutancka i jestem bardzo ciekawy jak sam Łukawski się rozwinie, gdyż pomimo sporej ilości wad czuć jednak potencjiał. 
Szkoda, że zabrakło tego czegoś.

Dziękuję Wydawnictwu SQN za egzemplarz do recenzji.

Laure


4 komentarze:

  1. Nie dziwię Ci się, że nie dałaś rady: ja ogólnie na książce baardzo się zawiodłam. Czytałam tony dobrych opinii, wiec liczyłam, że będzie cudownie, a wyszło - w sumie jak Twój chłopak napisał - bardzo nijako. Często dość toporny język, grupowy bohater i fabuła polegająca na bieganiu z punktu z punkt jednocześnie to nie jest dobre połączenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dosłownie określiłaś to idealnie.

      Usuń
  2. Widźę, że ksiązka ogólnie słabo wypadła. Czasami i takie się trafiają, sama się z tym borykałam jakiś czas temu.
    Ta raczej nie w moim guście więc odpada :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie ma nic gorszego, niż sztywne dialogi. Chciałam ją przeczytać, ale chyba chwilowo sobie ją odpuszczę

    Pozdrawiam
    <a href="https://toreador-nottoread.blogspot.com'> To Read Or Not To Read </a>

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Po drugiej stronie okładki , Blogger