sobota, 29 kwietnia 2017

„Zabryzgany krwią będzie wyglądać o niebo lepiej” – STAR WARS: Tarkin


„A long time ago in a galaxy far, far away...”


Jako obsesyjna fanka Star Warsów, nie mogę przegapić żadnej książki, która jest z tego uniwersum. Do „Tarkina” przygotowywałam się mentalnie, bo nie potrafię zacząć pozycji ze Star Warsów bez przygotowania mojego umysłu do kolejnej dawki ambrozji. Tak, ambrozji. Gwiezdne Wojny właśnie takie są. 

Po przeczytaniu wielu książek z serii, po dyktowaniu kolejnych dialogów z filmów, po ścieraniu kurzy z Chewbacci, który stoi w pokoju, wycieraniu plakatów kinowych w antyramach i dawaniu światu znaków z lampy w kształcie Gwiazdy Śmierci, nic mnie już nie zaskoczy jeżeli o Star Warsy. 

No... tak przynajmniej myślałam, bo „Tarkin” zaskoczył.

Poznajemy prawą rękę Impertora z całkiem innej perespektywy. Tutaj on gra pierwsze skrzypce ( łatwo się domyślić po tytule). To tutaj opisane jest jego życie i myśli. Spotykamy się z dzieciństwem Wilhuffa Tarkina i okazuje się, że nie było to dorastanie pełne przyjemności i bogactwa. Rodzice wpajali mu prawdy, które sprawiły, że jest tym kim jest. Co więcej wysłali go ze stryjem na test. Test, którego mógł nie przeżyć, ale będący spostrzegawczy i przebiegły młody Tarkin zdołał przejść go pozytywnie i co więcej, nauczyć się rzeczy, które znalazły zastosowanie w jego późniejszym życiu. 

Dzieciństwo nie jest jednak wszystkim co możemy przeczytać w tej pozycji. Otóż nasz bohater znajduje się na Posterunku i dopatruje budowy ( trudne do zgadniecia ) Gwiazdy Śmierci. Jednak nie jest to jakos szczególnie opisane, gdyż Tarkin zostaje wezwany do Imperatora. Tam zaś spotyka jego ucznia Lorda Vadera ( tak, tutaj wzdycham. Za każdym razem ) i po ustaleniach, razem mają udać się na Murkhanę, aby wypelnić misję. 

A na głownym bastionie Separatystów podczas Wojen Klonów czeka ich niemiła niespodzianka. 


„ Ten, który otacza się żmijami, ryzykuje ukąszenie.”

James Luceno napisał już kilka książek z uniwersum George’a Lucas’a i każda z nich niezmiernie mnie się podobała. Trzymają się całości, opowiadają ciekawe historię i szybko się je czyta. Opisy dialogowe i fabuła są raz pełne emocji, a innym razem iście spokojne. Historia skupia się głównie na misji Vadera i Tarkina, ale oko cieszą też wątki dzieciństwa moffa Imperatora, które są sprytnie wplatane w całość opowieści. 


„ SW: Tarkin” jest książką dla fanów Gwiezdnych Wojen – to zdecydowanie. Jeżeli jednak jesteś ciekawy samej jego postaci i masz cierpliwość szukać w internecie po hasłach typowych dla świata Imperium i Republiki to ta pozycja też jest dla ciebie. Może akurat, jedna pozycja wkręci Cię tak, że zapragniesz czytać kolejne, a tutaj... lista się nie kończy i oby nigdy się nie skończyła.

Dziękuję serdecznie Grupie Wydawniczej Foksal za egzemplarz do recenzji.

Laure 

4 komentarze:

  1. Myślę, że raczej to nie jest książka dla mnie. Nie przepadam za Gwiezdnymi Wojnami, za to nie można tego powiedzieć o moim bracie... z samej chęci zrobienia mu przyjemności, może mu sprawę tę książkę :)
    Pozdrawiam, Paulina z Książkowego Zakątka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jestem od zawsze zakochana SW, ale skoro brat lubi to warto :)
      Jeżeli jeszcze jej nie ma

      Usuń
  2. Jakoś nigdy nie byłam przekonana do książek z serii. Aczkolwiek uwielbiam wszystkie filmy, no może ostatni jaki się pojawił trochę mnie zawiódł na koniec. Myślę, że to jest dobry moment, żeby się przeprosić też z książkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest dobry powód żeby czytac Star Wars: TO STAR WARS. No ludzie :D

      Usuń