niedziela, 28 maja 2017

K.N. Haner - "Na szczycie. Nieczysta gra"



Po tamten dzień, nie wiedziałam co to znaczy kac książkowy. 
Teraz już wiem. I nie jest fajnie, bo stosy czekają, a ja mam ochotę zwinąć się w kłębek i płakać, że w październiku dopiero kolejna część.

Miałam przyjemność wraz z dwoma pierwszymi tomami serii „Milość w rytmie rocka” otrzymać też trzeci. Trzeci, który ma wyść 14 czerwca na nasz rynek. Pisałam Wam o tym, jakie to szczęście posiadać kolejny tom cyklu i wiecie co? Nie zazdroszczę Nam czekania na czwartą cześć. Nie zazdroszczę, bo to będzie cholernie długie wyczekiwanie.


Po wydarzeniach, które przygotowują nas do ślubu Sedricka i Rebecki z drugiej części w końcu następuje TEN dzień. Dzień, w którym Staton staje się Mills. Muszę się Wam przyznać, że podczas ślubu myślałam, że wpadną antyterroryści i zniszczą całą uroczystość. Ale nie... na szczęscie nic takiego się nie stało. Nasi kochankowie zostają małżeństwem i jadą na tydzień miodowy. Sed obiecuje nie pracować, jednak telefony działają i ludzie dzwonią. Praca nie wybiera. 
Para jest w sobie zakochana i na każdym możliwym kroku to pokazuje. 



„ Był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam. On sprawiał, że się uśmiechałam i chciałam być lepsza.”


W życiu innych członków zespołu także dużo się zmienia. Na lepsze. Możemy zobaczyć ich świat i życie, a nie tylko skupiać się na nowożeńcach. Po wolnym Sed wraz z chłopakami musi wrócić na trasę koncertową, a Reb zostaje postawiona przed faktem, iż zostaje w domu z Jenn, Jess, Julką i uroczą Charlotte. Chcąc, nie chcąc zgadza się na to, ale nie jest zachwycona. 
W sumie... nie dziwię jej się. 

Wszystko jest pięknie i można by rzec, że będą żyć długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że nieobecność Seda sprawia ból Reb, a on sam bez niej tez nie trzyma się najlepiej. Dodatkowo problemy sprawiają osoby z zewnątrz, które chcą wtargnąć do ich życia. 
Beztroskie życie zaczyna się... psuć. 

Jestem rozbita. 
Jestem bardzo rozbita.
Po przeczytaniu ostatnich zdań podniosłam głowę, rozglądnełam się za chusteczką i stwierdziłam, że mam omamy wzrokowe i źle doczytalam. Przeczytałam ponownie zakończenie i zawyłam w chusteczkę mocniej. Moje serce biło tak szybko, jakbym przebiegła maraton, a przecież czytałam tylko ksiażkę. 
Nie wiem jak Kasia Haner to robi, że chwyta swoimi pozycjami moje serce w garść za każdym razem. Nie mam zielonego pojęcia, ale lubię to, mimo że to boli to taki przyjemny ból. 

„Na szczycie – Nieczysta Gra” to rozdzierająca serce historia, która sprawia, że radość miesza się z cierpieniem. Historia, która pobudza wszystkie końcówki zmysłów tylko po to, aby je przypalić i zabić. Ta część przyprawi Was o bóle serca, bóle głowy, przewracanie się z jednego boku na bok i niemożność snu. Będziecie rozmyślać o niej cały czas, kreować różne wizje „ co by było gdyby...”, a wszystko co wymyślicie i tak zostanie zdeptane. 

Jeżeli mieliście rumieńce podczas czytania dwóch poprzednich tomów serii „Miłość w rytmie rocka” to teraz gwarantuje Wam, że będziecie bardziej czerwoni niż buraki. I uwierzcie mi, nie czytajcie tego przy mężu, chłopaku czy kochanku, bo jeszcze jemu przyjdzie ochota na takie zboczenia. A wtedy, nie zwalajcie winy na mnie, bo ostrzegałam. Opisy seksu są delikatne ( w większości ), niektóre zwalają z nóg, a czasami to i nawet krzesło nie pomoże, bo też mu się nogi połamią z zaskoczenia i wyrżniemy tyłkiem na ziemię. Autorka doskonale wie co w trawie piszczy i daje nam emocje nie z tej ziemi, których nigdzie indziej byśmy nie znaleźli. 

„ Czy kiedykolwiek wcześniej przeszło mi przez myśl, ze mój facet będzie odsobieniem kobiecych fantazji? Polączeniem gwiazdy rocka,niegrzecznego chłopca i zadziornego słodkiego drania? Nie, ale wtedy już wiedziałam, że nie zamienię go na żadnego innego. Nigdy.”


Bohaterowie jak zawsze są dla mnie, niemalże prawdziwi. Specyficzni, ludzcy, posiadający uczucia i emocje i potrafiący to wykorzystać. Znowu miałam ochotę zrobić popcorn, usiąść na kanapie w salonie domu Millsów i patrzeć na nich wszystkich. Już sama nie wiem dlaczego, ale jest jedna rzecz, której jestem pewna. Simon – zdecydowanie wrzucam go do listy moich książkowych mężów. Wam zostawiam reszte zgraji. Jego nie oddam. 

Nie wiem co napisać w zakończeniu. Wiem, że powinnam dać Wam radę. Kupcie zapas chusteczek, weźcie wolne na jeden dzień od rodziny i pracy, dodajcie do tego termos z czarną, mocną kawą i najlepiej tabletki ziołowe, a jak ktoś nie pije kawy to melisę. Uwierzcie mi, przyda się. Naprawdę. 

A ja teraz zwinę się w kłębek na łożku i postaram się pozbierać odłamki mojego serduszka, aby skleić je z powrotem w jedną całość. Może do października się uda. 

„Ja i on – już na zawsze. Z nikim nie będzie nam lepiej. Nikt nie był w stanie pokochać go bardziej niż ja i nikt nie był w stanie pokochać mnie bardzie niż on.”


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Novae Res

7 komentarzy:

  1. Recenzja bardzo mi się podobała, ale ta książka to nie moje klimaty niestety, zdecydowanie zostaje na dłużej by mieć cię na oku (oczywiście w żartobliwy sposób)
    A ja również zapraszam do siebie: https://gosiaandbook.blogspot.com/
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy tak mówi, że nie jego klimaty, a potem jak coś zaczyna to tak wsiąka że nie może się oderwać :)
      Zapraszam zapraszam :)

      Usuń
  2. Świetnie, że pomimo tego, iż to kolejny tom, to jednak książka nie zawodzi :) Zawsze się tego właśnie obawiam sięgając po kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pierwszy i drugi tom z targów ale chyba zostawię je sobie do października i przeczytam od razy cztery jak po trójce jest taki kac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... jest. :( Czekaj bo się będziesz wnerwiać.

      Usuń
  4. Mam właśnie się zabrać za czytanie książki i już się boję :) Świetnie napisana recenzja

    OdpowiedzUsuń